Giełda

ilustr. spinelli
Dzisiaj byłem w banku i pytałem o moje fundusze emerytalne. Powiedzieli mi, że teraz nie czas je wyjmować, bo giełda spada. Trzeba czekać na lepsze czasy.
Przed domem spotkałem Jerzyka.
– Co u ciebie? Przecież całą forsę masz na giełdzie?
Spojrzał na mnie i odpowiedział: – Ja mam wyczucie. Wiedziałem, kiedy się wycofać. Tacy jak ty dopiero teraz to zrozumieli.

Poszedłem do sąsiada Więckowskiego.
– Co z pieniędzmi przeznaczonymi na emeryturę?
– Wyjąłem – odpowiedział, patrząc na mnie z kwaśną miną. – Powinienem żyć dwa lata krócej. Tak wyszło z tego, co otrzymałem.
– Przecież masz już 70 lat, to kiedy kończą się twoje pieniądze?
– Do 77 mogę tylko dojechać i klapa.
– Starczy na trumnę?
– To już mnie nie obchodzi. Niech się rząd o to martwi. A co u ciebie?
– W banku powiedzieli mi, że w ciągu miesiąca giełda pójdzie w górę i odzyskam wszystko, co teraz straciłem.
– Widzę, że wierzysz w duchy – odpowiedział.

Wróciłem do domu i powiedziałem żonie, że marnie wyglądamy z pieniędzmi w banku.
Zaciągnęła mnie do naszego sklepikarza Grajka. On sobie świetnie daje radę z pieniędzmi. Przez długi czas klientom w podeszłym wieku dokładał do zakupu promocyjnie 150 gram żółtego sera. Jeśli ktoś się zorientował, że w zakupach miał być ten ser, a go nie znalazł po przyjściu do domu, wracał z pretensją do sklepu. Wtedy sklepikarz tłumaczył, że ser został na ladzie. Ale takich reklamujących było mało.
– Co będzie z pieniędzmi? – zapytałem Grajka.
Grajek spojrzał na moją żonę ze zdziwieniem.
– Pani mąż jeszcze ma pieniądze w banku?
– Tak, jeszcze mamy.
– Ratunku! Przecież każdego dnia jest ich mniej! Lećcie do banku wyjąć wasze pieniądze!
– Panie Grajek, a gdzie pan trzyma swoje pieniądze?
– W domu.
 – Przecież mogą pana okraść.
– W materacu. Żona cały dzień siedzi na tym materacu, więc nie ma obawy. Dzisiaj bank to niepewny interes. Nikomu nie można wierzyć.
Wróciliśmy do domu.
– U kogo można zasięgnąć jakiejś dobrej porady w tych ciężkich czasach? – zapytała żona.
Zacząłem się zastanawiać. Jutro pojadę na targ. Może tam kogoś mądrego spotkam.

Na targu spotkałem Łysego.
–  Poradź mi, co zrobić z pieniędzmi w banku.
– Jaki to bank?
Powiedziałem mu.
– Ten jeszcze dobrze się trzyma. Nie masz się, o co martwić.
– Ale pieniądze codziennie w banku topnieją.
– Ile ty lat jeszcze chcesz żyć? – zapytał.
– To przecież nie zależy ode mnie.
– Żona cię codziennie denerwuje?
– Tak.
– To umrzesz ze stresu. Dlaczego martwisz się o te pieniądze?
Wróciłem do domu.
– No jak tam było na rynku? – spytała żona.
– Łysy powiedział mi, że umrę na stres i nie mam się o co martwić.
Żona natychmiast wysłała mnie do przychodni lekarskiej. 
– Chcę się zapisać do dr. Maślaka – powiedziałem w rejestracji.
– Doktora nie ma i długo nie będzie. Zastępcy nie mamy.
– A co mu się stało?
– Dostał ataku serca. Wszystkie pieniądze miał na giełdzie.
– W takim razie proszę do tego lekarza od nerwów.
– Za dwa i pół miesiąca jest wolne miejsce. Zapisać pańskie nazwisko?
– Dlaczego taka długa kolejka?
– Przychodzą tu tylko tacy sami jak pan.
– A ten, co był tu przede mną, zapisał się?
– Nie, wolał iść do wróżki.
– Pani ma adres tej wróżki?

Wróżka Weronika spytała jak wróżyć, czy z fusów, czy z ręki. Podałem jej rękę. Długo przyglądała się mojej dłoni.
– Pan ma bardzo krótką linię życia. Dziwię się, że pan dożył do dnia dzisiejszego.
Wyjąłem banknot i rzuciłem go na stół.

Wracając do domu spotkałem oficera policji, kolegę z dawnych czasów.
– Rysiu! Powiedz, co słychać w te zasrane dni.
– Powiem ci, ale musisz zachować tajemnicę!
– Przysięgam.
– Grajka, tego twojego sklepikarza okradli.
– Niemożliwe. Przecież jego żona siedzi tyłkiem na pieniądzach w materacu.
– Siedzieć tyłkiem, to jeszcze nie wystarcza. Ona ma kochanka. On był wczoraj popołudniu u niej i wykradł te pieniądze z materaca. Był u mnie Grajek. Powiedziałem mu, żeby zastanowił się i zadecydował – albo ja złapię tego jej kochanka i wtedy całe miasto będzie o tym wiedzieć, albo on przemilczy tę sprawę i będzie miał wierną żonę. Nikt nie trzyma teraz pieniędzy w materacu.
– Rysiu, to gdzie trzymać pieniądze, żeby mnie nie okradli?
– W zamrażarce. Kupuje się kurczaka i wpycha się do jego wnętrza banknoty owinięte w gazetę. Moi rodzice trzymają tak pieniądze już od roku.

Podziękowałem mu za dobrą radę i udałem się do garmażerii.
– Kurczaka proszę, wypatroszonego.
– Już nie ma. Wszyscy dzisiaj kupują kurczaki. Została tylko jedna gęś.
– Niech będzie gęś.
Na klatce schodowej spotkałem żonę, która niosła jakiś pakunek.
– Co ty tam masz? – zapytałem.
– Kaczkę – odpowiedziała.
– Będzie na obiad?
– Nie. Wepchniemy w nią nasze pieniądze i włożymy ją do zamrażarki.
– Kto ci dał taką radę?
– Ty to jesteś fujara. Ja byłam w banku, ale rozmawiałam nie z urzędnikami, tylko z tą, co sprząta bank. Ona mi to powiedziała. A co ty przyniosłeś?
– Gęś.
– Przecież nie mamy tyle pieniędzy, żeby wypełnić gęś!

ilustr. spinelli



Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl