Umówiłam się z nią na dziewiątą

Porada miesiąca

Nadszedł czas, gdy na zmęczenie wiosenne nie pomagają już kwiaty, czerwono-pomarańczowe ubrania ani czekoladki. Po prostu potrzeba odpoczynku od całego tego zgiełku staje się najważniejsza.
    Z drugiej strony wiosna niesie niezawodną świeżość i w nas także budzi się apetyt na coś nowego i radosnego. A więc zaplanuj i zrealizuj (!) pomysł wybrania się na randkę ze sobą. Dwie godziny raz na tydzień. To chyba nie jest dużo. To tylko jedna setna tygodnia.

     Sylvia6*, nasza znajoma forumka, uczestniczyła w kursie pod nazwą artist's way. Jego ideą było "rozwinięcie/rozbudzenie/przebudzenie w sobie kreatywności". Znając generalne wytyczne, resztę można wysnuć z własnych potrzeb i pomysłów. A więc: "należało co tydzień poświęcić sobie i tylko sobie dwie godziny". Stąd zresztą nazwa tych 'spotkań': artist’s date. "Nazwa ta wywodziła się stąd, że w każdej z nas śpi taka mała uśpiona artystka, którą co jakiś czas należy zabierać na randkę!"
    Oczywiście, nie proponujemy czytelnikom Pinezki zapisania się na taki kurs (bo go nie prowadzimy - chyba, że lekturę Pinezki zechcecie nazwać 'twórczą randką'!)  Tym razem zbierzemy kilka pomysłów i zadedykujemy je Wam. I sobie.

    Randka powinna się odbywać co tydzień. Jednak - uważa Sylvia - codziennie można i należy robić sobie dziesięcio- i piętnastominutowe mini-randki.
    Może dłużej poczytać książkę zamiast przetrzeć kurze? Może wygodnie usiąść na sofie i pomalować paznokcie, nie myśląc o rozwieszeniu prania?
    Jednego tylko nie należy - czuć się winnym tego, że zaniedbało się obowiązek. A skoro zabranie się na randkę jest od teraz jednym z ważniejszych - warto także przygotowaniom do niej poświęcić 10 minut dziennie.

    Przejdźmy do figury obowiązkowej w planie twórczych randek: cotygodniowe, dwugodzinne spotkania. Na początku należy ten czas dobrze zaplanować. Zastanów się, co byś zrobiła, gdybyś miała dwie godziny czasu tylko dla siebie. Nikt nie przeszkadza. Mąż, współspacz, przyjaciel wziął siebie i dzieci na spacer, telefon wyłączony (nawet komórkowy), jedzenia nie trzeba gotować, obowiązki z pracy zostały tam, gdzie ich miejsce (np. XXIV piętro jakiegoś wieżowca). Niech to będzie specjalny czas i specjalne miejsce.

    Daj ponieść się wyobraźni i znajdź coś, co sprawiłoby ci przyjemność. Może książka albo jakieś zabiegi kosmetyczne, masaż ma-uri (lub jakikolwiek inny), a może wystawa, kino, albo pyszna herbata w herbaciarni. Może po prostu siedzenie samotnie przy stoliku w starej kawiarni, przy szarlotce z ajerkoniakiem i przyglądanie się przez szybę jak prószy śnieg? Z pewnością każdy ma coś takiego specjalnego, na co chciałoby się poświęcić dwie godziny. Weź siebie w czułe – swoje - ręce.
    Jeżeli etap planowania randki już za tobą, wybierz teraz dzień tygodnia, w którym to zrobisz. Niech domownicy i nie tylko oni zostaną poinformowani o tym dniu. Powinni wiedzieć, że na ten dzień już masz plany, które są dla ciebie bardzo ważne.
    Zbliża się ten szczególny dzień. Od rana randka ze sobą wprawia cię w doskonały nastrój. I nie próbuj jej przesuwać! Pomimo jakichkolwiek ważnych okoliczności. To twój czas i tylko twój.
    Mam nadzieję, że się udała, nie zmąciły jej żadne myśli dotyczące tysiąca pożytecznych rzeczy, które w tym czasie powinnaś zrobić.

    Ale to nie wszystko! To nie ma być jednorazowe wydarzenie. Zaplanuj kolejną randkę.
    Może pretekstem do cotygodniowego wyjścia będzie dzień w tygodniu, w którym jakaś galeria lub muzeum jest czynne dłużej? Można też zrobić sobie listę miejsc w swoim mieście, które chciałoby się zobaczyć, a w których już dawno się nie było, i po kolei, według punktów realizować ten plan. Pamiętasz jeszcze ten bar mleczny, w którym spędziłaś pół dzieciństwa, przyprowadzana przez babcię, i rozkosze kilkudniowego budyniu waniliowego z naprawdę grubym kożuchem? A może to ten moment, by zdecydować się na niezwłoczną realizację cichego marzenia, by, na przykład, do kina wybrać się, ale samemu? Albo udawać turystę we własnym mieście i z aparatem fotograficznym pod pachą snuć się i fotografować swoje miejsca? Takie właśnie drobne zmiany dają dużą różnicę w smakowaniu zdarzeń. 

    Sylvia na koniec pisze tak: "Duże randki nie muszą koniecznie mieć coś wspólnego ze światem sztuki (pójściem do muzeum itd). Pamiętam, że na moim kursie ludzie robili rożne rzeczy: jedna dziewczyna umówiła się na luksusowy pedicure, inna wybrała się na pchli targ, jeszcze ktoś obejrzał film, który zawsze chciał obejrzeć.
    Pamiętam, że ja kiedyś wybrałam się na oglądanie materiałów, bo uwielbiam kolory (normalnie uważałabym to za stratę czasu, ale była to moja randka, więc wszystko dozwolone!). Jeszcze jedna uwaga: codzienne mini-randki mogą być spontaniczne, jednak ta długa, cotygodniowa, powinna być zaplanowana.
    Na jaką randkę zabrałybyście siebie?"

----
*Dziękujemy Sylvii6 za inspirację do tekstu oraz za nową wersję tytułu niezapomnianej piosenki Emanuela Schlechtera Umówiłem się z nią na dziewiątą.

 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl