Jak nie zwariować na urlopie macierzyńskim

Jak nie zwariować na urlopie macierzyńskim
Lub: jak od czasu do czasu nie popaść w rozpacz.
Lub też: jak przetrwać i cieszyć się tym czasem.

    Moje doświadczenie przyda się zwłaszcza tym mamom, które przyzwyczaiły się do życia na pełnych obrotach, delegacji zagranicznych zapowiadanych 3-4 dni przed wylotem, aerobiku, i tak po kilka razy w tygodniu, a w niedzielę spania do 12.30, robienia powoli makijażu...

Przeskoczę od razu do momentu powrotu ze szpitala – pozwolicie, że o ciąży napiszą wszystkie doświadczone w tym względzie w kolejnym numerze.

A więc, wracamy ze szpitala... Strach, wzruszenie, żal za dawnym życiem, spojrzenia sąsiadów... Jak to przetrwać?

Po pierwsze: Nie stajemy od razu na wadze w łazience i nie oglądamy brzucha w lustrze (oczywiście po kryjomu, gdy męża i córki nie ma chwilowo w domu). Nie rozmyślamy nad tym, czy krecha na brzuchu zostanie nam na zawsze (będzie z nami jeszcze kilka miesięcy, ale coraz bledsza) i dlaczego nie wchodzimy w spodnie sprzed ciąży. Po domu chodzimy w luźnych dresowych spodniach z prostymi nogawkami lub w długiej spódnicy. Dobrze też jest zaopatrzyć się w rozpinaną bawełnianą bluzę – idealna do karmienia i ciepła – a ważne, aby w tym czasie nie przeziębić piersi.

Po drugie: Do twarzy nie używamy przez kilka dni aktywnych, bogatych kremów. Przytulając często nowe dziecię, możemy mu podarować niechcący alergię kontaktową (przykłady: niemowlęta źle znoszą wszelkie fluidy i pudry, a także kosmetyki z algami, którymi mamy smarują np. przedramiona). Nie znaczy to, że mamy zarzucić makijaż na zawsze, ale przez pierwsze 10-14 dni – czemu nie?

Po trzecie: Na pierwszy spacer z wózkiem nie wkładamy butów na obcasach ani długiego płaszcza oraz – co jest naprawdę bardzo ważne – nie obiecujemy sobie, że od razu będziemy biegać z wózkiem 7 km dziennie. Nie da się tego uczynić tak od razu i już. Pogódźmy się z tym.

Po czwarte: Zapoznajemy się z innymi matkami z wózkami z naszego osiedla. Możecie umawiać się na wspólne spacery, koleżanka od wózka może ci popilnować dziecka pod sklepem, kiedy musisz zrobić szybkie zakupy, taż sama koleżanka od wózka powie ci, która pielęgniarka szczepi dzieci łagodnie, a która brutalnie, a poza tym – zna fajne trasy spacerowe i miejsca z ławkami. Uwaga: nie paradujemy po osiedlu dumne i blade, wciągając na siłę sflaczały brzuch! Teraz, jak nigdy przedtem, potrzebujemy zanurzyć się w oceanie archetypicznej kobiecości. Nikt cię nie zrozumie lepiej niż inna młoda matka.

Po piąte: Nie kupujemy gazet typu Twój Styl, Avanti , Elle itp. ażeby nie frustrować się strojami, których na razie założyć nie możemy (bo rozmiar nie ten, skończyły się fundusze lub też w najbliższej perspektywie musimy zacisnąć pasa), a jak już będziemy mogły – to niestety będą one passé. Problemy "psychologiczne" tam opisywane (jak zdobyć partnera na jedną noc, jak upokorzyć szefową) też na nic nam się aktualnie nie zdadzą. I z tej samej półki - z dystansem podchodzimy do pism branżowych typu Mam dziecko, Dziecko, Twoje dziecko, Ich dziecko, Dziecko sąsiada… Można łatwo udowodnić, że często udzielają sprzecznych rad lub w ciągu kwartału przeczą samym sobie.

Po szóste: W chwilach załamania nie rozmyślamy o tym, że już nic nigdy nie będzie takie samo. To oczywiste – już nigdy nie będzie takie jak kiedyś, ponieważ będzie lepsze, cieplejsze, pełniejsze, wspanialsze. Praca nie jest na całe życie, rozmiar 38 też nie, a miłość dziecka i do dziecka – tak. Te 2-3 miesiące zlecą jak z bicza trzasł i szybko zapomnisz o pierwszych, trudnych chwilach. Oczywiście masz pełne prawo do łez, załamania, bezsilności, nieuzasadnionego strachu, ale to minie, tylko pamiętaj: nie usiłuj być doskonała, nie staraj się mieć codziennie obiadu z trzech dań, dziecka w czyściuteńkim pajacyku i stringów (dla męża) jednocześnie. Postaraj się być wyluzowana, nie obwiniaj siebie tygodniami, jeśli ze zmęczenia lub z innych powodów nie uda ci się czasem wykąpać dziecka lub zaśniecie z mężem przed TV, a dziecko będzie leżało w rozkopanym łóżeczku z zaschnięta kozą na policzku.

Po siódme: Nie obwiniaj się i nie załamuj, jeżeli mimo najlepszych chęci, pozytywnego nastawienia i godzin spędzanych z laktatorem i herbatką Hippa, nie jesteś w stanie wykarmić swojego dziecka piersią. W szpitalach panuje obecnie wręcz terror karmienia naturalnego i zdarza się, że położne szpitalne po macoszemu traktują kobiety bez odpowiedniego kształtu brodawki, takie, które nie umieją karmić lub którym brakuje pokarmu. Zdziwisz się jak wiele kobiet ma problemy z karmieniem piersią i jak wiele narzeka na poradnie laktacyjne, które często nie pomagają, a robią większy zamęt w głowie, zwłaszcza jeśli są prowadzone przez zakonnice (słyszałam o takiej poradni). Jeśli musisz karmić butelką, to karm. Dziecko musi jeść. Karmiąc butelką, możesz trzymać je za rączkę, całować w główkę i patrzeć w oczy. Karmienie butelką wymaga więcej pracy (mycie, wyparzanie), jest również drogie (ok. 40 zł tygodniowo), ale nie degraduje cię jako matki.

Po ósme: Ciesz cię dzieckiem i czasem jaki spędzasz z nim na urlopie macierzyńskim. To czas zatrzymany w kadrze, bezcenny. Dziś byłam z synkiem na spacerze obok lasu: w zwykłej sukience, starych japonkach, bez makijażu. Przez dwie godziny czułam się jak dziecko na wakacjach. Słońce świeciło, sroka skakała po trawie, synek spał smacznie, z daleka widziałam koleżanki z dziećmi, swój dom i psa sąsiada, otrzymałam miłego esemesa od męża i poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu. Że jest tak, jak miało być.

Szczęśliwie.

 Ilustr. Lolyta/pinezka.pl


 {jos_sb_discuss:15}

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl