Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi

Biblionezka

Raul Lozano
Moje miejsce. Autobiografia.
Tłum. Aleksandra Zarzycka
Agora SA, Warszawa 2008

   Mimo sympatii, szacunku i (niebezkrytycznego) podziwu dla Raula Lozano ze sporym niepokojem sięgnąłem po jego książkę. Po pierwsze: przeczytałem już sporo podobnych pozycji okołosportowych i z reguły czułem potem niedosyt: o sporcie banalnie, o pozasportowym życiu tabloidalnie.

   Po drugie: nigdy w podobnych wypadkach nie wiem, czy to "autor" jest autorem, czy też "murzyn", i psuje mi to lekturę. Po trzecie: słynny Boris Becker z rozbrajającą szczerością stwierdził kiedyś, że nic go tak nie nudzi, jak gadanie o tenisie: są trzy-cztery warianty tego, co da się powiedzieć, i tylko się nimi żongluje.

   Po przeczytaniu Mojego miejsca spokojnie mogę powiedzieć, że moje obawy były niesłuszne. Ani Raula Lozano "gadanie o siatkówce" nie nudzi, ani czytelnika to, co trener ma do powiedzenia, gdyż nie żongluje banałami, lecz pisze z sensem. Nie chce mi się roztrząsać, czy aby na pewno trener własnoręcznie tę książkę napisał. Tym razem wolę się skupić na treści. Dlaczego? Kupił mnie trener przyznaniem się do czytania książek. Śmieszne? A pewnie. Tylko – ilu polskich trenerów może się pochwalić znajomością tekstów Zygmunta Baumana i Ryszarda Kapuścińskiego? W czasach, kiedy czytanie książek zaczyna powoli trącić ekstrawagancją, coś ważnego to mówi o Lozano.

   Jak zwykle w podobnych wypadkach czytelnik spodziewa się albo ujawnienia tajników trenerskiej alchemii, albo ciągu dalszego afer znanych z mediów, albo też plotek o działaczach i zawodnikach. 
   W kwestii "odtajniania" warsztatu trenerskiego Raula Lozano – to dla mnie jedyna wada tej książki – niezbyt wiele można się dowiedzieć. A może po prostu żadnej wunderwaffe trener nie chowa w walizce, lecz faktycznie jego siatkarska filozofia sprowadza się do trzymania dyscypliny (nie, nie pruskiej) oraz eliminowania "głupich" błędów i dążeniu do perfekcji? 
   Czytelnik liczący, że Argentyńczyk w swej autobiografii "parówkowym skrytożercom" z PZPS powie swoje "stanowcze nie" – rozczaruje się. Nic z tych rzeczy. Dziwne? Musiałby Lozano być głupcem (a przecież nie jest), gdyby w tak trudnym (bądźmy szczerzy z powodu ubiegłorocznych porażek) okresie dla kadry wsadzał kij w mrowisko. I nie wsadza, co nie znaczy, że kilkakroć nie "odszczekuje się z drzewa swoim prześladowcom". Cytaty z nieodżałowanego St. Barei wydały mi się celowe, gdyż styl zachowań (niektórych) oponentów srebrnego trenera nieodparcie przypomina co śmieszniejsze komedie. Czasem nawet zdaje mi się, że "Siatkarskiego pokera" zmarły reżyser po prostu nakręcić nie zdążył. Nie znaczy to, że każdy, kto Lozano krytykuje, jest postacią komiczną albo że sam trener podstaw do krytyki nigdy nie dał. Dał. Mam tu na myśli ostatnie ME, o których, niestety, w swej autobiografii Argentyńczyk szerzej się nie wypowiedział, co martwi i musi zastanawiać.

   Plotkarstwa o środowisku siatkarskim w Moim miejscu czytelnik nie znajdzie, choć kilkoma szpilkami autor dał świadectwo, że ani poczucie humoru nie jest mu obce, ani ironia. Zainteresowanym aferami i "aferami" polecam ostatnie strony książki – Wywiad z samym sobą (z pytaniami, których już bym nie chciał słyszeć). Różnych smaczków tam sporo. 
   Książka jest ciekawa i jak przystało na rasową autobiografię, wiele mówi o autorze, którego warto poznać od pozaboiskowej strony. Lozano przybliża czytelnikowi argentyńskie realia w całej ich codzienności i unikalności. Pisze o Argentynie, którą u nas (o zgrozo) zna się prawie tylko z beznadziejnie głupich mydlanych oper (era mody na iberoamerykańską literaturę minęła, niestety). Nie spłodził Raul L. ani klasycznego reportażu, ani (na szczęście!) politologicznej kobyły. Ot, spisał wielce ciekawe wspomnienia z dzieciństwa, z lat młodości, ale też i całkiem współczesne refleksje. O Argentynie kipiącej radością życia, ale i pełnej dramatów.
    Jak na Latynosa z krwi i kości przystało, niczym (zachowując proporcje) w Wyznaję, że żyłem Nerudy – nie stroni trener od (chwilami pikantnych) szczegółów z życia swojej rodziny. Nie zapomina i o polityce, na którą poglądy ma zdrowe, spójne i jasno określone. Jakże mógłby zapomnieć, że żył pod rządami junt i przeżył śmierć przyjaciół z rąk władzy stosującej takie "środki perswazji" jak porwania, szczucie szwadronów śmierci, wyrzucanie z helikopterów do oceanu, aresztowania nauczycieli i uczniów podczas szkolnych lekcji?

   Obserwacje i konkluzje Raula Lozano są tu i emocjonalne, i (co pewnie niektórych niesłusznie zaskoczy) głębokie. Po prostu wyłazi z niego mądry facet i to – jak mówią wśród Latynosów – con cojones. Moim zdaniem to najlepsze partie książki, którą (i dla siatkarskiej części) z całą pewnością warto kupić, przeczytać i poczekać na ciąg dalszy. Niewątpliwie nastąpi. A co nim będzie, okaże się z całą pewnością po ostatnim pekińskim gwizdku. Nie dopuszczam do siebie myśli, że wcześniej.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl