Co jest religią?

Uśmiech Zofii

   W pierwszej chwili wszystko wydaje się jasne, że ksiądz, że msza, że papież, że Kościół... Już tzw. wielkie religie wykazują sporą różnorodność, sprawa się dalej komplikuje, gdy uwzględnimy inne wierzenia, wrzucane do jednego worka pod nazwą "animizm" lub "szamanizm".

   Tekstem tym chciałbym rozpocząć cykl artykułów na temat religii. Temat jest dość obszerny i można na niego spojrzeć z wielu stron. Zacznijmy od definicji religii, bo jeżeli poruszamy jakiś temat, dobrze by było wiedzieć, o czym mówimy.

   W pierwszej chwili wszystko wydaje się jasne, że ksiądz, że msza, że papież, że Kościół... Ale już te szybkie skojarzenia nie są dla wszystkich identyczne. Jeden widzi pomoc ubogim, inny mercedesy i maybachy, jeden widzi ks. Rydzyka (i go kocha lub nie cierpi) inny arcybiskupa Życińskiego (i go kocha lub nie cierpi). Jak to często bywa, po głębszym zastanowieniu problem okazuje się bardziej złożony. Naturalne jest dla nas odwoływanie się do chrześcijaństwa, a dokładniej katolicyzmu, ale przecież chrześcijaństwo nie jest jedyną religią. Gdybyśmy z naszej perspektywy wyliczali cechy religii, otrzymalibyśmy mniej więcej takie: 

  • wiara w istotę nadprzyrodzoną wszechmogącą i wszechwiedzącą
  • pisemna kodyfikacja zasad wiary
  • zrytualizowane oddawanie czci bóstwu
  • hierarchiczna organizacja z profesjonalnymi kapłanami
  • boża opieka i boskie kary
  • osobista modlitwa
  • masowe pielgrzymki
  • religia regulatorem moralności
  • dusza nieśmiertelna, życie po życiu
  • ostateczne odpowiedzi na pytania dotyczące świata

   Już tzw. wielkie religie wykazują sporą różnorodność, sprawa się dalej komplikuje, gdy uwzględnimy inne wierzenia, wrzucane do jednego worka pod nazwą "animizm" lub "szamanizm". W wielu religiach tematem nie jest zbawienie duszy, lecz dobre układy z duchami przodków, by nie powodowały chorób dzieci ani nie niszczyły plonów. Duchom tym daleko też do wszechwiedzy – można je dość łatwo wprowadzić w błąd, mówiąc źle o dzieciach, by nie wywoływać ich zazdrości. Formalne Credo wydaje się nam normą, jednak powszechną cechą religii nie jest. Buddyzm nie mówi o bogach, koncentruje się na dobrym życiu – choć Buddzie oddwana jest cześć prawie boska.

   Tu dotykamy kolejnego problemu: jest różnica między wiarą formalnie wyznawaną, a praktykowaną. Nie jest to nic szokującego. Również filozof, udowodniwszy jak Zenon z Elei niemożliwość ruchu, nie zastyga w miejscu. Owszem, niemiła jest rozbieżność między czcią dla Jana Pawła II, a lekceważeniem jego nauki, jak choćby w stosunku do Żydów. Chrześcijanie wierzą w zasadzie w jednego Boga, pełno przecież też kultu świętych – a to św. Antoni pomoże, a to Błażej, a to san Gennaro. Przytulniej z nimi, bardziej swojsko. Jaka też porządna religia potrafi się obejść bez Matki, mniej surowej od Ojca. Muzułmanie zarzucają nam tu politeizm, sami nie są dużo konsekwentniejsi ze swoimi dżinami, na które – choć nie ma nic poza Allahem – uważać trzeba. Panu Bogu świeczkę i dżinowi ogarek. Specyficzne są sytuacje w krajach, gdzie chrześcijaństwo istnieje stosunkowo niedawno i miesza się z wierzeniami plemiennymi. Kto wie, o czym naprawdę myślą Indianki przychodzące do kościoła w San Cristobal de las Casas? Japończycy typowo deklarują, że posiadają dwie religię: shinto i buddyzm. Pewne rytuały odprawiane są w świątyniach shintoistycznych (jinja), inne w buddyjskich (otera). Nie przeszkadza to wziąć ślub w europejskich strojach w kościele, jak w amerykańskim filmie, a potem wspólnie krajać wielopiętrowego tortu (również jak w kinie). A okres Kurisumasu (Christmas) dobry jest dla handlu, w supermarketach urzęduje CocaColaSantaClaus i rozbrzmiewają CocaColaKolędy Jinguru beru i Ajmu dorimingu (zagadka dla bystrzaków).

   Widzimy, jak różny może być stopień zaangażowania w religię. Dla niektórych jest to sprawa życia i śmierci (zwłaszcza śmierci), dla niektórych czekoladowy Mikołaj w grudniu i zajączek z jajkami na wiosnę.

   Jeśli by oceniać po stosowanej terminologii i zachowaniu, to znajdziemy wiele przypadków granicznych.
   W kategorii "wierzenie w zjawiska tajemnicze" umieściłbym astrologię, wahadełka, amulety, czakry, kosmiczne energie.
   Do klasy "definicja celu życia, gotowość do ofiar (swoich i cudzych)" zaliczę piłkę nożną, seks, kult wzrostu gospodarczego, patriotyzm/nacjonalizm, marksizm. Kult wzrostu gospodarczego o tyle, że ścigamy się o procenty wzrostu, zapominając, czy ktoś od tego jest szczęśliwszy. Jak średniowieczne miasta prześcigały się w budowie coraz wyższych katedr, obecnie rządy walczą o wzrost, byle czego, ale wzrost. Decydujący jest argument: musimy to zrobić szybciej i taniej, inaczej zrobi to ktoś inny. Cokolwiek, byle dało się uwzględnić w statystyce.

   Ciekawy jest przypadek marksizmu. Głosząc oficjalny ateizm, skodyfikował wiarę, na straży której postawił arcykapłanów i inkwizytorów (jak niegdyś Susłow). Wprowadził parareligijne rytuały, jak święto zbiorów - dożynki, czy świeckie bierzmowanie - enerdowska Jugendweihe. Składał ofiary z ludzi, jak pisze Sołżenicyn, niektórzy wracający z łagrów nawet rozumieli, że ich cierpienie było konieczne dla sprawy. O ileż to wyższa to świadomość od azteckich jeńców, napędzających słońce sercami i świeżą krwią w Tenochtitlan! Wielką rolę też odgrywa kult proroków, Marksaengelsa, Leninostalina i Mao. Nie zawsze organizowany odgórnie – ubawił mnie kiedyś reportaż z Boliwii, przedstawiający chłopów modlących się do Che Guevary o deszcz.

   Dalej: czy scientologia jest religią, czy tylko próbą uniknięcia podatków? Czy religią jest scjentyzm – wiara w naukę? A internetowy kult Keanu Reeves?

   Zagmatwawszy problem spróbujmy go nieco rozwikłać. Widzimy, że trudno jest podać precyzyjną listę kryteriów, co religią jest, a co nie. Przypomina mi się tu pewien amerykański konserwatywny senator, który powiedział, że nie jest w stanie formalnie zdefiniować pornografii, ale widząc coś potrafi stwiedzić, czy to nią jest. Nie śmiejmy się – to całkiem rozsądne. Że posłużę się innym autorytetem, Ludwig Wittgenstein wprowadził pojęcie podobieństwa rodzinnego (family resemblance), stosowane przy klasyfikacji. Mamy pewną listę cech, żaden obiekt nie wykazuje wszystkich, żadnej cechy nie wykazują wszystkie należące do tej klasy obiekty, ale wykazują wystarczające podobieństwo, by klasyfikacja była możliwa. Oczywiście proces nie jest jednoznaczny, obracamy się raczej w sferze zbiorów rozmytych (fuzzy sets). Tradycyjnie mówimy, że element należy do zbioru lub nie, jak zdanie logiczne może być jedynie prawdziwe lub fałszywe (tertium non datur). W przypadku zbiorów rozmytych mówimy o stopniu przynależności do zbioru, np. Wacek jest w 30 proc. głupi. Ale to dłuższa historia.

   No cóż, jednak jesteśmy dalsi od odpowiedzi, niż na początku, mamy przynajmniej szersze spojrzenie. Dalej będzie ciekawe pytanie, jakie są funkcje, cechy i konsekwencje religii. Jest parę teorii na ten temat, wzajemnie sprzecznych oczywiście (lub uzupełniających się, zależnie od punktu widzenia). I dlaczego religia się rozprzestrzenia, skąd się wzięła? Ale to już innym razem.

  {jos_sb_discuss:7}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl