Ręcznik, czyli z pamiętnika bibliotekarki - odc. 4

Spis treści
Ręcznik, czyli z pamiętnika bibliotekarki - odc. 4
strona następna
Wszystkie strony

 

Papiery, papiery*…


Skarga
Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej
Dotyczy: filii nr 32

Niniejszym przedstawiam następujące fakty: dnia 7 maja 2008 udałem się do wspomnianej filii, celem pożyczenia książki Paulo Coelho "Pielgrzym", niezbędnej mojej córce licealistce do napisania wypracowania szkolnego. Zaznaczam, że zarówno ja, jak i moja córka Magda, jesteśmy czytelnikami filii od wielu lat. Wypożyczone książki oddawaliśmy zawsze w terminie i nie skarżyliśmy się na braki w ofercie bibliotecznej oraz zachowanie bibliotekarek. Nie jesteśmy ludźmi małostkowymi i rozumiemy rzeczywistość, jaka nas otacza i która, siłą rzeczy, ma wpływ na pracę ludzi zatrudnionych w podległej Dyrekcji jednostce. Niemniej, wspomnianego 7 maja w filii nr 32 miały miejsca zdarzenia, nad którymi nie można przejść łatwo do porządku dziennego. Zważywszy na to, że biblioteka utrzymywana jest z naszych podatków, prosimy szanowną Dyrekcję o ustosunkowanie się do wniesionej skargi. Chcę dodać, że moja córka nie mogła osobiście przyjść, będąc chora na zatoki.
Najpierw długo stałem w kolejce na schodach. Byłem zdziwiony, gdyż ostatni raz widziałem coś takiego w 1988 roku, w sklepie papierniczym, kiedy nadeszła dostawa papieru toaletowego. Szybko się zorientowałem, że sztuczny tłok powoduje bibliotekarka Tarankiewicz Izabela, śmiejąc się i flirtując z każdym kolejnym mężczyzną. Moje zdumienie minęło i przeszło w gniew. Tym bardziej, że bibliotekarka Tarankiewicz kilka razy odchodziła ze stanowiska pracy, celem zapalenia papierosa w toalecie. Po dłuższym czasie nadeszła moja kolej, więc poprosiłem panią Tarankiewicz o "Pielgrzyma" Paulo Coelho. Ta osoba wytrzeszczyła na mnie oczy i wrzasnęła: "nie ma, nie wiem, kiedy będzie". Jednocześnie lekceważąco rechotała. Pomijając kwestię niekulturalnego zachowania, usłyszałem ewidentną nieprawdę. Widziałem bowiem na własne oczy, jak Tarankiewicz Izabela wyciągnęła spod lady kilka egzemplarzy wspomnianej książki i wypożyczyła ją swoim znajomym. Nie po to walczyliśmy o wolność, żeby utrzymywać komunistyczne zwyczaje. Nie będę się zniżać do nawiązania bliższej znajomości z panią Tarankiewicz, kupowania jej prezentów i mówienia komplementów, żeby łaskawie raczyła wypożyczyć potrzebną książkę, co zarówno mnie, jak i mojej córce Magdzie, należy się jak psu zupa. Zaznaczam, że moja córka bierze udział w olimpiadzie polonistycznej, i pożyczanie książek nie jest dla niej kaprysem.
Oczekujemy odpowiedzi.

Z poważaniem
Ostrowski Zdzisław


W odpowiedzi na skargę Pana z dnia 7 maja 2008, Dyrekcja Miejskiej Biblioteki uprzejmie informuje, że podaż książki Paulo Coelho "Pielgrzym" jest mniejsza od popytu. Brakuje nam środków, żeby zakupić większą ilość egzemplarzy. Bibliotekarka Tarankiewicz Izabela wyjaśniła, że celem zaspokojenia potrzeb jak największej ilości czytelników, wprowadziła zapisy na pożyczanie owej książki. Osoby, które ją otrzymały na pańskich oczach, odczekały przedtem dłuższy czas w kolejce.
Takie postępowanie jest zgodne z obowiązującymi przepisami.
Odnośnie nie przestrzegania zasad kulturalnego zachowania się wobec Pana, zwrócono bibliotekarce Tarankiewicz Izabeli ostrą uwagę, z jednoczesnym ostrzeżeniem, że w przypadku powtórzenia się podobnych nieprawidłowości, zostaną wyciągnięte dalsze wnioski służbowe.

Z poważaniem,
dyrektor mgr Maksymilian Traciuk

 

*

Skarga
Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej
Dotyczy: filii nr 32

Szanowny Panie Dyrektorze!
16 czerwca br., w filii nr 32, przy stanowisku obsługi czytelników byłam świadkiem, jak niejaka pani Żywia Radzińska wyśmiewała się z ludzi czytających – jej zdaniem – tandetę literacką. Wtórowała jej głośno pracownica Alicja Burczyk. Tym samym, w bardzo nietaktowny sposób dowiodły braku tolerancji, profesjonalizmu zawodowego i znajomości rzeczy. Jestem emerytowaną nauczycielką, grubo po osiemdziesiątce, na swoim koncie mam wiele osiągnięć zawodowych, w tym zasługi w tajnym nauczaniu z czasów okupacji. Pracowałam w oświacie już jako młodziutka dziewczyna. Pomagałam w organizowaniu szkolnictwa zaraz po wojnie. Te, w porównaniu ze mną, smarkule, nie powinny się zachować w opisany sposób. Nie jestem antysemitką, lecz sądząc z imienia, pani Radzińska jest wyznania mojżeszowego. Być może różnice kulturowe nie pozwalają jej na zrozumienie upodobań czytelniczych ludzi innej wiary i pochodzenia. Przy okazji nadmieniam, iż bibliotekarka Radzińska przedłuża obsługiwanie czytelników, wdając się z wieloma z nich w rozmowy na tematy literackie. Biblioteka to nie salon kulturalny. W obecnej epoce nikt nie grzeszy nadmiarem czasu; każdy chce prędko załatwić swoją sprawę i wyjść.
Muszę dodać, że i pani Żywia Radzińska, i pani Alicja Burczyk ubierają się ekscentrycznie i wyzywająco, a na domiar złego malują się i używają bardzo mocnych perfum. Nie licuje to z godnością zakładu pracy. Podczas moich ostatnich odwiedzin w filii nr 32, pani Burczyk miała w uszach, nosie i nad górną wargą metalowe kolczyki. Podobny wygląd przystoi najwyżej jakiejś ekstrawaganckiej piosenkarce, natomiast u bibliotekarki świadczy o lekceważeniu czytelników.
Czekam na wyjaśnienia.

Z poważaniem,
Helena Zaleska


W odpowiedzi na list szanownej Pani, opisującej sytuację, mającą miejsce w filii nr 32 16 czerwca 2008, Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej wyjaśnia, co następuje:
– Paniom Alicji Burczyk i Żywii Radzińskiej polecono nie komentować upodobań czytelników.
– Pani Żywia Radzińska jest obywatelką Rzeczypospolitej Polskiej, a jej imię ma słowiańskie pochodzenie.
– Dyrekcja pochwaliła obie bibliotekarki za staranny wygląd, co świadczy o szacunku dla miejsca pracy. Jednocześnie dyrekcja poprosiła, żeby wymienione panie ubierały się i malowały w sposób bardziej stonowany, oraz zrezygnowały z perfum, mogących powodować alergie. Pani Burczyk z własnej inicjatywy wyrzekła się metalowych kolczyków, ponieważ – jak powiedziała – nie pasują do jej stylu.
– Dyrekcja uważa, że biblioteka powinna również pełnić rolę salonu literackiego, krzewić czytelnictwo i kulturę, co spontanicznie robi pani Radzińska. Do sprawowania wszechstronnych funkcji, niezbędny jest dodatkowy personel, a na jego zatrudnienie brak nam środków. W związku z tym, zalecono pani Żywii Radzińskiej skrócenie rozmów z czytelnikami, ewentualnie prowadzenie ich w warunkach, kiedy w filii przebywa niewiele osób.
Sądząc, że powyższe wyjaśnienia usatysfakcjonowały Panią, zapraszam do odwiedzania naszej biblioteki i pozostaję z poważaniem.

Dyrektor mgr Maksymilian Traciuk

*

Skarga
Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej
Dotyczy: filii nr 32

Z ubolewaniem muszę napisać o tym, co się dzieje w filii, do której uczęszcza cała moja rodzina. Jesteśmy, niestety, zmuszeni do przeniesienia się gdzie indziej. Od dłuższego czasu, a ściślej mówiąc, od marca tego roku, przed wejściem do filii siedzi duży pies. Wygląda na rottweilera i nie nosi kagańca. Ja sam, moje dzieci, i, jak zauważyłem, również inne dzieci boją się zaatakowania przez zwierzę. Wprawdzie pies zachowuje się przyjaźnie, merda ogonem i doprasza się głaskania, lecz wszyscy wiemy, jak nieobliczalne potrafią być rottweilery. Żadna z bibliotekarek zatrudnionych w filii nie przyznała się do jego posiadania. Pani Izabela Tarankiewicz stwierdziła jedynie, że skoro im pies nie przeszkadza, czytelnicy też nie powinni zwracać na niego uwagi. Tym bardziej, iż to łagodne stworzenie. Przepraszam, lecz skąd osoba zajmująca się na co dzień książkami może autorytatywnie wypowiadać się na tematy, będące domeną weterynarza? Kilka razy byłem świadkiem sceny, kiedy kierowniczka filii, mgr Gorzym Grażyna, karmiła psa kanapkami i szynką, zachęcając go tym samym do nieopuszczania tego miejsca. Usiłowałem porozmawiać na ten temat z mgr Gorzym, lecz kilkakrotnie zbyła mnie lekceważąco. Raz zetknąłem się z panią Gorzym na skwerku przed biblioteką. Niestety, nie dała mi dojść do słowa. Krzyknęła "innym razem", przyspieszyła kroku i wsiadła do jakiejś limuzyny. Jeżeli osoba, odpowiedzialna za powierzoną placówkę, nie dba o jej elementarne bezpieczeństwo, mogę jedynie prosić Dyrekcję o interwencję w tej sprawie, zanim nie będzie za późno. Wiadomo nam wszystkim, że dopiero, kiedy zdarzy się wypadek, na scenę wkracza policja, prokurator, gazety i telewizja.

Z poważaniem
mgr nauk historycznych Ryszard Dejdziuch


W odpowiedzi na pańską skargę, Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej wnikliwie zbadała przedstawioną sytuację. Mgr Grażyna Gorzym jest naszym wieloletnim, sumiennym i kompetentnym pracownikiem. Wtedy, na skwerku, nie mogła poświęcić Panu uwagi, ponieważ spieszyła się na przegląd biblioteczny. Pies, istotnie rottweiler, należał do właściciela mieszczących się obok filii nr 32 delikatesów spożywczych "Przysmak". Ów człowiek, Marek Zając ma skłonność do alkoholu; wpada on nawet w tzw. pijackie "ciągi". Dowodem tego jest sprawa sprzed dwóch tygodni, kiedy Marek Zając był pijany do tego stopnia, iż zaspał. Pracownice delikatesów siedziały wtedy na schodkach, ponieważ Zając nie udostępnił im kluczy do sklepu. Nasze bibliotekarki zaprosiły je do filii, żeby dziewczyny mogły się ogrzać i wypić coś gorącego. Nic dziwnego, że Zając nie był i nie jest w stanie opiekować się psem, a ten postanowił sam o siebie zadbać. Rozumiem doskonale Pańskie racje; przekazałem je kierowniczce filii. Mgr Grażyna Gorzym przeprosi Pana za wszelkie niedogodności związane z obecnością psa. Z przyjemnością zawiadamiam, że rottweiler Caro jest obecnie jej własnością i przebywa u niej w domu. Pani Gorzym dawno chciała przygarnąć zwierzę, musiała jedynie załatwić to oficjalnie z jego poprzednim właścicielem, a także przekonać własnego męża o celowości tego kroku.

Z poważaniem,
dyrektor mgr Maksymilian Traciuk

*

Wniosek
Dyrekcja Miejskiej Biblioteki Publicznej
Dotyczy: filii nr 32

W związku z organizowaną w naszej szkole akademią na zakończenie roku, potrzebowaliśmy fragmentów książek, wierszy i piosenek w formie dźwiękowej. Udaliśmy się w tym celu do pani bibliotekarki Haliny Zaborek, prowadzącej w filii dział książki fonicznej. Nasza lista zawierała sporo pozycji i pani Zaborek miała przerażoną minę. Kazała nam przyjść za dwie godziny. Przekonani, iż, jak niemal wszystko w tym kraju, zamówienie okaże się niemożliwe do zrealizowania, albo będzie wykonane byle jak, doznaliśmy szoku. Bibliotekarka Halina Zaborek znalazła wszystko, o co prosiliśmy. Mało tego, zapakowała nam całość w dwa ogromne pudła. Nie należy to zapewne do jej obowiązków, nadto, ponieważ książki są nagrane głównie na starych, szpulowych, ciężkich i zajmujących dużo miejsca kasetach, stanowiło to problem czysto techniczny. Dlaczego właściwie biblioteka nie dysponuje nagraniami na płytach CD?
Pani Halina Zaborek życzyła nam udanej akademii i pomachała ręką na pożegnanie. Stwierdzamy, że taka obsługa powinna być wzorem dla innych bibliotek. Zaangażowanie i uprzejmość wspomnianej bibliotekarki, zasługują na pochwałę i podwyżkę. Dyrekcja Biblioteki powinna awansować panią Zaborek na wyższe stanowisko.
Serdecznie dziękujemy.

Przewodniczący Rady Rodziców Szkoły Podstawowej nr 67
mgr Jerzy Wiatrowski i in.


W odpowiedzi na państwa wniosek wyjaśniam, że pani Halina Zaborek została oficjalnie pochwalona przez Dyrekcję Biblioteki. Rozważa się jej awans, lecz niestety, na podwyższenie poborów nie mamy środków. Brakuje ich również na zakupienie księgozbioru nagranego na płyty CD, chociaż stopniowo i to realizujemy.
Dziękujemy za pozytywną ocenę naszej pracy.

Z poważaniem,
dyrektor mgr Maksymilian Traciuk



 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl