Susza


   Wyczytałem w gazecie, że ma być w tym roku susza i może zabraknąć wody do picia. Zmartwiło mnie to. Wsiadłem do auta i przywiozłem 12 dużych butelek wody mineralnej. Postawiłem to w kuchni. Od razu trudniej było się w niej obracać. To na czarną godzinę, powiedziałem żonie, żeby tej wody nie używała.

   W gazecie podali, że wolno myć samochód tylko wodą z kubełka, a nie z węża gumowego. Stałem przy żonie, kiedy myła nasze auto, i sprawdzałem, czy nie oszukuje i myje tylko wodą z wiader. Przynosiła je z domu.

   Ktoś mi poradził, żeby włożyć do spłuczki klozetowej dużą butelkę pełną wody. Wtedy do tego urządzenia wejdzie wody o 1½ litra mniej. Zdjąłem pokrywę i zacząłem pchać do spłuczki taką butlę.
   Szło ciężko i po kilku minutach zmagania się z pływakiem, który nie chciał wpuścić tej butli, złamałem go. Woda zaczęła lać się jak zwariowana. Zamknąłem kran przy spłuczce i zawołałem hydraulika. Przyszedł i wymienił to urządzenie. Bulnąłem forsą, ale czego się nie robi, żeby uratować kraj przed katastrofą. Hydraulik radził mi, żebym po każdym siusianiu nie spuszczał wody. Tylko co drugi raz.
   Miał rację. Zacząłem tak robić. Nagle zauważyłem, że żona już wchodząc do ubikacji spuszcza wodę po mojej czynności.
– Co ty robisz? – zapytałem.
 – Przecież ja robię to na siedząco i mogę się opryskać tym, co mi zostawiłeś w misce klozetowej. Tyś to mądry, bo siusiasz na stojąco.
   Zwariowany świat.

   Wsiadłem do auta i przywiozłem 12 butli coca-coli. Ciężkie było to jak cholera. Postawiłem w kuchni. Żona stwierdziła z uśmiechem: od jutra będziemy jeść obiady w restauracjach, bo ja nie mogę się już poruszać po kuchni.
   Zataszczyłem te butle do sypialni, która nagle jakby zmalała. Dziwne uczucie.
   Po długim namyśle powiedziałem żonie, że kolacje i śniadania będziemy jedli z jednorazowych plastikowych talerzy. Oszczędzimy wodę, a i ona będzie zwolniona z obowiązku mycia naczyń. Poszliśmy do sklepu i kupiliśmy takich talerzy oraz szklanek na jakieś pół roku. To już był postęp.
 
   Nagle wpadł mi do głowy fantastyczny pomysł. Powiedziałem żonie, że razem będziemy kąpać  się w kabinie prysznicowej i to zaoszczędzi bardzo dużo wody. Zdziwiła się. Jak my się tam razem zmieścimy?
– Żaden problem – stwierdziłem. – Wejdźmy na próbę w ubraniu i sprawdzimy.
   Wszedłem pierwszy, a za mną żona. Byliśmy jak sardynki w puszce. Z trudem udało się jej zamknąć zasuwane drzwi. Problem był z otwarciem, bo jej ręka zdrętwiała i nie udawało się jej ich otworzyć. Przy próbie ratowania się z kabiny wepchnęła mój brzuch na kran. Zrobił mi się wielki siniak. Wtedy też spostrzegłem, że żona nie ma skłonności do anoreksji. To zburzyło mój wspaniały plan.

rys. Toamasz Suwała

   Następnego dnia wyszedłem z domu trochę się przejść. Na podwórku zobaczyłem sąsiada myjącego swoje auto i używającego wody z węża. Zrobiło mi się słabo, zemdlałem i gruchnąłem na ziemię.  Kiedy otworzyłem oczy, poczułem, że sąsiad polewa mnie wodą z węża.
   Pomógł mi wstać. Stwierdził, że nigdy mnie nie widział w tak złym stanie i może mi brak jakichś witamin.

   Wróciłem do domu. Rozebrałem się z cieknącego wodą ubrania. Wszedłem do kabiny prysznicowej. Otworzyłem wodę na cały regulator i usiadłem. Przez jakieś 10 minut nie ruszałem się. Dawno już nie miałem takiej przyjemności.

   Niech się teraz inni troszczą o przyszłość kraju.
   Mnie się już odechciało.



Ilustrował: Tomasz Suwała

Artykuł ten ukazał się również w Głosie Pruszkowa nr 7, z 2008 r.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl