Pan Piecyk na wojnie



– Panie Piecyk, już dawno pana nie widziałem.
– Racja, panie Talon. Ostatnio byłem trochę zajęty. Właśnie wracam z sądu.
– A co pan tam robił?
– Poszedłem posłuchać wyroku.

– Na kogo?
– Na mnie.
– A za co?
– Widzi pan, historia jest taka. Mam dobrego kolegę, Stasia. On mi rok temu załatwił robotę, byłem statystą w filmie. Praca prosta, a można zarobić kilka groszy. Zgodziłem się, tylko spytałem, o co chodzi. Powiedział, że będzie bitwa i będę w niej uczestniczył.
   Na wszelki wypadek pożyczyłem od Stasia granat. Bo on ma kilka na czarną godzinę.
   Następnego dnia stawiłem się na polu. Ubrali nas w dziwne wojskowe szmaty i dali broń, która chyba już służyła w wielu wojnach. Ja się na broni znam, bo służyłem w wojsku.
Rozdzielili nas na dwie grupy. My w mniejszości, a naprzeciwko nas kawaleria i piechota z bagnetami. Trzy kamery rozstawili. Jedna była dość blisko.
   Dzień był ładny i miałem dobry humor, bo powiedzieli, że zaraz wypłacą i będzie można skoczyć po buteleczkę.
  Ci z przeciwka ruszyli na nas. Oko mi zbielało. Kawaleria z szablami pędziła na nas jak zwariowana, a za nimi wojsko z bagnetami nałożonymi na karabiny. A ja w swoim nie miałem ani jednego naboju. Jeszcze minuta, a stratują mnie te konie! Za te kilka śmierdzących złotówek nie miałem zamiaru zginąć. Wyjąłem granat z kieszeni i nie namyślając się rzuciłem go na atakujących.
   Nie ma pan pojęcia, co się działo. Popłoch był ogromny. Konie rozbiegły się na wszystkie strony, zaś ci bohaterscy żołnierze zwiewali jak mogli. Kamerzyści uciekli. Kamera, która była najbliżej nas poleciała do rowu.
   Ten, co kierował wszystkim, dostał białej gorączki. Darł się jak zwariowany. Wielki bohater. Siedział na boku i nic mu nie groziło podczas tego ataku.
   Podali mnie do sądu, że przeze mnie były ogromne straty. Za konie, za wojaków, za kamerzystów i odszkodowanie dla tych, co ogłuchli. Szef tego wszystkiego powiedział, że jest blisko plajty.
   Powiedziałem sędziemu, że na wojnie jak napadają, trzeba się bronić. Żeby mnie wybrali do atakujących, to nic by się nie stało. A on powiedział, że ja nawet biegać już nie jestem w stanie, więc wybrano mnie do obrony.
   Sędzia nie wiedział co zrobić. Długo się namyślał i wlepił mi rok w zawieszeniu. Mnie zaś na pamiątkę pozostał mundur i karabin, bo policja w tym całym rynsztunku zabrała mnie na komisariat, więc nie musiałem tego zwracać.
– Panie Piecyk, pan będzie jeszcze uczestniczył w filmach jako statysta?
– Nie. Bo oni nie mają pojęcia jak robić filmy!


Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl


Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl