Kilka takich miejsc...


Opowieści z Tajwanu, część 3

Park Yangmingshan

   W okolicach Tajpej znalazłam kilka miejsc, które szczególnie przypadły mi do serca. Powracam do nich tak często, jak tylko czas na to pozwala, odpoczywając w ten sposób od zatłoczonego i hałaśliwego miasta. Nazwałam je "oazami spokoju", jakkolwiek nazwa ta odnosi się tylko i wyłącznie do okresu  pozaweekendowego, wolnego od urlopowego exodusu mieszkańców stolicy.


Porośnięte mchem szlaki w Yangmingshan    Jedną z tych przystani jest Narodowy Park Yangmingshan, znajdujący się na północ od Tajpej. Jest to idealne miejsce na piesze wędrówki po niezbyt wysokich szczytach, z których najwyższy – Mt. Cising, osiąga 1 120 m npm. Szlaki w postaci kamiennych dróżek prowadzą przez rozmaite "krainy". Raz jest to ciemny las tropikalnej roślinności, gdzie indziej wysokie trawy koloru zboża, ozdobione dmuchawcami, a jeszcze dalej bambusowe labirynty, przypominające z daleka naszą kosówkę. Spacer wśród tych niewielkich bambusów może być nie lada przeżyciem, szczególnie wówczas, gdy napotka się bambusy w kwieciu. Jest to bowiem oznaka nadchodzącej śmierci rośliny, zakwitającej jedyny raz w całym swym życiu, właśnie pod jego koniec...


Xiaoyoukeng w Yangmingshan    Najbardziej bodaj niezwykłym miejscem, jakie znalazłam w Yangmingshan, jest Xiaoyokeng – powulkaniczny teren, którego położenie sygnalizują z dala siarkowe opary, wydostające się ze zbocza góry. Owa potężna ściana wygląda niczym wielkie pogorzelisko, wypełnione popiołem. Widok ten, intensywnie działający na wyobraźnię, ma w sobie coś wzniosłego, jak i niepokojącego, gdyż dookoła królują niemal wyłącznie szare barwy, wspomagane na dodatek często nawiedzającą ten teren mgłą. Tajemniczości dodaje również powietrze przesiąknięte specyficznym zapachem siarki, przywołującym na myśl sabat czarownic...

   Tym niemniej pejzaż Yangmingshanu jest generalnie bardzo bogaty w kolory i zmysłowe wonności. Najpiękniejszą porą, by się o tym przekonać, jest oczywiście wiosna, zapowiadana już w połowie lutego rozkwitem drzew śliwy oraz pojawieniem się sporej ilości kolorowych owadów w tzw. "Korytarzu Motyli". Obraz, jaki wówczas przedstawia sobą Yangmingshan jest niemal rajski, pełno tu bowiem radości i życia. 

   Kolejnym czarownym miejscem, sprzyjającym odświeżeniu organizmu, a przy tym umysłu i ducha, jest Danshui – niewielkie miasteczko portowe na zachód od Yanmingshan. Dociera tam z Tajpej nadziemne metro, które weekendami jest potwornie zapchane, stąd najlepszą okazją do wycieczki jest dzień powszedni, i to wczesnym przedpołudniem, kiedy życie w Danshui jest uroczo rozleniwione. 
Fort San Domingo w Danshui   Już od XVII wieku miasto to funkcjonowało jako jedna z najważniejszych siedzib kolonialnych, należących do Hiszpanów, następnie Portugalczyków, a na końcu Anglików. Stąd kilka zabytkowych budynków Danshui, jak Fort San Domingo, Oxford College, neogotycki kościół czy Szkoła dla Dziewcząt, malowniczo położonych na wzgórzu wzdłuż jednej łukowatej uliczki, ma architekturę charakterystyczną dla Zachodu. Spacer w tej "europejskiej" dzielnicy wielokrotnie wywoływał we mnie uczucie nostalgii. Nie chodzi tu, broń Boże, o kwestie kolonialne (nawet gdyby Polacy mieli w tym względzie cokolwiek do powiedzenia...), ale o wspomnienie rozmaitych stylów architektonicznych, charakterystycznych dla krajobrazu naszego kontynentu, w tym również Polski. Innymi słowy, widok zabytków "rodem z Zachodu" pośród zupełnie innej tradycji budowlanej (pomijając nowoczesną, i, że tak się wyrażę, "powszechną" architekturę, obecnie charakterystyczną dla całego świata) sprawił, że zatęskniłam za krajem.

Namorzyny w Danshui   Danshui jest moją oazą, do której lubię powracać jeszcze z innych powodów. Jednym z nich jest spacer po drewnianych kładkach wśród namorzynów, czyli specyficznych roślin obrastających wybrzeże. Namorzyny chronią brzeg przed erozją, a także budują naturalne środowisko dla ptaków, ryb i rozmaitych skorupiaków. Rozciągający się las tych niewysokich roślinek zatopionych w płytkiej wodzie tworzy prześliczny widok, który tym bardziej urzeka, gdy się weń zanurzyć. Tysiące malutkich krabów biegających wte i wewte, żaby i ślimaki przyczepione niczym broszki do cieniutkich łodyg namorzynów, niewielkie ryby, które zdają się szorować brzuszkami po dnie, a do tego białe czaple, subtelnie brodzące pośród wody. Aura harmonii i ładu panująca w tej namorzynowej krainie sprawia, że człowiek łagodnieje i nabiera większej pogody ducha.

Molo w Danshui   Uroku miasteczku dodaje położona przy ujściu rzeki Danshui do morza przystań rybacka. Ozdobą tego niewielkiego portu, w którym kotwiczą kutry, łódki i inne pływające środki transportu jest długie molo oraz połączony z nim "Most Miłości". Widok drewnianego pomostu wychodzącego ku morzu, jak również wdzięcznie wygiętego mostu, zachwyca o każdej porze, choć nie da się ukryć, że najwięcej malowniczych wrażeń dostarcza zachód słońca. 


Wodospad w Wulai   Trzecim z moich ulubionych miejsc w okolicach Tajpej jest Wulai – niewielki obszar górski, położony około 30 kilometrów na południe od stolicy. Jest tam wspaniały wąwóz, uformowany przez rzekę Nanshih oraz przepiękny wodospad, spływający kaskadami wprost do wąwozu. Teren ten, zamieszkany przez Aborygenów, świadomych atrakcyjności swego miejsca, został przystosowany dla turystów. Oprócz spacerowych szlaków górskich oraz kolejki linowej kursującej na drugą stronę wąwozu, zbudowano tu kilka ośrodków wypoczynkowych, anektując przy tym okoliczne gorące źródła. Wulai, podobnie jak Yangmingshan, pięknieje przede wszystkim wiosną, co nie znaczy, że pozostałe pory roku przedstawiają się w Parku mało atrakcyjnie. Nie pozwala na to sam górzysty krajobraz, jak również intensywna zieleń tropikalnej roślinności, miejscami zaskakująca barwnymi kolorami kwitnących zimą kwiatów.
Wąwóz w Wulai   Jednakże specyficzną atmosferę Wulai buduje przede wszystkim wąwóz, przecinający krainę na  dwie części. Idąc drogą prowadzącą z miasteczka w kierunku wodospadu mamy wrażenie, jakby spacer odbywał się po szerokiej półce, przyklejonej do jednego ze zboczy. Wysokie ściany, porośnięte gęstą i mroczną roślinnością tworzą kręty korytarz, zdający się nie mieć końca. Przy mniej sprzyjającej pogodzie, kiedy niebo przykrywają ciemne chmury, atmosfera w Wulai może wydawać się nieco mroczna i niemal klaustrofobiczna. Jednakże klimat jaki wówczas panuje ma w sobie coś pociągającego i jakby baśniowego.

   Oprócz naturalnych dzieł przyrody, napawających zachwytem i nierzadko radosnym uniesieniem, okolice Tajpej posiadają jeszcze kilka innych skarbów, za piękno których odpowiedzialny jest przede wszystkim człowiek. Nie licząc wspomnianego wcześniej Danshui z jego urokliwymi uliczkami oraz zabytkową architekturą, sprzyjającą moim sentymentalnym podróżom do kraju, znalazłam jeszcze dwie inne "historyczne przystanie", dzięki którym nieustannie odkrywam najwspanialsze klejnoty chińskiej kultury.

Ogród w Rezydencji Rodziny Lin   Pierwszym z tych miejsc jest położona na południowy zachód od centrum Tajpej, w dawnym miasteczku Panchiao (obecnie już części stolicy), zabytkowa rezydencja, zwana Domem i Ogrodem Rodziny Lin. Stanowi ona wyjątkowy przykład niemal idealnie zachowanej posesji bogatych kupców chińskich z czasów drugiej połowy Dynastii Qing (1644-1911). Z zewnątrz rezydencję otacza niewielki mur, odgradzający owe magiczne miejsce od reszty miasta, najeżonego blokami, sklepami i wszelakimi innymi nowoczesnymi budowlami. Po przekroczeniu bramy i wejściu na główny pasaż, dzielący teren rezydencji, jawi się unikalny obraz XIX-wiecznej posiadłości, należącej do jednej z najzamożniejszych wówczas rodzin kupieckich na Tajwanie. Familijny interes oparty na handlu ryżem i solą, rozwijający się z pokolenia na pokolenie, pozwolił rodzinie Lin stworzyć nie tylko wyśmienitą rezydencję mieszkalną, ale przede wszystkim znaczący pomnik kultury. Pomimo pozornego nieładu, mającego sugerować naturalny układ sił w przyrodzie, każdy fragment założenia zaplanowano w najmniejszym detalu. Ścieżki, groty, sztuczne skały, korytarze ukryte pod łukowatym mostem, liczne sadzawki, jak również przestronne pawilony – wszystko to zostało obdarzone konkretnymi nazwami i symbolicznym znaczeniem, niejednokrotnie nawiązującym do filozofii konfucjańskiej. Dom ten był zarówno mieszkaniem, jak i miejscem nauki oraz pracy, pobudzającym do refleksji. Dziś zaś jest jednym z niewielu zachowanych obrazów przeszłości, opowiadających o tym, co niegdyś było cenne, a co obecnie goniący za nowoczesnością Tajwan gdzieś zatracił.

Li Tang (ok. 1070- po 1150 Dynastia Sung) Wiatr Wśród Sosen Doliny Miriady, zwój wiszący. Muzeum Pałacowe w Tajpej   Drugim z owych wyjątkowych miejsc umożliwiających "rozmowę z czasem" jest Muzeum Pałacowe – Gu Gong. Posiada ono największą w świecie kolekcję chińskiej sztuki, w ilości 655 156 dzieł, pochodzących z rozmaitych epok. Jednakże większość z tych przedmiotów jest przechowywana w dobrze zabezpieczonych piwnicach, jak  również górskich jaskiniach. Co roku wystawia się około 60 tysięcy obiektów, co oznacza, że należałoby poczekać niemal 12 lat, aby zobaczyć całą kolekcję...
   Muzeum, stylem odwołujące się do klasycznej chińskiej architektury, położone jest pośród niewysokich wzgórz na północny wschód od centrum miasta. Dla dopełnienia splendoru, nieopodal budynku muzealnego, od jego strony wschodniej i zachodniej, znajdują się dwa ogrody: Chih–shan i Chih–te, wybudowane na wzór założeń z czasów Dynastii Song (960-1279). Tak więc wycieczka do Muzeum Pałacowego nie musi być jedynie spotkaniem z zabytkami, może to być również  relaksujący spacer pośród wspaniałych widoków przyrody. Tym niemniej, dla prawdziwych koneserów sztuki chińskiej wędrówki pośród muzealnych galerii nie będą dalekie od tych na łonie przyrody – a to dlatego, że sztuka chińska tworzy nierozerwalny związek z naturą, odnajdując w niej źródło swej inspiracji, jak również rywala w kreowaniu piękna. Przyglądając się starożytnym chińskim brązom, przedmiotom z jadeitu, miniaturowym rzeźbom z drewna, a przede wszystkim malarstwu i kaligrafii, nietrudno dostrzec w tych przedmiotach głębokie odniesienie do natury, jakkolwiek zawsze przepełnione ludzkimi emocjami.

   Tak oto pokrótce wyglądają moje ulubione miejsca w okolicach Tajpej. Ich wyjątkowość kryje się nie tylko w naturalnym czy stworzonym przez człowieka pięknie, ale i w ich historii. Są one bowiem świadkami wielu wydarzeń, dziejących się dookoła nich zmian, a jednak trwają i opowiadają takim językiem, jakim rozmawia z nimi nasza wyobraźnia.


Zdjęcia autory


Odcinek poprzedni: Opowieści z Tajwanu ciąg dalszy
Odcinek następny: W głąb wyspy

Zobacz też:
Tainian - miasto świątyń
Chongqing

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl