Zenon i lodówka

   Zainteresowanie Zenona artykułem o targach "Cyfrowego Domu" nie było zupełnie bezprzedmiotowe. W wyniku przemian powodowanych kontraktowym systemem zatrudniania, życie rzuciło go do pewnego miasteczka, gdzie wszystko było stare. Wszystko oprócz domu, który został mu wynajęty przez firmę. Dom był urządzony korporacyjnie, to znaczy z zadęciem na elektronikę i kompletnie niefunkcjonalnie.


   Po powrocie z kina Zenon oddał się lekturze magazynu, w którym wyczytał o kurtce z mp3.
– Komplikowanie życia odbywa się w sposób znacznie lepiej zorganizowany niż w Biurze Do Spraw Komplikowania Rzeczy Zbyt Prostych – myślał sobie Zenon czytając – ponieważ najnowszą formą komplikowania stały się targi sposobów komplikowania.

   Wyzwaniem ostatnich targów był "Cyfrowy Dom". Z pomysłami komplikowania domów na targi zjechało się około 2,3 tysiąca firm z całego świata i Zenon szybko policzył, że jeśli każda z nich przywiozła tylko po jednym pomyśle i jeśli choćby tylko 10 procent tych pomysłów wejdzie wcześniej czy później do domów, dom przestanie być ostoją – i tak już wątpliwą, ze względu na rozprzestrzeniający się metroseksualizm i kontraktowy charakter zatrudnienia – a stanie się bastionem niemożliwości. Rzeczy skomplikowane, a szczególnie "cyfrowe" nie tylko nie są niezawodne, ale jak się już raz popsują, to na dobre. A jeśli jeszcze okaże się, że zostały sprzężone z innymi przedmiotami, np. bezprzewodowym łączem Bluetooth, mogiła murowana.

  Zainteresowanie Zenona artykułem o targach "Cyfrowego Domu" nie było zupełnie bezprzedmiotowe. W wyniku przemian powodowanych kontraktowym systemem zatrudniania, życie rzuciło go do pewnego miasteczka, gdzie wszystko było stare. Wszystko oprócz domu, który został mu wynajęty przez firmę. Dom był urządzony korporacyjnie, to znaczy z zadęciem na elektronikę i kompletnie niefunkcjonalnie. Lodówka połączona była z pralką, pralka ze zmywarką do naczyń, a wszystko to z zamkami do drzwi i z e-mailem, za pomocą którego sprzęty domowe komunikowały się z Zenonem. I Zenon z nimi.

   W ten sposób korporacjonizm zlikwidował niepotrzebne mu funkcje domowe, od których uwolnił pracowników-niewolników, którzy mogli oddawać się czynnościom domowym bez opuszczania biura. Pralka sama prała, kuchenka sama podgrzewała, a lodówka robiła zakupy. Trzeba było tylko i wyłącznie wydać im polecenie e-mailem z biura. Właściwie polecenia zakupów w ogóle nie trzeba było wydawać, bo lodówka, nauczona kodów kreskowych, sama wysyłała e-mail do supermarketu z prośbą o dostarczenie odpowiednich kodów kreskowych wraz z przyczepionymi do nich towarami.

   Rozwiązanie to, jakkolwiek sympatyczne mogło się wydawać na początku, szybko okazało się kompletną zmorą Zenona. Po pierwsze, system wprowadzania danych do lodówki pracował wybiórczo, w wyniku czego Zenon nie był w stanie wyedukować lodówki co do towarów, które sobie życzył. Lodówka skrupulatnie kupowała litr mleka dziennie, zgodnie z zapotrzebowaniami poprzedniego użytkownika i ze zdziwieniem odnotowywała brak zadowolenia na twarzy Zenona. Kiedy jednak Zenon chciał system wyłączyć, okazało się, że się nie da. System był zaprojektowany, jakby miał być niezawodny i działać po koniec świata i jeszcze dalej. A więc przewidziano możliwość wprowadzania zmian w zakresie kodów kreskowych, które lodówka miała zamawiać, ale też wyposażono ją w żelazny zapas prądu w postaci akumulatora. Rozwiązanie to naturalnie miało zapobiegać ewentualnemu wyłączeniu się systemu w przypadku, na przykład, przerwy w dostawie prądu. Więc kiedy Zenon, mocno już poirytowany dialogiem z krnąbrną lodówką, ze złością wyrwał kabel z gniazdka, lodówka poinformowała go, że nastąpiły nieprzewidziane okoliczności, które jednak zostały przewidziane i że przechodzi na system zasilania awaryjnego.

   Zenon mógł się pozbawić lodówki po prostu czekając, aż wyczerpią się akumulatory, ale lodówka była zaprogramowana w ten sposób, że kiedy baterie zaczęły poważnie słabnąć, zamawiała e-mailem następne. Poza tym wyłączenie lodówki oznaczałoby wyłącznie jej z systemu domowego, co prowadziło do jego kompletnego załamania. Likwidując lodówkę, Zenon pozbawiał się przy okazji także i pralki, i zmywarki, i kuchenki, a nawet ogrzewania.

   Po krótkiej bójce ze sprzętami domowymi i dojściu do wniosku, że z lodówką nie wygra, Zenon postanowił pogodzić się z tym, że będzie zmuszony płacić za litr kompletnie bezużytecznego mleka dziennie oraz że rzeczy naprawdę potrzebne będzie musiał kupować własnoręcznie.

   Najpotrzebniejszym z potrzebnych był biały ser. Najlepszy biały ser w okolicy sprzedawano na straganie, na targu, przez który Zenon przechodził dwa razy dziennie: do pracy i z pracy. Dzięki niewielkiemu rozmiarowi i położeniu na uboczu, miasteczko predysponowane było do posiadania sporej ilości produktów dobrych, bo nie skażonych dekretami rodzimego odpowiednika Biura Do Spraw Komplikowania rzeczy Zbyt Prostych. Biały ser był wyśmienity i w pierwszym okresie rekompensował Zenonowi niezadowolenie z przeprowadzki.
    Szybko jednak okazało się, że kwestia białego sera jest konfliktogenna na tle domowym. Właśnie o biały ser Zenon popadł w pierwszy i niekończący się spór z lodówką. Fakt nieposiadania kodu kreskowego był dla nauczonej inteligencji, progresywnej, e-mailującej lodówki tyle kłopotliwy, co degradujący. Nie tylko tego jednego sera nie dało się zamówić (choć można było zamówić szereg innych białych serów z oferty supermarketu), ale też w żaden sposób nie szło spercepować, co to jest.

   Inteligentna lodówka bardzo szczyciła się swoją inteligencją, była to jednak inteligencja wybiórcza. Ograniczała się do absolutnej biegłości w rozumieniu kodów kreskowych. Lodówka nie rozpoznawała więc towarów jako takich, a dane zakodowane w rzędzie cieńszych i grubszych kreseczek. Kiedy Zenon po raz pierwszy włożył do niej swój ser, lodówka zawyła. Wycie było ograniczonym w skali protestem przeciw sabotowaniu lodówkowych zdolności i przystosowania – zapowiedzią protestu dalej idącego w skutkach, bo protestu bardziej permanentnego. Ser stanowił element chaosu w idealnie poukładanym kodowo-kreskowym krajobrazie. Na chaos nie było miejsca w zero-jedynkowej rzeczywistości systemu zawiadującego lodówką i innymi sprzętami domowymi. Ser musiał odejść.

   I odszedł. Zenon kochał swój ser, a jeszcze bardziej własne przywiązanie do świeżego nabiału, ale nie mógł ryzykować konfliktu z centrum zawiadywania własnym otoczeniem domowym. Zapowiedział więc lodówce, że dobrze, że sera bez kodu kreskowego nie będzie. Lodówka przyklasnęła pomysłowi i wydała syk zadowolenia – sądziła, że wygrała.


   "Nie będzie" oznaczało jednak co innego dla każdego z nich dwojga. Zenon zgodził się nie wkładać sera do lodówki, ale też postanowił, że nie da się do końca sterroryzować. Od tej pory przynosił ser w tajemnicy przed wszechwiedzącą lodówką i składował go na parapecie, pomiędzy zewnętrznym i wewnętrznym oknem kuchni. Stał się więźniem lodówkowego przyzwyczajenia do kodów kreskowych, a jego i tak już ograniczony hedonizm – zakładnikiem zenonowej umiejętności spożywania sera w tajemnicy przed własną lodówką.

   Był to bodaj pierwszy i ostatni raz, kiedy Zenon podziękował zrządzeniu losu i procesom cywilizacyjnym ery nowożytnej za wyprodukowanie kontraktowego systemu zatrudniania, dzięki któremu po odbyciu swoich pełnych dwóch lat zesłania do niepozornego miasteczka na uboczu, przesyconego hiperaktywnie czuwającą technologią, z wielką przyjemnością stamtąd uciekł jeszcze tego samego dnia, kiedy wygasł jego kontrakt. Pod pachą dzierżył niewielki pakunek: kawałek bazarowego białego sera bez kodu kreskowego. Wygrał.



Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl


Coaching a couch

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl