Podpowiedź

Biblionezka

Dan Kurzman
Misja specjalna. Hitlerowski plan zajęcia Watykanu i porwania papieża
Special Mission
tłum. Norbert Radomski
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2008

   Obiektywizm Kurzmana i jego chęć bezstronnego ukazania sprzecznych racji tym bardziej zasługują na pochwałę, iż dyskusja na temat stosunku Watykanu do faszyzmu jest niezwykle utrudniona z racji okopania się walczących w szańcach odmienianych przez wszystkie przypadki argumentów i transzejach emocji.



   Misja specjalna jest książką o wiele bardziej wartościową, niż na to wskazuje jej sensacyjno-sztampowy tytuł. To pierwsza z niespodzianek, jakie sprawia lektura. Fakt, iż z każdą przeczytaną stronicą tytułowy wątek schodzi na plan dalszy – stanowi drugą. Co jednak należy podkreślić, nie dzieje się to ze stratą dla książki.

   Dan Kurzman opowiada o hitlerowskim planie zajęcia Watykanu i porwania papieża. Gdyby na tym poprzestał, spokojnie mógłby oddać wydawcy książkę krótszą o połowę, a może jeszcze mniej obszerną. Ileż bowiem można się zajmować planem, który nigdy nie wszedł w życie? Na szczęście prędko w pierwszoplanowej roli męskiej cynicznego karierowicza w mundurze generała SS zastępuje papież Pius XII, a ściślej jego polityka wobec faszyzmu.
   Jak autor Misji specjalnej celnie zauważa, polityka Watykanu (jako z jednej strony podmiotu międzynarodowej gry politycznej, z drugiej zaś centrali decyzyjnej Kościoła Rzymsko-Katolickiego) wywoływać musi i wywołuje konfuzje, gdy próbować ją oceniać. Wspomniana dwoistość bywa wprawdzie wygodna dla papiestwa, gdy może zasłonić się "państwowością", kiedy żądają odeń stanowiska moralnego, jakiego zająć nie chce – lecz przeszkadza, gdy właśnie  istnienie państwa kościelnego utrudnia bądź uniemożliwia podjęcie "niepaństwowych" kroków oczekiwanych przez wiernych. "Państwowość" determinuje wówczas bowiem zajmowanie moralnie dwuznacznego stanowiska w sytuacji wymagającej stwierdzenie "tak-tak, nie-nie". Widzą to i wierni, i hierarchia, choć zwykle jedni i drudzy długo udają, że nic się nie dzieje.
   Do podobnych sytuacji (od momentu ograniczenia świeckiej władzy papiestwa do obszaru Watykanu) dochodziło wielokrotnie, żaden jednak z papieży nie stanął chyba wobec tak wielkiego wyzwania jak Pius XII w latach 1939-1945. Czy ten potwornie trudny egzamin zdał?

   Zdania są podzielone, a końca sporu nie widać. Upubliczniła go, jak podkreśla kilkakroć Dan Kurzman, sztuka Namiestnik, wywołująca burzę wokół papieskiej postawy wobec zbrodni nazizmu. Jej autor, Rolf Hochhuth, postawił w stan oskarżenia samego papieża, o którym zresztą i w kręgach watykańskich mówiono już wcześniej (czerwiec 1940), iż kierowanej przez niego Stolicy Apostolskiej historia będzie zmuszona wytknąć [...], iż prowadziła politykę własnej wygody i niewiele czyniła ponad to [kard. E. Tisserant].

    Obiektywizm Kurzmana i jego chęć bezstronnego ukazania sprzecznych racji tym bardziej zasługują na pochwałę, iż dyskusja na temat stosunku Watykanu do faszyzmu jest niezwykle utrudniona z racji okopania się walczących w szańcach odmienianych przez wszystkie przypadki argumentów i transzejach emocji. Jedni dyskutanci czynią często z Pacellego quasi-esesmana, drudzy swych przeciwników określają "płytkimi intelektualnie i irracjonalnie antyklerykalnymi".
   Kurzman na szczęście nie popada w skrajności, choć komplementowanie go jako absolutnie obiektywnego stanowi sporą przesadę. Choćby wtedy, gdy autor Misji specjalnej twierdzi, iż wbrew oczekiwaniom Hitlera Pius XII nie pochwalił ataku Niemiec na ZSRR. Tymczasem w radiowym orędziu z ust namiestnika Piotrowego padły słowa o "wspaniałej ofiarności walczących w obronie  zrębów chrześcijańskiej kultury" oraz gorące życzenia triumfu w tej walce. Czy mowa była o radzieckich żołnierzach ginących w obronie prawosławia, czy może jednak o wojakach z Gott mit uns na klamrach pasów?

   Oczywiście (i na szczęście) nigdy nie sięgnął Watykan dna reprezentowanego przez część duchownych niemieckich (słusznie Kurzman rzecz podkreśla), choćby kardynała Faulhabera twierdzącego oficjalnie oraz wszem i wobec: Musimy zmobilizować wszystkie siły duchowe i moralne Kościoła, aby umocnić ufność w Führera. Skąd zatem posądzenia Piusa XII o sprzyjanie faszyzmowi? Kurzman podaje owych zarzutów przegląd prawie pełen, słusznie uwypuklając, iż w (antycypowanej) walce o powojenny rząd dusz z Hitlerem i Stalinem papież większe zagrożenie widział w Moskwie. Nie musząc obawiać się odwetu ZSRR znajdował słowa potępienia dla komunistów, faszyzm wyraźnie oszczędzając (vide ostre piętnowanie ZSRR po 17 września 1939 przy jednoczesnym milczeniu o zbrodniach niemieckich).
   Z punktu widzenia pragmatyki ma to sens, jeśli weźmie się pod uwagę, iż papieska "brawura" w oświadczeniach mogłaby unicestwić miliony katolickich istnień. Kurzman w swej książce idzie tym właśnie tropem, choć nie bezkrytycznie. Nie odpowiada oczywiście na pytania, których w swym wywodzie nie stawia, a mianowicie o przedwojenne stanowisko Watykanu wobec ruchu faszystowskiego. O groźbie odwetu na rozproszonych po Europie wiernych nie było wówczas raczej mowy, więc gorące poparcie dla Franco (a nie wszyscy hiszpańscy katolicy stanęli po stronie rebelii) zdaje się z późniejszej perspektywy dość "dziwne".

   Podobnie trudno zagrożeniem niemieckim tłumaczyć poparcie (a delikatniej rzecz ujmując – brak dezaprobaty) reżimów Tiso oraz Pavelicia. Po prostu faszyzm z powodu swego antykomunizmu wydał się papieżowi (i przecież nie tylko jemu) mniejszym złem, niż głoszący wojnę z Bogiem komuniści. Przeciwstawiając internacjonalizmowi i ateizmowi stalinizmu "ideologię narodową" oraz faryzejskie brednie o odrodzeniu moralnym, jawił się faszyzm (wraz ze swym antysemityzmem) znakomitym antidotum na czerwoną chorobę toczącą Europę w dwudziestoleciu po pierwszej wojnie. Jak dalece można było w tej kwestii na jedno oko oślepnąć, najdobitniej świadczy przykład św. Maksymiliana Kolbe, który, choć zginął śmiercią męczeńską w kacecie, to przecież w latach trzydziestych wydawał Mały Dziennik,  zamieszczający entuzjastyczne reportaże o Hitlerjugend oraz teksty antysemickie (co wywołało sporo kontrowersji na świecie podczas procesu beatyfikacyjnego).

   Głównym zarzutem podnoszonym do dzisiaj wobec Piusa XII jest brak głośnego potępienia Holocaustu. Oskarżenie ciężkie, ale czy słuszne? Autor Misji specjalnej do jakże trudnej tej kwestii podchodzi w rękawiczkach. Z jednej strony nie tuszuje niepodważalnego faktu milczenia, z drugiej zaś przytacza argumenty obrońców papieża twierdzących, że ewentualne upominanie nazistów naraziłoby życie katolików będących w zasięgu łap nazistowskiego potwora. Argumentu tego nie sposób odeprzeć, chociaż nasuwają się jednak pewne pytania: czy faktycznie takie były motywy papieskiego milczenia? Pytanie to może wynikać z wątpliwości, czy brał Pius XII pod uwagę los katolików w krajach okupowanych przez Hitlera, gdy angażował się (na typowy dla niego połowiczny sposób) w tzw. pierwszy spisek generałów? Czy nie powinien żywić podobnych obaw o polskich wiernych, gdy nie szczędził Stalinowi ostrych słów wielce zasadnego potępienia na samym początku wojny? Nie ulega jednak (również i moim zdaniem) wątpliwości, że ewentualne urbi et orbi potępienie hitlerowskich mordów na Żydach nie powstrzymałoby nazistów – i miast mówić, lepiej było działać. Robiono to zresztą – nawet w Castel Gandolfo ukrywano sporą liczbę włoskich Żydów. Liczba ocalonych z Holocaustu przez Kościół katolicki prawdopodobnie jest niewyznaczalna, choć podawane kiedyś 800 tysięcy uważa się dziś za liczbę wyolbrzymioną. Kiedy Watykan przestanie chorować na podobny moskiewskiemu syndrom zamkniętych archiwów, być może uda się rozstrzygnąć, czy ratując Żydów czyniono tak z poduszczenia Piusa XII, za jego pełna wiedzą, czy – jak chcą niektórzy – wbrew niemu.

   Łatwiejsza stanie się też odpowiedź na pytanie: popierał Pius XII nazizm czy też z nim walczył? Wyjaśnienie, jakie podaje Kurzman, najlepiej streszcza fragment wypowiedzi ambasadora III Rzeszy przy Watykanie: Cokolwiek służy zwalczaniu bolszewizmu, to odpowiada Kurii. Nienawistne są jej związki Angloamerykanów z Rosją sowiecką. Obstawanie przy tych związkach uważa za tępy upór i przedłużanie wojny. Najchętniej widziałaby koalicję mocarstw zachodnich z Niemcami; jej minimalnym życzeniem są silne i zwarte Niemcy jako bariera przeciw Rosji sowieckiej. Z dwóch totalitaryzmów Pius XII za groźniejszy uważał stalinizm. Gdy się wie, co nastąpiło w Europie po roku 1945, wydaje się to słuszne. Czy jednak papież mógł znać wynik wojny już w roku 1941?

    A tytułowy plan Hitlera? Nazywający Piusa XII "starym manipulantem" wódz III Rzeszy obawiał się – niezasadnie – wypowiedzi papieskich mogących wywołać wrzenie w Europie. By temu zapobiec, zamierzył okupować Watykan (w swoim rozumieniu – siedlisko spisku antyfaszystowskiego i knowań z antyhitlerowską koalicją), a papieża internować. Wygląda to kompletnie nielogicznie, gdyż przecież dopiero realizacja tego planu mogłaby popchnąć Włochów do walki na serio, podczas gdy dotąd ograniczali się do kibicowania głównym aktorom. Jednakże czy od Hitlera, któremu Tysiącletnia Rzesza waliła się na głowę, można było oczekiwać logiki?

   Do realizacji planu nie doszło, jako że w roku 1944 większość nazistowskich mandarynów myślała już tylko o ratowaniu własnej skóry. Z tego właśnie powodu wyznaczony do realizacji obłąkanego planu generał SS Wolff wpadł na pomysł sklecenia sobie alibi na czas po klęsce Niemiec. O istnieniu planu poinformował ambasadora von Weizsäckera, a ten postarał się, by papież, nawet kiedy pod jego nosem mordowano rzymskich Żydów, zachował milczenie. By nie dawać Hitlerowi pretekstu. Sam plan – jak Kurzman udowadnia – istniał, choć obecnie jedynymi dowodami są zaledwie ustne enuncjacje uczestników wydarzeń. Co paradoksalne – Hitler osiągnął sukces nie wprowadzając swych zamiarów w życie: wyeliminował Piusa XII z gry, akcja "dejudaizacji" Rzymu w tragicznej mierze się powiodła, a z Watykanu nie padło ani jedno słowo potępienia słyszalne poza jego murami.

   Zwycięzcę już znamy, kto zatem przegrał? Z pewnością ambasador Ernst von Weizsäcker, skazany w roku 1948 na więzienie, zmarły w rok po jego opuszczeniu. Klęska stała się też udziałem gen. Wolffa, który de facto zdradzając führera, nie kupił tym sobie alianckiej przychylności. Skazano go w roku 1958 za zbrodnie przeciw ludzkości. Czy wygrał Pius XII? Autor w nie wydaje jednoznacznej opinii. Stwierdza, że papież wstrzymując się od publicznego potępienia ludobójstwa nie przekroczył granicy mogącej obrócić gmach w ruinę, ponawia jednak pytanie przeciwników papieża Pacellego: czy utrzymanie doczesnej władzy Kościoła może mieć moralne pierwszeństwo nad próbą (poprzez wzburzenie choćby niemieckich katolików w mundurach Wehrmachtu – JK) ratowania milionów istnień ludzkich...?
    Czytelnik sam musi dać sobie odpowiedź. Stanowisko w tej sprawie zajął Jan Paweł II rozpoczynając proces beatyfikacyjny Piusa XII. Benedykt XVI proces ten wstrzymał. Oba te fakty mogą stanowić dla czytelnika podpowiedź. Ale przecież nie muszą. Warto natomiast posiadać własne zdanie o sprawie – dobrym dla niego fundamentem może stać się całkiem niezła książka Dana Kurzmana.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl