Sacrum

Uśmiech Zofii

ilustracja: spinelli/pinezka.pl
   Zacznę od
sacrum – jego realnego istnienia (lub nieistnienia). Dla jasności: nie chodzi mi tu o miejsca, przedmioty czy sytuacje uznawane przez ludzi za święte, lecz o to, czy ta wiara odnosi się do czegoś rzeczywistego. To, czy Bóg istnieje nie zależy od naszych sympatii dla Watykanu (lub Che Guevary), nie da się obalić uchwałą parlamentu ani też wymusić wszechpolskimi pałami.

 


   W zamierzeniu miał to być nie za długi tekst, rozważający jaki wpływ ma religia na wierzących i dlaczego występuje wszędzie praktycznie od początku istnienia homo sapiens. Według darwinistów, jeżeli pewna cecha utrzymuje się przez tysiąclecia, powinna mieć właściwości samopodtrzymujące, czyli zwiększać szanse przeżycia i reprodukcji jej nosicieli. W miarę zagłębiania się w temat, przekonywałem się coraz bardziej, że jest to grunt grząski i mogę się zagłębić bez szansy wydostania się. Zgromadziłem trochę literatury (lista na końcu). Świadomie pominąłem pierwsze 5000 lat rozważań, bo trzeba byłoby zacząć od Gilgamesza, nie zapominając o Upaniszadach, Cycerona "De natura Deorum", Pascalu, Kartezjuszu i Janie Twardowskim. Mam nadzieję, że nowsze źródła pozwolą na świeże spojrzenie, interesujące również dla lepiej zaznajomionych z tematem. Oczywiście, każda kolejna książka ukazuje nowe aspekty zagadnienia, lecz przez to utrudnia syntezę. Poza tym odnosi się do dalszych źródeł, a te z kolei do dalszych...

   Na temat religii wielu ma (bez chwili zastanowienia) poglądy zdecydowane, często skrajne. Dobrą ilustracją jednej strony jest scena ze starego radzieckiego filmu Chodząc po Moskwie, w której młody komsomolec zagląda do cerkwi, gdzie w półmroku, jedynie przy blasku świec modlą się baby, on zaś wybiega stamtąd ze śmiechem na słoneczną ulicę, pogwizdując A ja idu, szagaju po Moskwie... Świadectwem tolerancji i socjalistycznego miłosierdzia było to, że cerkiew nie została wysadzona w powietrze ani zamieniona na Muzjej Ateizma lub skład kartofli, a baby mogły się modlić dalej, pozostawione w swojej ciemnocie, jak to baby (chyba jeszcze bez beretów). A komsomolec, który pewnie słyszał zapewnienia Hermana Titowa (nie Gagarina, jak kiedyś sądziłem), że w niebie był, a Boga nie widział, podążył budować świetlaną przyszłość. Na marginesie – stosunek polityków, zwłaszcza postępowych, do realnie istniejącego prostego ludu/proletariatu, to temat sam dla siebie.

 ilustracja: spinelli/pinezka.pl


   Z drugiej strony niektórzy zapatrzeni w tradycję nie dopuszczają do siebie żadnej otwartej myśli i obawiają się, że wiara nie wytrzyma teorii ewolucji. Niezłą przedstawicielką tego nurtu wydaje mi się baba kingsajz, która na mszy z Janem Pawłem II w Bernie w 2004 wywiesiła wielki transparent "Wyszyński – Wojtyła – Rydzyk". Okopując się w którymś z obu obozów można zredukować dyskusję do palnięcia sobie nawzajem w nos, realny lub wirtualny.

   Zabierzmy się jednak do rzeczy, w ułomny z konieczności sposób. Zacznę od sacrum – jego realnego istnienia (lub nieistnienia). Dla jasności: nie chodzi mi tu o miejsca, przedmioty, czy sytuacje, uznawane przez ludzi za święte, lecz o to, czy wiara ta odnosi się do czegoś rzeczywistego. To wiele zmienia. Tak naprawdę – to zmienia wszystko. Mody na traktowanie tego tematu są w historii zmienne. Gdy drażniący jest sojusz tronu i ołtarza, wolne umysły są skłonne do oporu. Gdy nie do wytrzymania jest prymitywny ateizm, zapełniają się kościoły. Gdy rozpieszcza nas dobrobyt, wiara idzie w odstawkę, gdy zaś trwoga, to do Boga. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że na samo faktyczne istnienie sacrum nie mamy absolutnie żadnego wpływu. W końcowej scenie powieści Jorge Sempruna (o życiu, miłości i terroryzmie) Netchaïev est de retour bohaterowie stojąc pod kościołem w Houdan ironizują na temat wyrytego na portalu napisu "Lud francuski uznaje istnienie Istoty Najwyższej i nieśmiertelność duszy" (le Peuple Français reconnoit l'existence de l'Être Suprême et de l'Immortalité de l'Âme), przypominający, że w 1790 kościół został ogłoszony Świątynią Rozumu i Istoty Najwyższej. Pocieszne jest, jak olśnienie rozumem, oślepienie Oświeceniem może zaćmić zdolność krytycyzmu. To, czy Bóg istnieje nie zależy od naszych sympatii dla Watykanu (lub Che Guevary), nie da się obalić uchwałą parlamentu ani też wymusić wszechpolskimi pałami.

   Na religię można spojrzeć z różnych stron. Na przykład można analizować sposoby jej rozprzestrzeniania się, korzystając z teorii memów (podobnych do genów jednostek idei) lub epidemiologii. Można spojrzeć na nią od strony socjologii, psychologii, neurologii, medycyny... Choć taka analiza może się wierzącemu wydawać świętokradcza, uczciwie przeprowadzona nie dowodzi ani nie obala wiary. Wielu jednak analizując zewnętrzne aspekty wyznawania religii dochodzi w końcu do wniosku, że na tym się sprawa zamyka, że mamy do czynienia jedynie z wytworem ludzkiej fantazji, który powstał w określonych warunkach historycznych i kulturowych i spełnia określone funkcje w życiu jednostki i społeczeństwa.

   Są jednak myśliciele zakładający realne istnienie obiektu wiary. Jednym z nich jest John Hick. Uważa on, że różne konkretne religie są niedoskonałymi obrazami realnego obiektu (stąd nazwa teorii: realizm krytyczny), my zaś staramy się z tych świadectw wysupłać jakąś wspólną istotę. Przypomina to trochę moją teorię wielkiego słonia poznawanego przez mrówki. Wygląda na to, że Ameryki nie odkryłem, ale miłe jest to, że nie jestem w takich poglądach osamotniony.
   Hick próbuje wyjść poza granice konkretnych wierzeń (teoria nie-teologiczna), lecz nie odrzucać ich en bloc jako fantazji (teoria religijna). Oczywiście jest to poruszanie się po grani między przepaściami, bo jak powiadają, nie można równocześnie mieć ciastka i go zjeść. Sam argument, że ponieważ poszczególne wierzenia traktowane dosłownie są wzajemnie sprzeczne, nie może być w nich wobec tego nic prawdziwego, jest tylko pozornie mocny. Przedstawione przez Clarka i Byrne’a [1] teorie religii są również całkowicie niekompatybilne, a przecież traktowane poważnie. Jest to normalne, gdy zagadnienie jest złożone, a jeżeli złożone jest zjawisko religii, to jak oczekiwać jedynie prawdziwego obrazu Boga?

   W tej analizie pojawia się również pytanie, czy uznając wartość różnych religii, musimy uznać ich równowartość. Według mnie nie. Niektórzy widząc, że teorie naukowe są jedynie kolejnymi przybliżeniami rzeczywistości, a żadna z nich nie jest prawdziwa kompletnie (wobec tego nie jest prawdziwa, czyli jest fałszywa), wnioskują, że wszystkie są warte tyle samo i jak ktoś lubi teorię płaskiej Ziemi, to jego wybór. A przecież wiemy, że są teorie lepsze i gorsze. Podobnie wiemy, jak niedokładne są zeznania naocznych świadków, każdy widzi coś innego. Jednak nie każdy widzi równie źle, nie każde zeznanie ma taką samą wartość. Również w przypadku religii jest normalne, że niektóre dają mi więcej niż inne. A że i inne nas wzbogacają, czuł także Jan Paweł II, stąd jego serdeczność na międzyreligijnym spotkaniu w Asyżu lub gest ucałowania Koranu.

   Po czym jednak poznać prawdziwe sacrum? Jak poczuć jego obecność? Czasem czujemy obecność czegoś, ale czy potrafimy ponad wszelką wątpliwość stwierdzić,  czy za tym poczuciem stoi jakiś realny byt, czy nie jest to tylko nasza iluzja wspomagana tęsknotą za tym czymś (kimś)? Nie wierzę, by było to jednoznacznie możliwe. Jak możemy rozpoznać cud, gdy nawet nie jesteśmy w stanie orzec, czy sekwencja liczb jest przypadkowa, czy nie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że sekwencja (3434, 878973, 435624528) jest przypadkowa, a (1, 2, 3) nie. Nic bardziej błędnego – 1, 2 i 3 to liczby jak wszystkie inne! Jeżeli w ruletce wyjdą trzy siódemki po kolei i facet obok trzykrotnie na nie postawi, to może ma układ z krupierem, albo może po prostu tak wyszło. Ale ludzie szukają głębszych przyczyn.
   Boyer [2] podaje przykład ludu Zande w Sudanie, którzy we wszystkich spotykających kogoś nieszczęściach dopatrują się działania czarów. Dajmy na to, zawaliła się chata. Europejczyk wytłumaczy to tym, że konstrukcja była przeżarta przez termity. Ale nie tu leży problem. Zande oczywiście wiedzą, że bezpośrednią przyczyną były termity, ale dlaczego chata zawaliła się akurat wtedy, gdy byli w niej ci, a nie inni ludzie? Kto chciał im zaszkodzić? Nie śmiejmy się jednak za wcześnie. Jeżeli tydzień przed meczem z Juventusem najlepszy napastnik Milanu dostaje czerwoną kartkę, by nie mógł zagrać, lub na mecze przydzielani są przyjaźnie nastawieni sędziowie, to może być przypadek, ale ostatnio wyszło, że jednak nie. Niektóre teorie spiskowe są prawdziwe – tylko które?

   Nie sądzę, by udało się nam tę kwestię kiedykolwiek rozstrzygnąć. Jeżeli nic nie ma, to można czekać do końca dni swoich kibicując za jednym z dwóch rozwiązań, po czym wynik zagadki zainteresowanemu nie zostaje ogłoszony, choćby dlatego, że nie ma kto go ogłosić, a i zainteresowanego już nie ma. Jeżeli coś (ktoś, Ktoś) jednak jest, to objawienie się nam jest w Jego gestii, ale czuję, że ideą było pozostawienie nam wyboru, więc raczej nie spodziewam się szybkiej odpowiedzi.

   A jak jest, dobrze byłoby wiedzieć. Kim na przykład jest ksiądz? Dla niektórych zapewnia on kontakt z światem nadnaturalnym i oddaje swe życie tej misji. Dla innych jest to facet ubrany na biało, któremu wolno stać z przodu i opowiadać mądre rzeczy, pouczać innych. Jasne jest, że wtedy ksiądz to zawód, jak każdy inny, coś w rodzaju aktora, a ze względu na eksponowaną pozycję jego funkcja to jedynie przywilej, nigdy poświęcenie czy ofiara. Pracuje sobie od 9 do 17, ma pensję, wakacje i emeryturę, niedogodnością jest praca w niedzielę, ale w usługach tak bywa. Niezrozumiałe jest też, dlaczego dla niektórych miałoby to być niedostępne. Przecież przy odpowiednim treningu każdy potrafi to zagrać.

   I najważniejsze – czy zajmując się religią staramy się poznać coś, co jest, a jeżeli jest, to jest ważniejsze niż cokolwiek innego, czy gadamy tak sobie, by zszedł czas? Piłka jest w naszym polu, decyzja należy do nas. Jeżeli oczywiście istnieje wolna wola...

 

----
[1] Religion defined and explained, Peter B. Clark and Peter Byrne
[2] Religion explained - the evolutionary origins of religious thought, Pascal Boyer
[3] The mind in the cave - consciousness and the origins of art, David Lewis-Williams
[4] Inside the neolithic mind - consciousness, cosmos and the realm of the gods, David Lewis-Williams and David Pearce
[5] Give me that online religion, Brenda E. Brasher
[6] Genes, Genesis and God, Holmes Rolston

 (Łatwo się domyśleć, że temat nie jest wyczerpany, ciąg dalszy nastąpi)


Ilustrowała:spinelli/pinezka.pl


Inne artykuły Jana Śliwy znajdziesz w dziale Pryzmat i Pryzmat-archiwum

 

 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl