Pocztówka z Saksonii



   Saksonia jest piękna w każdym calu – można odwiedzić Łużyce i Budziszyn, podrasować się kulturalnie w Dreźnie, pooglądać leżące nad Łabą pałace i zamczyska, porównywalne z tymi nad Loarą, ale nie tak strasznie oblegane przez turystów. Można też wędrować po zachodnich Sudetach, szczególnie zaś po tej ich części, która zowie się Saksońską Szwajcarią.




   O tym, że zawitaliśmy do Pirny, zadecydował nasz dobry znajomy – przypadek. Decyzja o miniurlopie zapadła mniej więcej dwa tygodnie przed wyjazdem.  Było jasne, że chcemy do Saksonii. Ale dokąd dokładnie – nie miało to dla nas większego znaczenia. Saksonia bowiem jest piękna w każdym calu – można odwiedzić Łużyce i Budziszyn, podrasować się kulturalnie w Dreźnie, pooglądać leżące nad Łabą pałace i zamczyska, porównywalne z tymi nad Loarą, ale nie tak strasznie oblegane przez turystów. Można też wędrować po zachodnich Sudetach, szczególnie zaś po tej ich części, która zowie się Saksońską Szwajcarią.

   Stąd wybraliśmy kilka pensjonatów rozsianych po całym landzie i okazało się, że wolna\y jest właśnie pirneński.
   Pirna leży nad Łabą niedaleko Drezna i stanowi niejako bramę do Szwajcarii Saksońskiej. Samo miasteczko też jest godne obejrzenia; rynek, znaleziony niechcący podczas szukania budki z lodami, niewiele zmienił się od czasów Canaletta. Tym niemniej dokładniejsze oględziny odkładamy na bliżej nieokreśloną przyszłość, zwiedzanie miast z dziećmi kończy się z reguły przy sklepie z zabawkami. W okolicy zaś jest tyle innych atrakcji do zobaczenia.

  Rynek w Pirnie wg Canaletta  Ratusz w Pirnie
kliknij, aby powiększyć

   Na przykład twierdza Königstein. Zbudowana na szczycie typowego dla okolicy wzgórza. Typowe, to znaczy – łagodne wzniesienie ukoronowane formacjami zwietrzałych skał. Słowo "ukoronowane" świetnie oddaje charakter krajobrazu. Okoliczne wzgórza w rzeczy samej wyglądają jakby nosiły królewskie nakrycie głowy.

Widok z twierdzy Königstein  Widok z murów Königstein na zakole Łaby

   Königstein wznosi się majestatycznie ponad miasteczkiem o tej samej nazwie. Dojście do twierdzy jest jednak z przeciwnej strony, tam też znajduje się parking, z którego można dojechać pod samą bramę turystyczną kolejką kołową. Udaje się nam przekonać dzieci, żeby pójść pieszo przez jesienny krajobraz. Po około piętnastu minutach stajemy zziajani (było stromo) przed kasą. U stóp murów, które w najwyższym miejscu wyrastają na wysokość ponad 40 metrów. Ten dystans można pokonać za pomocą panoramicznej windy, co też uczyniliśmy ze względu na chóralne "mama, nogi mnie bolą".

Königstein - widok od strony wejścia  Mury obronne twierdzy Königstein 

   Twierdza jest ogromna. Nigdy przedtem o niej nie słyszałam, jednak Wikipedia twierdzi, że to jedno z największych zamczysk w Europie i trudno w to nie wierzyć. Każdy, kto próbował zwiedzać cokolwiek z małymi dziećmi, wie, że nie zawsze udaje się pogodzić interesy pociech z własnymi. Stąd nie udało nam się, niestety, zwiedzić żadnej ze znajdujących się w zamkowych wnętrzach wystaw ani doczytać do końca tablic informacyjnych. Obejrzeliśmy za to studnię, drugą co do głębokości w Europie, oraz miniaturowe modele obrazujące jej funkcjonowanie ("nie, synku, nie wolno wrzucić kamienia").
   No i zaliczyliśmy długi spacer po zamkowych murach, odwiedzając przy okazji każdą możliwą wieżę, skład broni, armatę – ooo, jaką wielką – i kazamaty, oraz podziwiając roztaczające się przed nami widoki na Łabę i okoliczne wzgórza. Październik szczególnie się postarał i ozdobił krajobraz najpiękniejszymi barwami. To pobieżne, w sensie dosłownym, zwiedzanie zajęło nam ponad 4 godziny!

  Baszta Friedrichsburg  Baszta Hungerturm 

   Co ciekawsze, dzieci wcale nie były zainteresowane zmianą miejsca. Tym niemniej, jako że jesteśmy więksi i silniejsi, przekonaliśmy synów, że czas obejrzeć coś innego. Celem był mały rodzinny pensjonat, w którym bardzo byśmy chcieli spędzić kolejne wakacje. Wycieczka co prawda okazała się być chybiona, jako że pensjonat na końcu świata był zamknięty. Konfucjusz jednak miał rację, okazało się że sama droga jest celem. Wspomniany pensjonat leży w ostatniej wiosce przed czeską granicą. Prowadzi tam bodaj jedna z najpiękniejszych (i najniebezpieczniejszych) dróg, jaką w życiu widziałam. Ulica wije się w dolinie potoku Kirnitzsch. Co tam dolinie, dla mnie to był wąwóz, głęboki na kilka metrów, po obu stronach potoku strome, ciemne, skalne ściany, od których pięknie odcinały się połyskujące w słońcu żółtozłote liście drzew. Sama jezdnia jest bardzo wąska, a do tego samochody muszą ją dzielić z ... tramwajem. Można nim dojechać z miasteczka Bad Schandau do położonego ok. 10 km w górę potoku Kirnitzsch wodospadu Lichtenhainer Wasserfall.

   Drogę powrotną obraliśmy jednak inaczej, tak, by zanim zajdzie słońce, odwiedzić główną atrakcję turystyczną Szwajcarii Saksońskiej, a mianowicie Bastei czyli basztę. Jest to formacja skalna położona niedaleko miejscowości Rathen. Turystom znana jest od około 200 lat, spopularyzowali ją romantyczni malarze, przede wszystkim Caspar David Firiedrich.

Caspar Friedrich David 
  <br /> <em>Felsenpartie im Elbsandsteingebirge</em>

   Do Bastei dojeżdża się przez płaskowyż i las. W zasadzie nic nie zwiastuje tego, co za chwilę ukaże się naszym oczom. Z parkingu gładka asfaltówka prowadzi nas w stronę hotelu i restauracji oraz obligatoryjnej budki z pamiątkami ("mamaaaa ..."). Jeszcze kilka kroków i wchodzimy na kamienny most łączący Bastei z twierdzą Neurathen.

   Wokół nas piętrzą się wapienne ostańce, poprzez szczeliny widzimy pobłyskującą w słońcu, kilkadziesiąt metrów poniżej nas, Łabę. Do tego barwy jesieni i lekka mgła na horyzoncie, widok zapiera dech w piersiach. Na szczęście jest środek tygodnia, więc prócz nas na moście jest tylko kilku turystów.

  Most Bastei widziany z twierdzy Neurathen  Neurather Burg - mostek dla turystów

   Sam most jest częścią szlaku turystycznego prowadzącego w dolinę Łaby, do Rathen. Idziemy parę kroków wzdłuż tego szlaku, do twierdzy Neurathen. Szczerze mówiąc, przez dłuższy czas myślałam że określenie "twierdza" odnosi się do formacji skalnej – myliłam się. Faktycznie stało tu przed kilkuset laty drewniano-kamienne zamczysko obronne. Dziś stosunkowo dobrze zachowana jest jedynie cysterna na wodę i zrekonstruowana katapulta. Dawne drewniane pomosty i budynki padły ofiarą pożaru, dziś częściowo zastąpione są metalowymi pomostami i schodkami. Dla osób cierpiących na lęk wysokości to wyzwanie nie lada – przyznaję, że miałam miękkie kolana; dla dzieci zaś to rodzaj małpiego gaju. Z jednego z tych mostków roztacza się piękny widok na most Bastei.

   W Rathen znajduje się kolejna atrakcja, tym razem techniczna. Widać ją też ze szlaku Bastei-Rathen. Jest to prom na Łabie, bardzo ekologiczny, gdyż napędzany jedynie nurtem rzeki.

   Bastei opuszczamy wraz z zachodzącym słońcem. I postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy, na dłużej.

Widok na Łabę i Bastei 



PS. Materiały informacyjne, także w języku polskim, zamówić można tutaj.


Zdjęcia autory

Zobacz też:
Pięć godzin w Dreźnie
Pocztówki z Düsseldorfu i nie tylko
Korespondencja z Hesji
Kraj Saary



Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl