Drukuj
Sierpień 2009 autor: Kalina Wojciechowska

Pięciu mężów i kochanek (perspektywa prawie feministyczna)

SamarytankaCzy patrząc na obraz George’a Richmonda z 1828 r. przedstawiający ponętną blondynkę z obnażoną piersią, i na jedną z ikon, na której widać poważną kobietę z krzyżem w prawej ręce, można przypuszczać, że to wizerunki tej samej postaci? Tytuły obrazów niewiele wyjaśniają. Richmond podpisał swoje dzieło konwencjonalnie: Chrystus i Samarytanka, na ikonie można doszukać się frazy święta Fotyna lub święta Swietłana, czasem jeszcze rozszerzonej o dopowiedzenie równa apostołom.

Różnica w przedstawianiu tej kobiety na Wschodzie i na Zachodzie bardzo dobrze obrazuje proces kondemnaty bohaterki, jaki dokonał się w Kościele Zachodnim. W dodatku wyrok opiera się jedynie na pozorach i domysłach. W Kościele Wschodnim odwrotnie – bohaterka uznana została za świętą.

Dziwka

Oczywiście Richmond nie jest odosobniony w swoim przedstawieniu Samarytanki – znanej z ewangelii Jana jako ta, która rozmawiała z Jezusem przy studni, na odludziu, a potem poszła do swojego miasta  Sychar i pochwaliła się, że rozmawiała z kimś, kto wiedział wszystko o jej przeszłości (J 4,5-42). Ten akurat obraz został przywołany dlatego, że najpełniej wyraża wyobrażenia nowożytnego chrześcijaństwa zachodniego o bezimiennej kobiecie, która "miała pięciu mężów, a ten, którego ma teraz, nie jest jej mężem" (J 4,18). Zmysłowość, bijący od pięknej Samarytanki seksapil pojawia się i u Juana de Flandesa (XV/XVI w.), i u Domenica Tintoretto (XVI/XVII w.), i u Giovanniego Barbieriego czy Bernarda Strozziego (XVII w.).  Musiała przecież czymś przyciągać tych mężczyzn. A skoro miała ich tak wielu, to znaczy, że z powodu rozbuchanego libido zmieniała ich jak rękawiczki, rzucając się w ramiona kolejnego małżonka po tym, jak poprzedni się znudził lub nie mógł zaspokoić jej seksualnego apetytu. Albo to oni odpuszczali, woląc wręczyć połowicy list rozwodowy niż stawić czoła jej wymaganiom erotycznym. Jednym słowem – w świadomości społecznej przez wieki utrwaliło się przekonanie, że kobieta, z którą Jezus rozmawiał przy studni, jest osobą rozwiązłą.

Szukano na to argumentów w tekście ewangelii. Przeciw Samarytance przemawiało pochodzenie, płeć, godzina, w której przyszła zaczerpnąć wody, miejsce ustronne, a zarazem publiczne, bo położone poza domem uważanym za przestrzeń prywatną, w której wolno było kobietom swobodnie się poruszać. Do tego dochodzi skandaliczna rozmowa z obcym mężczyzną, brak zrozumienia dla jego słów, a jednocześnie pewna zaczepność, nawet agresja, i chęć pouczenia rozmówcy, znajomość zwyczajów i historii oraz oczywiście fakt posiadania pięciu mężów i kochanka [1]!

Richmond
Richmond - Chrystus i Samarytanka

Można zauważyć różnice w podejściu do tekstu w zależności od płci komentatora. Mężczyźni na ogół mają tendencje do przeakcentowania seksualnych i małżeńskich aluzji w tej historii, co stawia ich interpretację bliżej tradycji Kościoła Zachodniego. Kobiety skupiają się na aspektach pozytywnych, wskazują na rolę Jezusa jako wyzwoliciela kobiet, pogan, outsiderów oraz na rolę kobiety jako pierwszej misjonarki, co z kolei zbliża ich stanowisko do tradycji Kościoła Wschodniego [2]. Jak się okazuje – próby odczytania tego tekstu z perspektywy feministycznej świadomie (np. E. Schüssler-Fiorenza)  lub nieświadomie nawiązują do egzegezy patrystycznej, która w dużej mierze depenalizuje przeszłość Samarytanki, zdejmuje z niej odium niemoralności i uznaje za równą apostołom, a nawet przewyższającą ich pod pewnymi względami.

Ale po kolei. Zacznijmy od literalnego poziomu tekstu.

W południe czy wieczorem

Czas nie jest sprzymierzeńcem Samarytanki. Narrator ewangelii Jana wspomina, że Jezus usiadł przy studni około godziny szóstej (J 4,6). Był zmęczony i spragniony, co może sugerować, że dotarł do Sychar około południa. Jeśli weźmie się dodatkowo pod uwagę żydowski sposób liczenia czasu (od zachodu do zachodu słońca), mogła być godzina 12. O tej porze rzadko spotykało się przy studni porządną kobietę. Zazwyczaj bowiem kobiety przychodziły po wodę rano lub wieczorem. I zwykle czyniły to w towarzystwie (por. Rdz 24,11; 1 Sm 9,10). Ponadto w zwyczaju było, że o wodę starały się najmłodsze dziewczęta w gospodarstwie. Pojawienie się w południe samotnej kobiety sugeruje, że unikała ona towarzystwa innych albo to jej towarzystwa unikają inne samarytańskie niewiasty. Wiele może być przyczyn takiego wykluczenia, ale jedna narzuca się sama – kobiety nie chcą zadawać się z seksowną uwodzicielką, która tylko czyha, by sprowadzić ich wiernych mężów na manowce. Albo już to uczyniła i teraz spotyka ją towarzyski bojkot.   

Spróbujmy jednak poszukać innej przyczyny pojawienia się samotnej kobiety przy studni o niezwykłej porze. Być może niewiasta jest już stara, w jej domu nie ma młodych dziewcząt, dlatego sama, po wykonaniu innych gospodarskich prac, przychodzi po wodę. O tym, że jest to prawdopodobne świadczy kilka faktów.
   Po pierwsze – miała pięciu mężów. Abstrahując od tego, dlaczego tyle razy wychodziła za mąż, życie z każdym z nich musiało trwać jakiś czas, a to oznacza, że Samarytanka nie mogła być bardzo młodą dziewczyną.
   Po drugie – trzeba wziąć pod uwagę, że zaopatrywanie gospodarstwa w wodę było zajęciem ciężkim. Wbrew najpopularniejszym przedstawieniem nie ograniczało się do napełnienia jednego niewielkiego dzbanka. Był to raczej dzban, czasem dwa: jeden ogromny, noszony w koszu lub chuście na plecach, drugi, mniejszy, noszony na głowie, jak to jeszcze dziś praktykują np. afrykańskie kobiety. Jeśli Samarytanka rzeczywiście nie była najmłodsza, prawdopodobnie nie poruszała się szybko ani w czasie wykonywania domowych obowiązków, ani – tym bardziej – kiedy szła po wodę. To naturalne, że przychodzi do studni później niż inni.
   Po trzecie – skoro nie było w jej domu młodszych dziewcząt i sama musiała udać się po wodę, a czyniła to, jak wspomniano z wyraźnym trudem i dość wolno, nic dziwnego, że żwawe, pełne sił i radości życia nastolatki nie miały ochoty jej towarzyszyć. 
   Po czwarte – z wielką nadzieją słuchała słów Jezusa, który obiecywał jej wodę żywą (J 4,10.14-15): Kto napije się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki. Zmęczona codziennym obowiązkiem, dosłownie odczytuje tę metaforę. Marzy o tym, żeby już nie trzeba było przychodzić do studni i dźwigać dzbana.

Dotychczas wszystko układa się dość logicznie. Ale z tej logicznej układanki bardzo łatwo wyrwać jeden zasadniczy element: czas – godzinę, o której do studni przychodzi Samarytanka. Przekonanie, że ewangelista liczy czas na modłę żydowską, jest tu najsłabszym ogniwem. Równie dobrze mógł zastosować rzymską rachubę czasu – od północy do północy – tak jak uczynił to przy opisie śmierci Jezusa (J 19,14). Godzina 6 oznaczałaby rzeczywiście 6 po południu (czyli 18.00). Jak argumentuje A. Edersheim [3] – na zastosowanie w tej narracji rzymskiej rachuby czasu wskazuje fakt, że uczniom udało się kupić w mieście coś do jedzenia, a Samarytanie zareagowali błyskawicznie na wezwanie kobiety i udali się do Jezusa. W samo południe byłoby to albo bardzo trudne, albo wręcz niemożliwe. O wiele łatwiej wieczorem kupić coś do jedzenia i spotkać miejscowych zgromadzonych w jednym miejscu, zapewne na jakimś publicznym placu; można im wtedy opowiedzieć, czego się doświadczyło [4]. Przestaje też dziwić, że Samarytanka około 6 (18) przychodzi po wodę – zbliża się wieczór. Jej samotność nadal można tłumaczyć brakiem młodych dziewcząt w domostwie i/lub wiekiem, który dla potencjalnych towarzyszek stanowi poważną barierę.

Stateczna niewiasta

Genderowe komentarze często zwracają uwagę na to, że Samarytanka przełamuje społeczne bariery, gdy wkracza w sferę publiczną – ów plac, rynek, miejsce zgromadzeń – zarezerwowaną dla mężczyzn [5]. Zadziwiające, że ci mężczyźni słuchają jej i pozytywnie odpowiadają na wezwanie, by sami przekonali się, że oczekiwany mesjasz pojawił się w Samarii. Czy byłoby to możliwe, gdyby kobieta była rzeczywiście osobą niemoralną, źle się prowadzącą, znienawidzoną i ostentacyjnie ignorowaną przez małżonki zgromadzonych? Mało prawdopodobne.

O wiele prawdopodobniejsza wydaje się wersja z Samarytanką jako kobietą wiekową, doświadczoną i powszechnie szanowaną ze względu na ów wiek, doświadczenie, znajomość zwyczajów, oraz pobożność. O wieku była już mowa. O znajomości zwyczajów i tradycji świadczy przypomnienie narosłej przez wieki wzajemnej wrogości Samarytan i Żydów (w. 9), odniesienie się do historii patriarchy Jakuba (w. 12), wskazanie różnic w żydowskiej i samarytańskiej obrzędowości (w. 20), wreszcie dobra orientacja w tym, kim jest mesjasz i czego można po nim oczekiwać (w. 25). Na pobożność z kolei wskazuje dręczący ją dylemat, gdzie należy czcić Boga, oraz gotowość przyjęcia niestandardowej odpowiedzi (w. 20-25). Świadectwu takiej kobiety można uwierzyć, tym bardziej jeśli mówi, że zrobiła coś rytualnie zakazanego – a tym była niewątpliwie rozmowa z Jezusem [6].

Czarna wdowa i namiętna rozwódka

Pozostaje jednak cień rzucany przez "pięciu mężów" i "szóstego", który mężem nie jest. Czy to nie dowód rozwiązłości? Nawet literalne rozumienie zdania: Miałaś pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem (J 4,18) nie daje jeszcze powodu, żeby źle myśleć o Samarytance. Trzeba przyznać, że kwestia ta była bardzo kłopotliwa dla biblistów, którzy próbowali interpretować tekst w kontekście socjo-kulturowym. Ci, którzy usprawiedliwiali kobietę, powoływali się zazwyczaj na prawo lewiratu, możliwość rozwodu albo na "zwykłe" wdowieństwo. Okazało się to bronią obosieczną, bo każdy argument można zinterpretować "za" lub "przeciw".

Sukcesywne wdowieństwo i kolejne małżeństwa mogły sugerować, że Samarytanka jest typem "czarnej wdowy". Niczym piękna Theresa Russell z filmu pod tym właśnie tytułem (reż. N. Roeg, prod. 1987) świadomie doprowadza do śmierci swoich mężów, by zagarnąć ich majątek. Bez znaczenia jest w tym przypadku fakt, czy kolejni mężczyźni byli ze sobą spokrewnieni (prawo lewiratu), czy też nie. Ani tekst, ani obyczajowość żydowska (per analogiam może też samarytańska) nie dają jednak podstaw do snucia podejrzeń, że Samarytanka kierowała się chęcią zysku rzekomo pozbawiając mężów życia. Przeciwnie – powinno jej zależeć na zachowaniu małżonka przy życiu, ponieważ wdowa nie dziedziczyła po zmarłym. Zasugerowana wyżej nienajlepsza sytuacja materialna (konieczność samodzielnego chodzenia po wodę, brak młodych służących) może rzeczywiście wskazywać na jej wdowieństwo. Gdyby świadomie do tego dążyła, nie świadczyłoby to dobrze o jej rozsądku. Oczywiście pozbawić męża życia można z wielu innych powodów, zwłaszcza gdy nie robi się tego z premedytacją, lecz w afekcie. W grę wchodzi miłość do innego, frustracja spowodowana brakiem satysfakcjonującego pożycia, może nawet przemoc domowa... Ten ostatni motyw pojawia się częściej w komentarzach genderowych nie tylko w kontekście wdowieństwa, ale też w kontekście rozwodu.

Argument wielokrotnego zamęścia po kolejnych rozwodach jest równie dwuznaczny, a nawet jeszcze gorzej świadczący o Samarytance niż wdowieństwo. Prawo Mojżeszowe dopuszczało oczywiście rozwód, ale to nie kobieta rozwodziła się ze swoim mężem, lecz mężczyzna ze swoją żoną. Przesłanką do rozwodu była przede wszystkim bezpłodność (por. Jew 64a), ale także jakaś "rzecz odrażająca" [7], którą mąż "znajduje w swojej żonie" (Pwp 24,1nn). Mogła być to zupełna błahostka. Talmud wymienia tu np. przypalenie potrawy [8], czyli dzisiejszą "za słoną zupę", lub znalezienie przez męża ładniejszej kobiety [9]. Być może to kolejni mężowie odwracali się od niezbyt urodziwej, niegospodarnej, starzejącej się kobiety? Przy tym szerokim wachlarzu możliwości jest jednak przypadek, kiedy nie orzekano rozwodu, lecz od razu karę śmierci – to cudzołóstwo (gdy zamężna kobieta odbywa stosunki z mężczyzną, który nie jest jej mężem – por. Kpł 20,10; Pwp 22,22). Można więc wykluczyć tę interpretację, która przypisuje Samarytance rozwiązłe życie i rozwody z powodu jej niewierności.

Jak wspomniano, inicjatywa rozwodowa należała do mężczyzny. Jednak, jak podaje Miszna, w pewnych okolicznościach kobieta mogła zwrócić się do sądu z sugestią, aby męża zmuszono do napisania i dania jej listu rozwodowego, według którego była ona "dozwolona każdemu człowiekowi" (Git 9,3). Mogła o to wystąpić, gdy mąż okazał się np. ułomny lub niezdolny do wywiązywania się z obowiązków małżeńskich. Mogła naciskać na sąd, by karał grzywną męża, który broni się przed napisaniem listu rozwodowego. Ta talmudyczna kazuistyka daje do ręki argumenty zwolennikom tezy o niepohamowanym apetycie seksualnym Samarytanki. Wzmacnia je dodatkowo opinia rabinów na temat kobiecego dążenia za wszelką cenę (albo za cenę bardzo wygórowaną) do nabycia lub zachowania statusu mężatki. Mimo teoretycznego zalecenia kobietom dwóch lub najwyżej trzech małżeństw, rabini dopuszczali ich większą ilość. Twierdzili też – powołując się na Rdz 3,16 – że kobiece pragnienie zamążpójścia jest silniejsze niż chęć ożenku u mężczyzn (Jew 113a) i kobieta woli mieć jakiegokolwiek męża niż pozostać samotną (Jew 118b). A zatem – o ile można spekulować na temat przyczyn posiadania wielu mężów przez Samarytankę, o tyle nie ma powodów, by gorszyć się samym faktem wielokrotnego zamążpójścia.

Skoro kwestia małżeńska pozostawia tyle wątpliwości, to może trzeba zweryfikować rozumienie niektórych greckich terminów i dostrzec w nich nie tylko znaczenie podstawowe, ale też próbować znaleźć zawartą w nich symbolikę i odniesienia do innej rzeczywistości?

Ikona-z-XII-w
Ikona z XII w.

Wiekowa narzeczona

Nim zaprezentowana zostanie alegoryczna interpretacja tego fragmentu, spróbujmy jeszcze chwilę pozostać przy znaczeniu literalnym. Przyjrzyjmy się bliżej słowu "mąż" i "nie-mąż" użytemu przez ewangelistę. Wiadomo, że autor ewangelii Jana bardzo często posługuje się grami słownymi, wykorzystuje te same słowa w różnych znaczeniach, zestawia użycie dosłowne i symboliczne. Być może strategię tę stosuje także w przypadku greckiego rzeczownika aner

Podstawowym znaczeniem rzeczownika aner jest  "mężczyzna" oraz "mąż" – to prawda. Ale aner może oznaczać również "przyszłego męża" czyli narzeczonego, co w kontekście "narzeczeńskiej sceny przy studni" [10] wcale nie jest nieprawdopodobne. Dialog pomiędzy Jezusem a Samarytanką można by przetłumaczyć wtedy następująco:
– Idź, zawołaj swojego męża i przyjdź tutaj.
– Nie mam męża.
– Dobrze powiedziałaś: nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a teraz ten, którego masz, nie jest twoim "przyszłym mężem".
– Panie, widzę, że jesteś prorokiem!
Użycie słowa aner w znaczeniu "mąż" i "przyszły mąż" otwiera nowe możliwości wykładu. Po pierwsze – Samarytanka uznaje w Jezusie proroka nie tylko na podstawie tego, co jej powiedział o przeszłości, ale także na podstawie tego, co mówi o przyszłości. Po drugie – proroctwo na temat przyszłości małżeńskiej można postrzegać w świetle żydowskiej i samarytańskiej obrzędowości opartej na Pięcioksięgu Mojżesza. Małżeństwa zawierano dwuetapowo. Pierwszym etapem, czymś w rodzaju zaręczyn (hebr. kidduszim), było wpłacenie posagu/wiana (tzw. mohar) ojcu/rodzinie narzeczonej, co pozwalało mężczyźnie i kobiecie myśleć o sobie jako o przyszłym mężu i przyszłej żonie. Pełnoprawnymi małżonkami zostawali po zapłaceniu przez mężczyznę kolejnej, wyższej zazwyczaj, transzy posagu. Jeśli narzeczony nie dysponował gotówką, mógł to odpracować u swego przyszłego teścia – jak Jakub, który chciał poślubić Rachelę (Rdz 29,15-21). W późniejszym czasie w Judei istniał też zwyczaj, że narzeczony jeszcze przed "drugimi", ostatecznymi zaślubinami wprowadzał się do domu wybranki [11].

Być może Samarytanka była "tylko" narzeczoną, która z jakichś powodów nie zostanie żoną? Jedną z przyczyn mogła być nawet... rozmowa z Jezusem. Co prawda nie wiadomo dokładnie, jakie zwyczaje panowały wśród Samarytan, ale Talmud wśród okoliczności rozwodowych podaje również publiczną rozmowę z każdym mężczyzną [12]. Jednak w świetle tego, co powiedziano o słusznym wieku Samarytanki, bardziej uprawomocniona wydaje się obawa, że ona albo narzeczony nie dożyją tego pięknego dnia ostatecznych zaślubin. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że rzeczownik aner używany był także w znaczeniu "dojrzały mężczyzna" w opozycji do chłopca, to hipoteza ta nabiera jeszcze więcej cech prawdopodobieństwa.

Oblubienica przy studni

Nieprzypadkowo też "piękne okoliczności przyrody" rozmowy Jezusa z Samarytanką przypominają damsko-męskie sceny przy studni znane ze Starego Testamentu, co zauważyli już starożytni (Orygenes, Hipolit). Najbliżej spotkaniu z ewangelii Jana do narracji o Rebece i słudze Abrahama, który poszukiwał żony dla Izaaka (Rdz 24,10-67), o Racheli i Jakubie (29,1-20) oraz o Sypporze i Mojżeszu (Wj 2,15-22) [13]. Współcześni badacze mówią nawet, że te opowiadania reprezentują szczególny typ sceny w biblijnej narracji – tzw. "scenę oblubieńczą/narzeczeńską" (betrothal type-scene). Niesie to za sobą określone konsekwencje w ocenie "oblubienicy".

Nie da się ukryć, że w scenach narzeczeńskich wyczuwa się pewne seksualne napięcie, tak samo jest u Jana. W końcu mężczyzna i kobieta spotykają się w jakimś ustronnym miejscu z dala od ludzkich oczu. Doskonale to widać właśnie w zachodniej nowożytnej ikonografii, gdzie oboje piękni i młodzi na ogół przedstawieni są w dość swobodnych pozach. Czasem trudno nawet rozpoznać, czy portretowani to Jezus i Samarytanka, czy np. Rebeka i Eliezer (sługa Abrahama) jak na obrazie Murilla (1650). Niektórzy seksualne symbole dostrzegają też w detalach wspomnianych przez ewangelistę: studni, dzbanie, który się w niej zanurza, w określeniach typu "woda żywa" czy "źródło" [14].

Za istotny komponent takiej oblubieńczej starotestamentowej sceny uchodzi niedotykalność seksualna kobiety, najczęściej wynikająca z jej dziewictwa, ale także z faktu, że w razie molestowania czy gwałtu ujmie się za nią któryś z męskich członków rodziny. Role narzeczonych zostają rozpisane zgodnie z obowiązującymi zwyczajami: stroną aktywną jest mężczyzna, który zaczepia przychodzącą do studni kobietę, jej przystoi wstydliwe zawahanie i bierność, bo decyzja o zawarciu związku nie należy do niej, lecz do jej prawnego opiekuna (ojca, brata). Narracja ewangelii Jana łamie te zasady. Samarytanka nie jest dziewicą, to pewne. Choć to Jezus ją zaczepia, ona odpowiada mu arogancko, przypomina o obowiązujących zasadach (Żydzi nie obcują z Samarytanami), nie ma w jej postawie nawet cienia zawstydzenia. Co więcej – ujawnia, że w jej obronie nie stanąłby żaden mężczyzna, bo męża nie ma, a ojciec tej wiekowej kobiety najprawdopodobniej nie żyje. Genderowe komentarze bardzo mocno podkreślają tę bezbronność kobiety. Gdyby przy studni spotkała kogoś innego i gdyby doszło do gwałtu – nie mogłaby liczyć na to, że ktokolwiek ją pomści. Jej nie-mąż nie był do tego zobowiązany [15].

Niekonwencjonalne zachowanie kobiety sprzyjało snuciu spekulacji na temat jej złego prowadzenia się. Podtrzymywanie rozmowy mogło być odczytane jako narzucanie się, agresja seksualna. Cnotliwe damy nie dyskutowałyby tyle, nie ironizowały, tylko bez zbędnego komentarza podały spragnionemu mężczyźnie wody. Następny krok musiałby zostać skonsultowany z opiekunem. Tymczasem Samarytanka, pozbawiona męskiej opieki, sama decyduje o swoim postępowaniu: uwierzywszy, że wędrowiec przy studni jest prorokiem i mesjaszem, opowiada o tym niezwykłym spotkaniu całej swojej społeczności. Albo jej wiara była tak silna, albo bezwstyd tak wielki, że nie obawiała się przyznać do rozmowy z seksualnym podtekstem z obcym – w każdym znaczeniu tego słowa: etnicznym, religijnym, rodzinnym – mężczyzną na odludziu [16].    

Ale narzeczeńskie obrazy można było interpretować alegorycznie. Do takiej symboliki chętnie odwoływali się prorocy: Izrael to oblubienica, Bóg to oblubieniec. Szczególną popularność zyskała ona w czasach hellenistycznych, a później stanowiła argument za włączeniem erotycznej w warstwie literalnej Pieśni nad Pieśniami do kanonu biblijnego. Poszerzył się nawet zbiór symboli: Bóg pozostał oblubieńcem, ale oblubienicą mogła być też ludzka dusza. Po tę popularną alegorię sięgnęło chrześcijaństwo; wielokrotnie w pismach Nowego Testamentu Chrystus nazywany jest oblubieńcem, a za jego wybrankę uważano przede wszystkim społeczność wierzących w niego, Kościół. Jeśli zatem tę oblubieńczą scenę przy studni odczytywać w kategoriach alegorii, to napięcie seksualne, moralność lub niemoralność Samarytanki, jej wiek, przeszłość, stosunki rodzinne przestają mieć pierwszoplanowe znaczenie.

Wspólne doświadczenie

Z literalnego postrzegania sytuacji rodzinnej Samarytanki zrezygnowała w dużej mierze egzegeza patrystyczna. Dystans czasowy, jaki dzieli powstanie tekstów Nowego Testamentu i komentarzy takich pisarzy jak Orygenes, Efrem Syryjczyk czy Augustyn, jest stosunkowo niewielki – raptem 200-300 lat. Wydaje się zatem, że pisarze starożytni lepiej rozumieli nowotestamentową symbolikę i rozszyfrowywali ukryte znaczenia figur czy obrazów. Zadziwiające, że oskarżani na ogół o antyfeminizm ojcowie, w epizodzie o Samarytance nie tylko nie podkreślali jej rzekomego złego prowadzenia się, ale nawet z różnych względów wychwalali tę kobietę.

Prym wiedzie tu Efrem Syryjczyk (IV w.), który w wielu przypadkach okazuje się wręcz rzecznikiem kobiet. Jego perspektywa często odpowiada podkreślanemu przez dzisiejsze teologinie feministyczne "doświadczeniu kobiet". Nic dziwnego, że również w interpretacji epizodu przy studni skupia się na alegorii i typologii, a nie na seksualnych konotacjach i moralnej ocenie Samarytanki.

Efrem Syryjczyk
Efrem Syryjczyk

Efrem nie widzi nic niestosownego w tym, że Samarytanka miała pięciu mężów. Zna podobne historie opisane w Biblii i czyni do nich aluzje w Hymnach o Dziewictwie i Symbolach Pana. Wspomina np. Sarę z apokryficznej (deuterokanonicznej) Księgi Tobiasza, której nie dane było zaznać małżeńskiego szczęścia. Próbowała siedem razy, ale gdy dochodziło do nocy poślubnej, demon Asmodeusz pozbawiał jej oblubieńca życia. Podejrzenie padało oczywiście na niewinną wdowę. Po jakimś czasie żaden mężczyzna nie chciał ryzykować małżeństwa z Sarą [17].


Drugą kobietą, której postępowanie wydaje się co najmniej dwuznaczne, jest Tamar, żona Era, a po jego śmierci – Onana. Według prawa lewiratu jako wdowa po Onanie powinna poślubić jeszcze najmłodszego brata – Szelę, jednak teść Tamar, Juda, postanowił uchronić swego ostatniego syna przed związkiem z tą "modliszką". Tamar wydaje się podejrzana, choć to jej mężowie "czynili zło w oczach Pana" – jak powiada biblijny narrator (Rdz 38,7.10) – i zostali za to ukarani śmiercią. Największe moralne wątpliwości wzbudza oszustwo Tamar, która pragnąc mieć dziecko, przebiera się za prostytutkę, uwodzi swego teścia i żąda od niego zastawu w postaci pieczęci, sznura i laski, insygniów władzy. Podstęp okazał się skuteczny – Tamar zaszła w ciążę, a następnie urodziła dwóch synów.

Efrem nie tylko nie potępia Tamar, ale nawet ją usprawiedliwia wskazując, że oszustwo okazało się dobrem dla następnych pokoleń: 
Oszustwo Tamar zostało ujawnione dla naszej korzyści,
i dla naszego dobra.
Tamar wierzyła, że przyszły król,
którego symbol skradła,
będzie potomkiem Judy
.

W następnych wierszach 22 Hymnu o Dziewictwie i Symbolach Pana pojawiają się analogie oczekiwań Tamar i samarytańskiej kobiety przy studni (ich wspólne doświadczenie!):
Ta kobieta również (...) oczekiwała,
że może Mesjasz pojawi się dzięki niej.
Nadzieja Tamar nie została zgaszona,
a oczekiwanie tej kobiety nie okazało się bezowocne,
dzięki niej nasz Pan pojawił się w mieście,
przez nią został ujawniony
. [18]

W 22 i 23 Hymnie Efrem akcentuje tylko pozytywne aspekty tego spotkania i jego zbawienne skutki dla rodzaju ludzkiego, dlatego łatwo mu uznać w Samarytance po pierwsze figurę całej ludzkości, po drugie typ apostołki, po trzecie zaś – znów z uwagi na podobne/wspólne doświadczenie – typ Theotokos (Bożej rodzicielki).
Ponieważ ona w swojej miłości rzekła: "Mesjasz przyjdzie",
On objawił się jej w miłości: "Jestem nim".
Najpierw uwierzyła, że On był prorokiem,,
a potem – że On był Mesjaszem (...)
ona jest typem naszego człowieczeństwa,
które On prowadzi krok za krokiem
(Hymn 22).

Motyw stopniowego objawienia tożsamości Jezusa pojawia się również w komentarzu Efrema do Diatessaron Tacjana: najpierw Samarytanka odkrywa w Jezusie tylko spragnionego człowieka, potem Żyda, następnie proroka, a na końcu mesjasza.

Hymn 23 jest właściwie inwokacją do Samarytanki:
Błogosławiona niewiasto, twoje odkrycie sprawiło,
Że zaginiony się odnalazł (...)
Chwałą tobie, kobieto, w której dostrzegam
cud tak wielki jak w Marii!
Z jej łona
[Jezus]
w Betlejem wziął swoje ciało jako dziecko,
ale ty ustami swoimi objawiłaś Go
jako dorosłego w Sychar, mieście Jego ojców.
Błogosławiona bądź, niewiasto, która przyniosłaś (...)
światło dla tych, którzy trwają w ciemności (...)
Ty także, o niewiasto pragnąca wody,
poczęłaś Syna przez swoje słuchanie.
Błogosławione niech będą Twoje uszy, że piły ze źródła,
które poi świat.
Twoje słowo, kobieto, stało się zwierciadłem,
w którym On mógł widzieć twoje ukryte serce.
"Mesjasz – powiedziałaś – przyjdzie,
a kiedy przyjdzie, da nam wszystko".
Ujrzyj Mesjasza, na którego czekałaś, skromna kobieto!
Przez twój głos (...) proroctwo się wypełniło.
Twój głos, o niewiasto, pierwszy przyniósł owoc,
zanim owoc przyniosło nauczanie apostołów.
Apostołom zakazano głosić Go
wśród pogan i Samarytan.
Błogosławione twoje usta, które On otworzył i utwierdził
Skarbnica życia posłała cię, by siać.
Do swego miasta, martwego jak Szeol,
Weszłaś i przywróciłaś do życia swoją martwą krainę.


Tym samym tropem podąża Roman Melodos (VI w.), zależny zresztą od Efrema. Wychwala Samarytankę za jej wielką wiarę i porównuje ją do Kościoła. W sposób alegoryczny tłumaczy również kwestię wielokrotnego zamążpójścia: tak samo jak kobieta wypiera się męża, choć miała ich wielu, tak samo Kościół wypiera się obcych (pogańskich) bóstw, żeby stać się oblubienicą Chrystusa, czystą, wolną od grzechów przeszłości:
(...) poprzednio miałam mężów,
nie chcę juz mieć
tych mężów, których miałam; teraz mam Ciebie,
który złowiłeś mnie w swoją sieć.
Przez wiarę jestem uratowana od brudu
moich grzechów.
Więc mogę przyjąć
niezwykle wielką radość i zbawienie
(Kontakion o Samarytance [19]).

Dopełnienie i herezja

Trzeba jednak przyznać, że jakiś element sugerujący niemoralne prowadzenie się Samarytanki pojawia się już w pismach Herakleona (ok. 170 r.), gnostyka, zwolennika Walentyna, zdolnego egzegety, na którego powołuje się i z którym polemizuje Orygenes (II/III w.) w swoim Komentarzu do Ewangelii Jana. Herakleon, jak nietrudno się domyśleć, preferuje oryginalną wykładnię alegoryczną. Uważa, że mąż Samarytanki, którego każe zawołać Jezus, oznacza jej Pełnię (dopełnienie, pleromę):  Chodzi o to, aby przybywszy z nim do Zbawiciela mogła otrzymać od Pana moc, jedność i zjednoczenie ze swą Pełnią – pisze Orygenes – Albowiem, według Herakleona, nie kazał jej zawołać ziemskiego męża, bo przecież wiedział, że ona nie ma legalnego małżonka. (68). Herakleon wyraźnie zadaje tu gwałt tekstowi twierdząc, że Zbawiciel mówiąc do Samarytanki: "Zawołaj swego męża i wróć tutaj", miał na myśli męża pochodzącego z Pełni. Gdyby bowiem tak było, to powinien był powiedzieć, o jakiego męża chodzi i w jaki sposób powinna go zawołać, aby wraz z nim przyjść do Zbawiciela. (69). Gdyby jednak, jak twierdzi Herakleon, Samarytanka nie znała własnego męża w sensie duchowym, a w sensie potocznym ośmieliła się powiedzieć, że ma kochanka, nie męża, to czyż polecenie: "Idź, zawołaj swego męża, i wróć tutaj", nie byłoby bezsensowne? (70). Odnosząc się zaś do zdania: "Prawdę powiedziałaś -Nie mam męża", Herakleon mówi: "Ona nie miała męża na świecie, jej mąż był bowiem w eonie" (71). W Ewangelii czytamy: "Miałaś pięciu mężów", u Herakleona natomiast znajdujemy wersję: "Miałaś sześciu mężów". (72). Herakleon wyjaśnia, że sześciu mężów oznacza całe materialne zło, z którym niewiasta się związała i z którym obcowała uprawiając nierząd wbrew Rozumowi, a owi małżonkowie urągali jej, zdradzali ją i porzucali.[20]

Sam Orygenes, powołując się na apostoła Pawła, twierdzi, że kolejni mężowie oznaczają władające duszą prawo, któremu podporządkował się każdy człowiek (VIII 43). Samarytanka natomiast symbolizuje herezję. (48) Jeśli przeto mąż oznacza Prawo i jeśli Samarytanka ma jakiegoś męża (...) [czyli prawo], zgodnie z którym chce żyć każdy heretyk, to Boskie Słowo pragnie tutaj, aby heretycka dusza, oceniając władające nią prawo, zmieniła swoje przekonanie i aby porzuciła nielegalnego męża, a poszukała sobie innego mężczyzny – mianowicie Słowa, które powstanie z martwych i które nie zostanie unieważnione i nie umrze, lecz będzie trwało na wieki.

Orygenes przytacza też inną symbolikę "pięciu mężów". Mają oni oznaczać zmysły, które rządzą człowiekiem: Kto jednak po obcowaniu ze sprawami zmysłowymi pragnie odmiany i zwróciwszy się ku pojmowaniu rozumowemu zetknie się z nauką, która mimo pozorów alegorii i sensu duchowego nie jest słuszna, ten od pięciu mężów biegnie do kolejnego, i wręcza, że się tak wyrażę, list rozwodowy pięciu poprzednim postanawiając zamieszkać z szóstym mężem. (52). I przebywamy z nim aż do chwili, gdy przyjdzie Jezus, aby dopomóc nam w zrozumieniu, kim jest ów mąż. Skoro jednak prawdziwe Słowo przybyło i rozmawiało z nami, porzucamy tego męża i mówimy: "Nie mam męża". Wówczas i Pan chwali nas: "Słusznie powiedziałaś - Nie mam męża".

Przywołać rozum, porzucić zmysły

Herakleon i Orygenes wyznaczyli główne nurty w alegorycznym pojmowaniu sceny przy studni, typologicznym postrzeganiu Samarytanki i jej mężów. Wspomniani wcześniej Efrem i Roman Melodos są spadkobiercami tej tradycji. Jak widać figura, typ czy symbol nie zawsze były te same, choć niektóre zyskały wielowiekową popularność. Augustyn (IV/V w.)  np. uznawał w Samarytance figurę Kościoła lub ludzkiej duszy. Jego interpretacja mężów Samarytanki też zasługuje na wzmiankę, jest bowiem dość oryginalna i odwołuje się do kontrowersyjnego w egalitarnych środowiskach feministycznych 1 Kor 11,3 i 14,34-35 (głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony – maż; a jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie mówić w kościele). W Traktacie o Ewangelii św. Jana [21] biskup Hippony twierdzi, że nakaz przyprowadzenia męża dotyczy w istocie przywołania właściwego rozumienia. Samarytanka nie rozumie słów Jezusa o żywej wodzie, Jezus zatem każe przywołać jej męża, który – zgodnie z tym, co mówi Paweł w 1 Kor 14,35 – wytłumaczyłby jej istotę nauczania Jezusa. Jednak nie chodzi tu o dosłowne rozumienie nakazu: po co Jezus, sam będąc najlepszym nauczycielem, miałby posługiwać się pośrednikiem? W alegorycznej wykładni Samarytanka symbolizuje właśnie duszę, a przywoływany mąż – rozumienie. Niezrozumienie nauki Jezusa wynika z tego, że kobieta/dusza wciąż pozostaje pod wpływem zmysłów, słowa Jezusa odbiera literalnie, a nie dostrzega w nich duchowego sensu. Tymczasem rzeczy, o których mówi Jezus, nie odnoszą się ani do uszu, ani do oczu, ani do zapachu, ani do smaku, ani do dotyku. Pięć wymienionych tutaj zmysłów to pięciu wcześniejszych mężów Samarytanki. Nim jednak szczegółowo Augustyn wytłumaczy tę kwestię, skupia się na obecności i nieobecności tego męża, którego każe przywołać Jezus. Powołując się na 1 Kor 11,3 dowodzi, że ten przywoływany małżonek mógłby być głową kobiety, czyli mieć nad nią władzę, tylko wtedy, gdy sam podda się władzy Chrystusa. A zatem rozumienie (mąż) podlega Chrystusowi (głowie męża).

Augustyn - Botticelli
Boticelli - Augustyn

Interpretując J 4,18 Augustyn dopuszcza literalne rozumienie tego fragmentu – pojawia się nawet wzmianka o kochanku – to byłby ten szósty mężczyzna, który nie jest legalnym mężem Samarytanki. O tym wszystkim oczywiście Jezus wie. Jednak Augustyn woli powrócić do alegorii. Jak wspomniano, 5 mężów ludzkiej duszy to 5 zmysłów. Gdy człowiek się rodzi, wszystko postrzega zmysłowo, w dzieciństwie przyjmuje i odrzuca coś na podstawie osądu zmysłowego. Dusza jest zatem poddana zmysłom, jak żona jest poddana mężowi i to zmysły/mężowie tłumaczą jej w domu to, czego nie zrozumiała. Przychodzi jednak czas, kiedy dusza osiąga już taki wiek, że staje się gotowa na przyjęcie innego, pozazmysłowego przekazu i rozumienia. To by potwierdzało wcześniejszą obserwację, że kobieta opisana przez ewangelistę nie jest młoda, lecz dojrzała. Władza szóstego męża, którego przywołania domaga się Jezus, oznacza poddanie się mądrości, właściwemu osądowi tego, co dobre i złe, sprawiedliwe i niesprawiedliwe, korzystne i niekorzystne itp. A wszystko to dodatkowo podporządkowane jest Chrystusowi.

Jezus doskonale wie, że Samarytanka jeszcze nie jest zdolna do takiego osądu, do zrozumienia symbolicznej mowy, dlatego przyznaje jej rację, gdy ona mówi, że nie ma męża. Nie potępia jej jednak. Augustyn stan kobiety opisuje jako trwanie w błędzie, pewnego rodzaju zawieszenie, kiedy duszy nie wystarcza już zmysłowe poznanie, ale nie nabyła jeszcze zdolności do poznania duchowego. To jest właśnie ów "stan bez męża". Oczywiście posiadanie kochanka nasuwa się samo, nawet Augustynowi. Ale biskup nie komentuje tego motywu w kategoriach moralnych. Podkreśla tylko, że Jezus żąda zawołania męża – zrozumienia, a nie kochanka – niepewności, wahania, błędu. To mąż, a nie kochanek pozwoli kobiecie w pełni zrozumieć naukę o Duchu Św., którego ma symbolizować woda żywa. Swój komentarz do tego fragmentu Augustyn kończy dość zaskakująco. Według niego Samarytanka wyznając, że mesjasz przyjdzie i wierząc, że mesjaszem jest ten, z kim właśnie rozmawia – spełniła w istocie polecenie Jezusa: przywołała męża, czyli przez wiarę zrozumiała słowa Jezusa.

Podobną myśl można znaleźć u Cyryla Aleksandryjskiego (IV/V w.) w Komentarzu do Ewangelii Jana [22]. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że Cyryl nie traktuje postaci Samarytanki w sposób alegoryczny, lecz widzi w niej po prostu reprezentantkę żeńskiej połowy ludzkości. Kobiecą zdolność percepcji ocenia niezwykle surowo. Rozum/mąż jest konieczny, by Samarytanka pojęła prawdziwy sens słów Jezusa. Ona sama dysponuje tylko "kobiecymi myślami i zniewieściałą duszą", "sercem opierającym się nauczaniu", podczas gdy natura mężczyzny – jak twierdzi Cyryl – jest zdolniejsza do nauki i gotowa do zrozumienia, ponieważ to mężczyzna ma "umysł pobudzony do mądrości" i to mężczyzna reprezentuje "dojrzałe człowieczeństwo" [23]. Brak męża oznacza zatem brak zdolności do zrozumienia istoty nauczania Jezusa i jednocześnie brak dojrzałości. Ale stopniowo, głównie dzięki miłości, Samarytanka odkrywa sens słów swojego rozmówcy i jego tożsamość, co Cyryl interpretuje jednoznacznie jako odchodzenie "od zniewieściałego rozumienia", poszerzenie zdolności percepcji i dostrzeżenie "oczami serca" rzeczy niezwykłych. Tą otrzymaną darmo miłością kobieta niezwłocznie dzieli się ze swoimi sąsiadami i to jest godne naśladowania [24].

Pod władzą męża

W starożytności i średniowieczu "pięciu mężów" odnoszono też powszechnie do pięciu ksiąg Mojżesza, które regulowały życie religijne zarówno Żydów jak i Samarytan. Samarytanka zatem znajduje się pod władzą prawa Mojżeszowego, jak pod władzą mężowską. Szóstym mężem byłyby natomiast słowa Jezusa, którym ona jeszcze nie podlega. Tak widzi to m.in. Teofilakt z Ochrydy (XI w.), który dostrzega też w Samarytance symbol całej ludzkości, jej natury, stworzonej pierwotnie jako coś dobrego [25]. Kiedy człowiek popadł w grzech, skażeniu/degradacji uległa też jego natura i zdolność właściwego odczytywania znaczenia Bożych znaków i słów. A Bóg wybierał różne sposoby, by do ludzi dotrzeć: groźby, prośby, obietnice, przymierza itp., aż wreszcie trud ten podjął Jezus, który przyniósł ludziom zbawienie. Teofilakt zauważa, że przymierzy, którymi związał się Bóg z ludźmi jak umowami małżeńskimi, było pięć: najpierw w raju, potem kolejno przymierze z Noem, Abrahamem, Mojżeszem, prorokami. Odnosi więc pięć przymierzy do pięciu mężów Samarytanki. Szóstym przymierzem/mężem, któremu ludzka natura dopiero miałaby podlegać, było prawo Nowego Testamentu. Stan ludzkości między poprzednimi przymierzami a nowym przymierzem jest jakby oczekiwaniem na to, aż prawo Nowego Testamentu zacznie obowiązywać, co niewątpliwie przypomina wspomnianą wcześniej sytuację narzeczeństwa, trwania pomiędzy jednym a drugim etapem zawarcia małżeństwa.

Jedenastowiecznemu pisarzowi trudno jednak zignorować tradycję i porzucić odwołania do nierządu, z tym, że ów rozpatrywany na poziomie alegorycznym nierząd Samarytanki/ludzkości przypomina wypowiedzi Ozeasza i Jeremiasza o niewiernym, cudzołożnym Izraelu. Pięciu mężów to, jak wspomniano, pięć praw, którym powinna podlegać ludzkość jak żona mężowi. Szóstym wybrankiem – już nie mężem, lecz kochankiem – jest według Teofilakta idolatria. Pierwotnie nie należała ona do ludzkiej natury i rozumu zdolnego czcić prawdziwego Boga, potem rozum i natura popadły w "bezmyślność", jak bowiem inaczej nazwać "oddawanie czci pięknym drzewom"? Oczywiście dotyczy to nie tylko pogan, Żydzi również ulegają czarowi kochanka. W tym momencie przychodzi Pan i naprowadza rozum na właściwe tory, wskazuje, że to nie jest prawo, któremu ludzkość ma podlegać jak mężowi. 

Teofilakt w swoim wyjaśnieniu bardzo mocno podkreśla cielesne i ludzkie aspekty opisu ewangelisty: zmęczenie Jezusa, potrzebę odświeżenia się, fizyczne pragnienie. To sprawia, że obok interpretacji figuratywnej sceny przy studni pojawia się też wyjaśnienie bazujące na poziomie literalnym. Podobnie jak Orygenes, Teofilakt odnosi się częściowo do pism Herakleona. Akcentuje gorliwość kobiety w chęci zrozumienia słów Jezusa. Nakaz przywołania męża rozumie jako wskazanie, że dar Jezusa – woda żywa – powinien być dzielony z innymi. Samarytanka jednak chcąc otrzymać go jak najprędzej i na wyłączność – częściowo zbywa Jezusa mówiąc: Nie mam męża. Tutaj Teofilakt jest bliski Janowi Chryzostomowi (Homilia 32, 2), gdy przekonuje, że kobieta nie tylko chce szybko dostać niezwykły podarunek, ale też zachować w tajemnicy swoją rodzinną sytuację. Jezus w odpowiedzi wylicza wszystkich mężów i nie-męża Samarytanki, wprawiając ją w zdumienie, podziw, ale nie w zakłopotanie, wstyd czy gniew.

Ewangelia nie daje podstaw, aby w tej wypowiedzi Jezusa doszukiwać się potępienia postępowania kobiety. To w innym miejscu padają słowa skierowane do innej kobiety: Idź i odtąd już nie grzesz (J 8,11). Moralna kondycja Samarytanki nie ma tu żadnego istotnego znaczenia, dlatego wczesne komentarze nie przywiązują do niej wielkiej wagi. Bardziej chodzi o ukazanie bogatej przeszłości kobiety, żeby łatwiej jej było uznać proroka w kimś, kto dobrze zna jej przejścia. Biblijnemu narratorowi wystarczyła opozycja mężczyzna-kobieta, Żyd-Samarytanka, rozumienie-brak rozumienia, duchowość-cielesność, przy czym tego ostatniego elementu nie musi podkreślać aluzjami do nierządu.

Samarytanka Fotyna 

Gorliwość

Wielu dawnych komentatorów skupia się na przemianie kobiety i podkreśla wiarę Samarytanki, jej gorliwość i otwartość, innymi słowy dostrzega w niej "duszę rozpaloną boskim ogniem". Jej postawę docenia Teofilakt, gdy pisze z emfazą: Przez wiarę, która została wlana w jej serce, przez zwiastowanie całemu miastu i prowadzenie innych do Chrystusa stała się ona nie mniejsza niż apostołowie. Dotknięta zostaje tu bardzo istotna kwestia, podnoszona szczególnie przez współczesne zachodnie teologinie feministyczne: równości apostolskiej Samarytanki i uczniów Jezusa. A nawet przewagi Samarytanki, która jako pierwsza dotarła z dobrą nowiną do nie-Żydów. Jej strategia ewangelizacyjna, co podkreśla również Jan Chryzostom, okazała się niezwykle skuteczna, opierała się bowiem na znajomości miejscowych zwyczajów i pewnej psychologicznej grze. Ona nie mówi swoim krajanom: "To jest Chrystus". Gdyby tak powiedziała, mogłaby narazić się na drwiny, w końcu wielu mesjaszy chodziło wtedy po Galilei, Judei i Samarii. Jej strategia ogranicza się do opowiedzenia o własnym doświadczeniu, wskazania Jezusa i zadania pytania: "Czyż to nie jest Chrystus". Pozostawia Samarytanom przestrzeń na ich własne spotkanie z Chrystusem i możliwość prawidłowej odpowiedzi na to pytanie.

Bezimienna i z imieniem

Jak już wspomniano na początku, tradycja zachodnia oddalając się od interpretacji alegorycznej Janowej narracji i dryfując w kierunku literalnego odczytania tekstu, wolała dostrzegać w Samarytance osobę rozwiązłą, której nie warto poświęcać jakiejś szczególnej uwagi. Zwykle akcent padał na postawę Jezusa jako tego, który przekracza granice etniczne, religijne, genderowe, intelektualne, etyczne, łamie stereotypy, niesie zbawienie całemu światu. Samarytanka pozostawała w cieniu. Hermeneutyka feministyczna wydobyła tę kobietę z cienia, doceniła jej rolę w ewangelizacji Samarytan, odkurzyła zapomniany tytuł "równej apostołom". Jednocześnie poprowadziła narrację z jej punktu widzenia i odwołując się do wspólnego doświadczenia wiktymizacji uznała za ofiarę patriarchalizmu, czego dowodem miała być m.in. jej anonimowość.

Tymczasem chrześcijański Wschód już dawno dostrzegł potęgę wiary i miłości Samarytanki, dlatego nie pozostawił jej bez imienia, sakralizując ją w ten sposób. Według greckiej tradycji Samarytanka przyjęła chrzest w dniu Pięćdziesiątnicy i otrzymała imię Fotyna (łac. Illuminata, ros. Swietłana), nawiązujące do oświecającej ją rozmowy z Jezusem przy studni. Trzeba przyznać, że jej imię wymienia również Martyrologium Romanum zredagowane w XVI w., razem z dwoma synami i pięcioma siostrami, ale kult Samarytanki nie rozpowszechnił się na Zachodzie.

Fotyna
Fotyna

Losy Fotyny po spotkaniu z Jezusem są trudne do zrekonstruowania przede wszystkim dlatego, że jej legenda utkana została z elementów żywotów innych świętych. W kazaniach z IV - XIV w. [26] nazywana jest wyraźnie apostołem/apostołką i ewangelistą i tę jej funkcję potwierdza ewangelia Jana. Menologion [27 ] cesarza Bazylego II (łac. Menologium Graecorum Basilii) z X/XI w. przytacza najbardziej chyba znaną wersję dziejów Fotyny. Za panowania Nerona, po męczeńskiej śmierci Piotra i Pawła wraz ze swoim młodszym synem Fotyna głosiła ewangelię w Kartaginie. W tym samym czasie jej starszy syn, Wiktor [28], był jednym z dowódców armii rzymskiej stacjonującej w Azji Mniejszej. Tam otrzymał rozkaz, aby zadenuncjować wszystkich chrześcijan z Galilei. Jako wierny wyznawca Chrystusa, nie tylko sprzeciwił się rozkazowi, ale też nawrócił wielu żołnierzy, za co został wraz ze współwyznawcami doprowadzony przed oblicze Nerona w Rzymie. Przybyła tam też jego matka. Cała grupa chrześcijan z Wiktorem, który otrzymał nowe imię – Fotys, i z Fotyną na czele, została skazana na śmierć, doświadczając przedtem okrutnych cierpień. Część męczenników została obdarta ze skóry, część powieszona, część ścięta, Wiktor przywiązany do katapultujących drzew i rozerwany, a Fotyna zmarła w więzieniu [29].
 
Z czasem dodano więcej szczegółów dotyczących głównie męczeństwa Samarytanki i jej syna Wiktora. Towarzyszem niedoli Wiktora, tym, który przyniósł mu rozkaz Nerona, okazał się Sebastian, żołnierz, męczennik. Fotynie w jej służbie misyjnej towarzyszyło 5 sióstr, z którymi udała się z Kartaginy do Rzymu. Tam Neron próbował zmusić kobiety do porzucenia wiary nie tylko torturami, ale też pokusami: wprowadzono je do sali pełnej klejnotów, pięknych sukien, a kiedy tym wzgardziły, do akcji wkroczyła Domnina, córka Nerona, z setką swoich służących. Jednak to nie Domnina odniosła zwycięstwo nad Fotyną, lecz Samarytanka nad cesarską córką, którą nawróciła i ochrzciła. Ta historia jest, niestety, mało wiarygodna. Neron bowiem, jak wiadomo, miał co prawda córkę – Claudię, którą ogłosił Augustą, ale ta zmarła mając kilka miesięcy.

Fotynie nie oszczędzono oglądania cierpień swoich najbliższych. Kolejne wersje hagiografii zawierają coraz więcej opisów okrutnych męczarni: miażdżenie palców żelaznymi prętami, przebywanie w ognistym piecu, obdzieranie ze skóry, oślepianie, krzyżowanie, obcinanie piersi kobietom. Najłagodniejsze wydaje się w tym świetle więzienie. Wiele z tych tortur nie pozostawiło jednak widocznych śladów, ponieważ wiernymi opiekował się anioł, który przywracał wzrok, opatrywał rany, zdejmował z krzyża. Te cuda sprawiały, że coraz więcej ludzi, w tym więzienni strażnicy, zaczęło czcić Chrystusa. Wreszcie rozwścieczony Neron kazał ściąć tych, którzy przeżyli – wszystkich oprócz Fotyny, która martwiła się, że nie dane jej będzie oddać życia za wiarę. Pocieszenie otrzymała pewnej nocy, gdy ukazał jej się Chrystus i trzykrotnie uczynił nad nią znak krzyża. Po kilku dniach  poniosła śmierć męczeńską – została wrzucona do studni (niektóre źródła podają, że była to raczej rzymska kanalizacja, jakiś kloaczny kanał). W ten sposób spotkania przy studni – pierwsze z ziemskim Jezusem, drugie z uwielbionym Chrystusem – stały się ramami jej chrześcijańskiego życia i wyznacznikami świętości.

 ---------------------------------

[1]  Por. S. Nelavala, Jesus Asks the Samaritan Woman for a Drink: A Dalit. Feminist Reading of John 4, Lectio difficilior 1/2007 passim.
[2] J. H. Neyrey,  What's Wrong With This Picture? John 4, Cultural Stereotypes of Women, and Public and Private Space, BTB 24 (1994), s. 77-91.
[3]  A. Edersheim, The Life and Times of Jesus the Messiah: New Updated Edition, Peabody 1993, s. 408
[4] Znane są tez inne, symboliczne wytłumaczenia pory tej rozmowy, np. odniesienie do godziny, w której dokonała się egzekucja Jezusa
[5]  J. H. Neyrey,  What's Wrong With This Picture?, dz. cyt., s. 80.
[6]  R. Marcinkowski, Kobieta i mężczyzna w ujęciu Talmudu, Studia Judaica 5 (2002/2), s. 24.
[7]  Tak najczęściej tłumaczono hebrajski zwrot erwat dabar, który oznacza dosłownie "nagą rzecz" (chodziło najprawdopodobniej o genitalia).
[8]  R. Marcinkowski, dz. cyt., s. 15.
[9]  Tamże.
[10]  Por. niżej.
[11]  R. Marcinkowski, dz. cyt., s. 7.
[12]  Tamże, s. 13.15.
[13]  Por. R. Alter, The Art of Biblical Narrative, New York 1981, s. 51nn.
[14]  L. Esliger, The Wooing of the Woman at the Well: Jesus, the Reader and Reader-Response Criticism, w: The Gospel of John as Literature: Twentieth Century Perspectives, ed. M. W. Stibbe, Leiden 1993, s. 169nn
[15]  Por. J. H. Neyrey,  What's Wrong With This Picture? dz. cyt., s. 85.
[16]  Tamże.
[17]  The Early Christian World. V. 2, ed. Ph. E. Esler, London - New York 2000.
[18]  Ephrem the Syrian: hymns, transl. K. E. McVey, New York - Mahwah 1990.
[19]  Za: Ancient Christian Commentary on Scripture, gen. ed. Th. C. Oden, V. 4a, Illinois 2007
[20]  Orygenes, Komentarz do ewangelii według Jana, Kraków 2003, s. 285nn
[21]  http://www.ccel.org/ccel/schaff/npnf107.iii.xvi.html (13.05.2009).
[22]  http://www.tertullian.org/fathers/cyril_on_john_02_book2.htm#C4 (13.05.2009).
[23] Cyryl twierdzi nawet, że Jezus najchętniej uniknąłby rozmowy z Samarytanką, ale ponieważ jego misja wynikająca z miłości została skierowana do całej ludzkości, a nie tylko do mężczyzn, musiał nią objąć także "żeński pierwiastek".
[24]  Gotowość do natychmiastowego podzielenia się dobrą nowiną i strategia mówienia Samarytanom o Chrystusie nie jest według Cyryla zasługą kobiety. To Zbawiciel mówił jej i potajemnie szeptał w jej umyśle,, Darmo dostałaś, darmo dawaj.
[25]  http://www.chrysostompress.org/gospel-commentary-pascha5 (15.05.2009).
[26]  http://www.stnicholassteelton.com/News.htm (16.05.2009).
[27]  W Kościele greckim księga liturgiczna zawierająca zbiór krótkich opisów żywotów świętych w układzie kalendarza kościelnego, przeznaczona do odczytywania w trakcie nabożeństwa.
[28]  Historia Wiktora, syna Fotyny, przypomina dzieje św. Wiktora z Damaszku , również rzymskiego oficera, męczennika, żyjącego jednak w II w.
[29]  A. B. C. Dunbar, A Dictionary of Saintly Women, Vol. 1, London 1905, s. 151.