Salon w nietypowej sprawie

Biblionezka

Salon NiezależnychTadeusz Nyczek
Salon niezależnych. Dzieje pewnego kabaretu.
Znak, Kraków 2008 

Do widzenia, ślepa Gienia, kup se trąbkę do pierdzenia − pointuje profesorskim tonem Janusz Weiss swój wykład na temat "Jak być dowcipnym". Analizując cytowaną frazę, łatwo ulec pokusie stwierdzenia, iż nie odbiega ona poziomem od, pożal się Boże, arcydzieł kabaretu Neonówka, czy też jeszcze bardziej w piętkę goniącego Konia Polskiego.

Otóż nic bardziej błędnego. Wspomniana trąbka służąca do wykonywania wspomnianej czynności, zupełnie innym była instrumentem, gdy zagrał na niej Salon Niezależnych, a czym innym jest obecnie. Gdy kiedyś Weiss sugerował jej zakup, drwił w ten sposób z "dowcipności", której heroldowie używali wskazanych instrumentów dętych do puszczania bąków jako pierwszych skrzypiec. Dzisiaj natomiast, zamiast salonowo-niezależno-drwiącej trąbki, mamy jerychońskie trąby donośnie wydające dźwięki wiadomej proweniencji. Szept, ironię, anarchiczną abstrakcję zastąpił większości współczesnych kabaretów wrzask.
   O ile trudno czepiać się braku wyrafinowanych aluzji (cenzuro, wróć?!), to wrzasku można i trzeba. Im kto ma bowiem mniej do powiedzenia, tym głośniej wrzeszczy. A tym mniej ma do przekazania, im mniej wystąpienie poprzedza refleksji. Nad tym zaś, że do owej refleksji narodzin niezbędna jest ich uświadomiona, intelektualna potrzeba, rozwodzić się nie ma chyba sensu. To oczywista oczywistość.

Salon Niezależnych, którego zanarchizowanym tak pod względem formy, jak i treści, pomnikiem jest książka (wcale nieźle "umoczonego" w ów kabaret) Tadeusza Nyczka, od intelektu nie stronił. Kiedy czyta się słowa Nyczka opowiadającego o odbiorze piosenek i skeczy "salonowców" przez "salonową" publiczność, nie da się nie zauważyć, że i ona również miała wówczas w głowie co innego, niż natrętnie odmieniane tu przez przypadki wiadome trąbki. Być może należy usprawiedliwić dzisiejszą kabaretowa nędzę zapotrzebowaniem na zupełnie inny niż w salonowych czasach humor, ale czy faktycznie? Casusy Grupy Rafała Kmity, Łowców.B czy jeszcze bardziej Mumio (zanim rozmienił się ten tercet na reklamy) świadczą moim zdaniem o tym, że i publiczność "wychowuje" kabaret, i jest przez niego wychowywana. Można zatem nie tylko wrzeszczeć. Trzeba tylko chcieć.

Dokładnie tak samo było w tamtych czasach. Michał Tarkowski, Janusz Weiss i Jacek Kleyff chcieli, a trąbki były im obce, kiedy przebojem wdarli się na salony polskiego kabaretu lat siedemdziesiątych, by tam pozostać przez pół dekady. Opisując to, Nyczek zapada na chorobę nagminnego zapalenia dygresji, mnóstwo miejsca przeznaczając innym gwiazdom i meteorom ówczesnej estrady. Nie jest to jednak wadą jego książki, lecz zaletą. Trudno bowiem w pełni docenić wielkość Salonu Niezależnych nie znając osiągnięć i "osiągnięć" konkurencji. Legenda "salonowców" wyglądałaby na nieuzasadnioną, gdyby nie (opisana z łezką w oku) Polska Rzeczpospolita FAMowa. T. Nyczek znakomicie ukazuje eksplozję kultury studenckiej w epoce bardzo, ale to bardzo wczesnego Gierka, uświadamiając czytelnikowi, ile kultura peerelowska (już ta bardziej dorosła) festiwalom tym zawdzięcza. Mimo cenzury, mimo konieczności antyszambrowania u partyjnych decydentów, mimo iż nagrodzonego Salonu Niezależnych nie pokazano w transmisji telewizyjnej (serwując telewidzom innych uczestników koncertu galowego)... mimo wszystko.

Czytelników zagłębiających się w Salon Niezależnych. Historię pewnego kabaretu należy, bo przecież tak być musi, podzielić na dwa gatunki. Jedni z przeogromnym łziskiem w oku wspominają swój rechot i wzruszenia sprzed lat, drudzy poznają nieznane. Nyczkowi udała się niełatwa sztuka napisania ksiązki spełniającej oczekiwania obu tak odmiennych grup czytelniczych. Udało się to również i dlatego, że spora część książki napisana została rękoma Kleyffa, Tarkowskiego i Weissa − historię legendarnego kabaretu bogato inkrustowano tekstami piosenek, monologów, skeczy. Zwykle zabieg taki kryje w sobie spore niebezpieczeństwo odarcia treści z połowy formy, którą w kabarecie stanowi przecież interpretacja wykonawcy. Jakby się bowiem nie delektować się słynnym "Sejmem" (M. Rodowicz za jego promowanie zaliczyła trzymiesięczny zakaz występów), to pozbawiony "partyjnego" tonu Kleyffa − nie powala on na kolana. Na szczęście, kupując książkę T. Nyczka można z "salonowcami" zapoznać się też nausznie dzięki załączonej płycie CD, co jest pomysłem tyle prostym jak drut, co doskonałym.

Autor napisał rzecz nie tylko o słynnym kabarecie, ale o tworzących go trzech nieposkramialnych. Sylwetki bohaterów kreśli ukazując ich losy zarówno p.s.e. (przed salonową erą), w jej trakcie, jak i po niej. Przypomina o filmowych rolach Tarkowskiego (m.in. pamiętny przyjaciel "Wodzireja"), o radiowych kampaniach Weissa, a także o dokonaniach najmniej w mediach obecnego Kleyffa, którego brak (jak dla mnie) jest najbardziej dotkliwy, a "Kleyffowa" płyta Kuby Sienkiewicza niewiele tu zmienia.

Książkę (której lekturę uważam za obowiązkową nie tylko ze względu na miłościwie nam panującą współczesną kabaretową mizerię) napisał Tadeusz Nyczek w nietypowej sprawie. W sprawie przypomnienia czasów i postaci, dzięki którym kabaret nie tylko do ryku, rechotu, bólu brzucha i szczęk ze śmiechu pobudzał, ale i do refleksji. Często głębokiej.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl