Wymarsz pióra Zaratustry po torciki Sachera

Biblionezka

Woody Allen
Czysta anarchia (oryg. Mere Anarchy)
Tłum. Wojsław Brydak
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2008


Woody Allen to człowiek-orkiestra i instytucja, która doskonale prosperuje od lat. Nie potrzeba jej ogromnych kampanii reklamowych – wystarczy pojawienie się tego konkretnego nazwiska, aby wypuszczony pod tym szyldem produkt zyskał zainteresowanie i doskonale się sprzedawał. 

Filmy Allena święcą ogromne triumfy, zwłaszcza w Europie, choć sam autor nie omieszkał zakpić sobie z tego faktu w filmie Koniec z Hollywood, gdzie chaotyczne dzieło reżyserowane przez ślepca okrzyknięto w Europie rewelacją sezonu i uhonorowano licznymi nagrodami na prestiżowych festiwalach. Mimo że Allen kąsa tutaj po części rękę, która go karmi, był to jednak żarcik w jego stylu i nikt nie zamierzał się o to obrażać.

W swojej ojczyźnie urodzony w 1935 roku w Nowym Jorku Woody Allen, a właściwie Allen Stewart Konigsberg, bywa nazywany przedstawicielem wartościowego kina amerykańskiego i komikiem-intelektualistą. Jest żywym mitem i  postacią kultową nieodłącznie wpisaną w pejzaż Nowego Jorku, który wielu miłośnikom kina kojarzy się właśnie z jego filmami. Dziś Nowy Jork przestał być dla niego jedyną miejską muzą i inspiracji poszukuje również poza amerykańskim kontynentem. Od jakiegoś czasu Allena interesuje Europa. Widać to po jego ostatnich obrazach filmowych, dla których tłem jest już Anglia, a przede wszystkim Londyn. Kto je oglądał, już wie, że nie ujmuje to niczego jego filmom. Woody Allen to firma z najwyższej półki. Trudno w takiej o większe wpadki, choć nie można ich całkowicie wykluczać. Na razie odnosi triumfy, czego przykładem może być cała jego działalność, nie tylko w przemyśle filmowym. Często bywa tak, że fani jego filmowych dokonań równie entuzjastycznie podchodzą do innych projektów, w które się angażuje. Allen bywa lubiany w równym stopniu jako reżyser, aktor, scenarzysta, muzyk i pisarz. Właśnie pisanie było tym zajęciem, od którego zaczęła się jego działalność artystyczna. Bo już w latach 60-tych parał się pisarstwem na potrzeby telewizji i teatru. Do dziś pozostał stałym współpracownikiem m.in. New Yorkera, gdzie drukowane są opowiadania będące często spontaniczną reakcją na opisane wcześniej w prasie zdarzenie.

Dom Wydawniczy REBIS sprezentował polskiemu czytelnikowi najnowszy tomik opowiadań pt. Czysta anarchia. To kolejny zbiorek po wydanych w latach 90-tych książeczkach pt. Bez piór, Skutki uboczne i Wyrównać rachunki. Na wszystkie składały się krótkie, satyryczne teksty, których poziom intelektualizowania, absurdu, humoru i ciętych komentarzy do rzeczywistości dorównuje jego najlepszym i najzabawniejszym scenom filmowym. Kto uwierzył po ostatnich obrazach takich jak Wszystko gra czy Sen Kasandry, że Woody starzeje się na smutno wypuszczając na rynek filmy będące bardziej mrocznymi kryminałami, drążącymi najgłębsze pokłady chorej ludzkiej psychiki, niechaj zapomni o tym sądzie na zawsze. Może potrzeba chwili zawiodła go w rejony poważnych (ale i genialnych!) scenariuszy, lecz Czysta anarchia to godna spadkobierczyni wcześniejszych tekstów. Część opowiadań, która weszła w skład tego zbioru, publikowana była w ostatnich latach w New Yorker. Kilka z nich zainspirowały zdarzenia opisane w The New York Times i fragmenty tych artykułów pojawiają się jako taki wstępniak przez opowiadaniami. Allen żywo reaguje w nich na komiczne sytuacje codzienności, niezwykłe odkrycia naukowe czy dziwne zbrodnie.

Język jego opowiadań jest jakby żywcem wyjęty z scenariuszy, które pisze. W każdym z bohaterów odnajdujemy tak naprawdę samego autora. Wręcz słyszymy jego pełen rozterki głos – neurotycznego intelektualisty-nieudacznika – marzącego o złotych górach, a podejmującego się na co dzień najgorszych i najbrudniejszych prac, aby opłacić rachunki i żyć na poziomie socjalnego minimum. Ta konwencja sprawdza się od lat i dobrze wie o tym również autor. Podobno lubiany jest tylko wtedy, kiedy żartuje. Poważnego Allena świat już tak bardzo nie kocha. Zaletą całej jego twórczości literackiej jest świetne operowanie językiem. Mało kto potrafi zestawiać obok siebie tak niezwykły zbitek i potok słów, a jednocześnie uczynić z tego wypowiedź nie tylko klarowną, ale i naszpikowaną ogromną dawką humoru. Czytając Czystą anarchię wielokrotnie wybuchałam śmiechem. Pomysłowość Allena nie zna granic, podobnie jak nie da się zmierzyć poziomu absurdu. W jego historyjkach zdarzyć się może wszystko i nic nikogo nie dziwi – jakby większość z nich rozgrywała się na poziomie marzenia sennego. A może to jest właśnie klucz do ich zrozumienia i akceptacji? Pamiętajmy, że poczucie humoru Allena to przede wszystkim specyficzny język i żart słowno-sytuacyjny w intelektualnej otoczce. Nie każdemu się to podoba, podobnie jak nie wszyscy trawią i doceniają charakterystyczny humor brytyjski.

Opowiadania Allena naszpikowane są elementami mitologii, pojęciami z jidysz, odwołaniami do judaizmu i innych religii oraz typowymi symbolami amerykańskiej kultury masowej.  Słusznie zrobił tłumacz, że opatrzył to wydanie słowniczkiem pojęć, które mogły być nie dla każdego czytelnika zrozumiałe, przez co niektóre żarty, ciągi skojarzeń i porównania nie zostałyby poprawnie odczytane. W słowniczku dominują nazwiska znanych osób, nazwy marek sklepów, organizacji i firm, a także tytuły musicali, filmów czy nazwy specyficznych potraw. Dzięki tej małej pomocy możemy w pełni odczytać złożoność i wielopoziomowość żartów, nacieszyć wzrok i umysł słowną żonglerką, która dla Allena jest chyba tak samo naturalna jak oddychanie. Nie ma sensu omawiać poszczególnych historii, bo każda z nich zasługuje na to, aby ją po prostu przeczytać. Z resztą opowiadania te mają to do siebie, że trudno o nich mówić, ale genialnie się je czyta. O ile filmy Allena jeszcze można pokusić się komuś ogólnikowo opowiadać, to oddać przebieg akcji jego krótkich form literackich jest niesłychanie trudno. Bo często liczy się w nich bardziej język i intelekt bohaterów niż fabuła. Ona ma tutaj zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Jeśli nazwisko autora tego tomiku jest dla kogoś znakiem rozpoznawczym dobrej marki niech obowiązkowo sięgnie do tej lektury. Zapewniam, że nie znajdzie tam niczego nowego ani nie odkryje nieznanej twarzy Allena. Produkt finalny utrzymał się na poziomie wcześniejszych publikacji i nic nie wskazuje na to, żeby pokłady satyry i humoru autora były na wyczerpaniu. Zachęcałabym jednak, aby nie czytać tego zbioru ciągiem. Odpowiednie w jego przypadku jest właściwe dawkowanie np. jednej historii dziennie. Wtedy możemy w pełni docenić kunszt pisarski Allena i odczytać wszystko, co poukrywał w swym charakterystycznym słowotoku – jakże lubianym z filmów. To wciąż pisarstwo świeże w swym humorze, mimo że bazujące na konwencji sprzed lat i – jeśli potrzeba – docinające osobistościom i osobom publicznym. Dla Allena nie ma świętości tak jak dla humoru − granic i podziałów. O ile w filmach pozwala sobie od czasu do czasu na odejście od sprawdzonych schematów, o tyle w opowiadaniach stawia na to, co przemawiało od zawsze do jego miłośników – rozśmieszanie. Jeśli oczekujemy po książce dobrej rozrywki, a jednocześnie wymagamy czegoś więcej niż bardzo lekkiej lektury, Allen spełni nasze intelektualne wyzwania i codzienne zapotrzebowanie na szczery, zdrowy śmiech. Współczesnemu światu bardzo go potrzeba.

-----
* Ten dziwaczny w wymowie tytuł powstał jako zbitek słów pochodzących z kilku tytułów opowiadań znajdujących się w tym tomiku.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl