Uczucia

Uczucia

   Z materialistyczno-ewolucyjno-redukcjonistycznego punktu widzenia – po co mi własne uczucia? Jak śpiewali Simon & Garfunkel:
...and a rock feels no pain, and an island never cries.
Skała nie cierpi, wyspa nigdy nie płacze. Nam się to zdarza. Po co?

   W poprzednim felietonie pisałem o tym, że ze zwierzętami, przynajmniej z tzw. wyższymi, łączy nas subiektywne odczuwanie wrażeń zmysłowych i posiadanie uczuć, takich jak strach, ból, ale i radość. Nie będę tu rozpatrywał, jak daleko sięga ten zakres wrażeń w świecie zwierzęcym – jest wiele prac na ten temat i zakres naszej wiedzy w tym kierunku szybko się rozszerza. Skądinąd fascynujące jest, że żyjemy obok zwierząt od dłuższego czasu, lecz ich psychikę odkrywamy od niedawna, jak gdyby chodziło o inne planety. Jeszcze tak niedawno stwierdzano "koń, jaki jest, każdy widzi" i każdy go widział, lecz przekonany, że widzi dobrze, widzi wszystko – nie patrzył uważnie. Oczywiście praktycy, hodowcy koni, czy posiadacze psów zawsze wiedzieli, że te "maszynki" mają stany wewnętrzne, których nie można pominąć – przy niewłaściwym obchodzeniu się z ujeżdżanym koniem można zostać nieźle poturbowanym. Jednak nauki i filozofii nie bardzo to interesowało.

   Widzimy więc, że podobnie jak maszyny, jeteśmy zdolni do logicznego myślenia, a podobnie jak zwierzęta, odbieramy subiektywne wrażenia. Nie wyobrażam sobie, by maszyny mogły zacząć odczuwać, ani by zwierzęta odkryły liczby zespolone, choć w przypadku delfinów naprawdę nie wiem, co otwarłoby się przed nami, gdybyśmy mogli przynajmniej rozumieć dźwięki, którymi się porozumiewają.

   Łącząc obie umiejętności, stoimy najwyżej. Choć jest to dobre pytanie, czy najwyżej, bo dobrze byłoby się zastanowić, co nam właściwie daje odczuwanie. Może jest to tylko utrudnienie życia? Przecież gdy dotknę ręką gorącego palnika, potrzebna jest mi informacja, bym odskoczył, lecz po co jeszcze ból? Czy daje mi to – jak lubią argumentować darwiniści – jakąś przewagę ewolucyjną? Szczerze mówiąc, nie wiem. Może przy naszym lenistwie potrzebujemy dopiero solidnego kopniaka, by szybko zareagować? Wiemy, że można oglądając w dzienniku telewizyjnym zamachy terrorystyczne, tragedie i wypadki, spokojnie konsumować kolację. Gdy widzę powódź w Bangladeszu, myślę "o, jakie to straszne" połykając kolejny kęs, ale gdy woda podchodzi mi pod kostki, biorę nogi za pas i zmykam.

   Lecz co to są "odczucia"? Jako informatyk rozumiem przesyłanie sygnałów – to potrafi i komputer. Oczywiste jest, że maszyna potrafi rozpoznawać nawet złożone sytuacje i odpowiednio reagować. Lecz ja – i myślę, Czytelniku, że i Ty – odczuwam jakieś "coś więcej".
   Problem, co to jest, jest dawny i złożony. Często używa się w tym kontekście terminu qualia, co jest liczbą mnogą od łacińskiego quale – "jakie", bo stawiane tu pytanie brzmi: "Jak to jest, gdy odczuwam to a to, np. widzę kolor czerwony". Więc czym są odczucia? Czy redukują się do zjawisk fizycznych, czy nie? Jasne jest, że za pomocą nowoczesnych technik pomiarowych jesteśmy w stanie zlokalizować obszary mózgu aktywne, np. przy odczuwaniu bólu, zmierzyć napięcia elektryczne w neuronach, zbadać zależność od stężenia neurotransmiterów, itp. Korelacja ze zjawiskami czysto materialnymi jest ewidentna, stąd tylko krok do wniosku, że te materialne zjawiska to wszystko, nic poza nimi nie ma. Ale dlaczego, gdy dotknę ręką gorącego palnika, dodatkowo mnie boli – naprawdę boli? To samo da się zrealizować za pomocą maszyny: zbudujemy robota, wyposażymy go w sensory temperatury, odpowiedni software i gdy dotknie palnika, wszystko zostanie wyliczone – ręka odskoczy. Dla funkcji – reakcji na zagrożenie, wystarcza to w zupełności.

   Rozumiem, że użyteczna jest umiejętność klasyfikacji stanów psychicznych drugiego. Pozwala to przewidzieć jego reakcję: gdy widzę narastającą irytację moim wywodem na tematy polityczne, a ten "drugi" jest szefem, korzystnie jest stonować argumentację. Obserwuję wyraz twarzy, mowę ciała, wydawane dźwięki i modyfikuję moje postępowanie, by nie stracić pozycji w hierarchii dziobania.

   Lecz z materialistyczno-ewolucyjno-redukcjonistycznego punktu widzenia – po co mi własne uczucia?

   Jak śpiewali Simon & Garfunkel w piosence I Am a Rock:

I have my books
And my poetry to protect me;
I am shielded in my armor,
Hiding in my room, safe within my womb.
I touch no one and no one touches me.
I am a rock,
I am an island.

And a rock feels no pain;
And an island never cries.

   Skała nie cierpi, wyspa nigdy nie płacze. Nam się to zdarza. Po co?

Linki na temat qualia:

 
{jos_sb_discuss:7} 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl