I bez bólu będziesz...

Biblionezka

bibl_stulecie-chirurgow.jpgJürgen Thorwald
Stulecie chirurgów  (oryg. Das Jahrhundert der Chirurgen)
tłum. Karol Bunsch
Znak, Kraków 2008

Kto z nas uczciwie może stwierdzić, że nigdy go nic nie bolało, nie boli i boleć nie będzie? Liczba osób, które w boleściach urodziły dziecko, jest wprawdzie (z wielu względów) o wiele mniejsza, ale przecież każdego z nas ktoś kiedyś urodził.

Gdy się czyta banały podobne zawartym w dwóch poprzednich zdaniach – muszą rozboleć zęby. Również i ten fakt dowodzi, iż bez służby zdrowia nikt obejść się nie może. Ale przecież nie tylko to tłumaczy nieustającą popularność medycznych thrillerów i "szpitalnych" seriali – jesteśmy niezwykle podatni na sugestie o spiskach lekarzy na nasze zdrowie i życie. Ponadto – "byłem, widziałem, wstrzyknęli mi to samo!" – a także – "dlaczego mnie tak nie leczono?!" Z wymienionych (oraz pokrewnych) powodów śledzimy lekarzy na kartach literatury oraz na kinowych i telewizyjnych ekranach. Kto jest tu bez winy, niech pierwszy rzuci skalpelem! Wcześniej niech jednak przeczyta Stulecie chirurgów Jürgena Thorwalda.

Gdyby książka niemieckiego publicysty zawierała medyczne baśnie, jej pierwsze słowa musiałyby brzmieć: Dawno, dawno temu, za panowania zapalenia otrzewnej oraz nieposkramialnego bólu... Za siedmioma cuchnącymi stęchlizną i ropiejącymi ranami operacyjnymi salami, za siedmioma szpitalami, których personel prosto z kostnicy bez umycia rąk przechodził do badania kobiet na porodówkach był sobie lekarz. Chirurg mu było, a diagnozy swe stawiał bez aparatu rentgenowskiego, wziernika i cystoskopu, by potem na ich podstawie operować pacjentów za pomocą rzeźnickiego noża, piły do drewna oraz pomocy Bożej. Operowanych znieczulał zaś alkoholem, w najlepszym razie końską dawką opium, po której niejeden już się nie budził do życia, narzędzi swych nie sterylizował, a do operacji wdziewał latami nieprany, sztywny od zakrzepłej krwi fartuch... – bardziej horror D-klasy to przywodzi na myśl niż baśń. Na szczęście ani jednym, ani drugim książka J. Thorwalda nie jest – to wręcz doskonały reportaż historyczno-medyczny.

Stulecie chirurgów zawiera solidną dawkę historii medycyny, pulsuje przy tym emocjami, które nikomu nie mogą być obce – ludzie bowiem dzielą się na tych, co już są chorzy, jakiś czas temu wyzdrowieli lub też (odpukać!) zachorują niebawem. Jedne rozdziały Stulecia... napisał Thorwald "piórem cierpiącego pacjenta", w innych problemom przygląda się chłodniejszym okiem postronnego obserwatora, kiedy indziej jeszcze – ukazuje potworność i beznadzieję choroby z perspektywy osoby pacjentowi najbliższej. Szerokim łukiem omijając tanie efekciarstwo, nie  szczędząc jednak szczegółów wywołujących ciarki, ukazuje Thorwald dziewiętnastowieczną chirurgię w całej jej mrocznej krasie i bezradności. Obraz ten nie jest oczywiście jednoznacznie czarny, gdyby bowiem (nie przecząc prawdzie historycznej) był takim, znajdowalibyśmy się dziś dokładnie w tym samym położeniu, co jedna z "Thorwaldowskich" pacjentek skutecznie znieczulająca się śpiewaniem psalmów, podczas gdy prowincjonalny amerykański lekarz pioniersko usuwał jej gigantyczną torbiel jajnika. Nawiasem mówiąc, operator nie mniej ryzykował życiem niż operowana, gdyż na zewnątrz czekał na niego skory ("religijnie" motywowany) do linczu tłum.

Wprawdzie i przed współczesną medycyną stoją ogromne wyzwania, nie brakuje przecież problemów, wobec których rozkłada bezradnie ręce, lecz nadal warto posłuchać Thorwalda opowiadającego o czasach – tak nieodległych przecież – kiedy to mimo ogromnego postępu cywilizacyjnego, jaki ludzkość uczyniła od średniowiecza, dziewiętnastowieczna sztuka chirurgiczna wiele jeszcze miała wspólnego z rzeźnickim fachem oraz loterią.

Bohaterów swej opowieści portretuje Thorwald na modłę Juliusza Verne’a, z owym tak charakterystycznym, bałwochwalczym nieomal kultem mądrości ludzkiej wyrastającej z wykształcenia, podlewanej doświadczeniem. Pełno na kartach Stulecia... szczerego i w pełni uzasadnionego podziwu dla pionierów aseptyki, chirurgii miękkiej, nie brak wysławiania pionierów anestezjologii pod medyczne i pod "czysto ludzkie" niebiosa. Nie traci wszakże niemiecki autor zdrowego rozsądku podkreślając, iż żaden z tych pisarzy, którzy poświęcają całe tomy szczegółowemu wychwalaniu starych chirurgów, nie powierzyłby się z takim samym zapałem dawnym metodom leczenia.

Stulecie chirurgów nie jest pomnikiem tylko i wyłącznie chirurgicznej chwały, lecz także środowiskowej małostkowości, zawiści, ciągłej wojny nowego ze skostniałą rutyną. Skóra cierpnie, gdy czyta się o sekowaniu Węgra Sommelweissa, "wynalazcy aseptyki", przez kolegów po fachu – skutkiem czego schyłek życia spędził nieszczęśnik w szpitalu psychiatrycznym. Umarł zaś, o zgrozo, na to samo zakażenie, z którym walczył równie zajadle, co z jego sojusznikami w akademickich togach i lekarskich kitlach. Porażające to, ale kiedy się od Thorwalda dowiedzieć, iż regulamin dla położnych (A.D. 1840) rozstrzygał, iż serce kobiety ma "swą siedzibę po prawej" stronie – niewiele potrafi już zaszokować. Podobnie jak i dysputa z drugiej połowy XIX wieku na temat znieczuleń stosowanych przy porodach, w której przeciwnicy chloroformu cytowali Księgę Rodzaju (I w bólu rodzić będziesz), zwolennicy zaś niesienia ulgi rodzącym kontratakowali mądrością z tego samego źródła, twierdząc iż Bóg już dawno na chloroform zezwolił (wtedy to Jahwe sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber).

Aseptyka i narkoza. To dla Thorwalda słupy graniczne oddzielające "chirurgiczne rzeźnictwo" od nowoczesnej medycyny. Ich mozolne wbijanie w pasjonujący sposób opisuje na kartach swej książki, fascynującej odbiorców już od lat kilkudziesięciu. Dzieł, tak treścią, jak i kunsztem bliźniaczych Stuleciu..., stworzył niemiecki pisarz jeszcze kilka. Ich tytuły mógłby czytelnik poznać z notki o autorze, ale niestety szansy tej nie otrzymał, gdyż ZNAK o niej dziwnym zbiegiem okoliczności zapomniał. Jakie to szczęście, że bohaterowie opowieści Jurgena Thorwalda o podobnych "imponderabiliach" zwykle pamiętali. Bo i cóż to za chirurg, który po wycięciu ślepej kiszki zapomina zaszyć pacjenta?

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl