Dzień "M"(-atrioszki)

Biblionezka

dzień MMark Sołonin
23 czerwca. Dzień "M"
tyt. oryg.: 23 ijunia: dień M
tłum. Jerzy Redlich
REBIS, Poznań, 2008

23 czerwca. Dzień "M" to kolejna (po 22 czerwca 1941, czyli jak zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana) wydana u nas książka rosyjskiego historyka Marka Sołonina. Z jednej strony nowa publikacja jest od swej poprzedniczki odmienna, z drugiej jednak trudno podczas lektury oprzeć się wrażeniu, iż złożona jest z rozdziałów, których autor zapomniał dołączyć do książki poprzedniej.

Wbrew wydawniczej notce zapowiadającej "oszałamiający wniosek", nic w 23 czerwca... nie oszałamia. Szczególnie, gdy zna się starą publikację Wiktora Suworowa pt. Dzień "M", w której autor (były oficer GRU) wiele stronic poświęcił udowodnieniu, iż Stalin zamierzał uderzyć na hitlerowskie Niemcy, lecz został precyzyjnie wyprzedzony. Co nowego stwierdza Sołonin? Niewiele. Chyba, że za przełom uznać podanie dokładnej daty niedoszłej radzieckiej agresji na Niemcy − 23 czerwca 1941.

Najnowsza książka Sołonina przypomina ofiarowany w prezencie pierścionek z brylantem, który zapakowano systemem "matrioszkowym" w mnóstwo pudeł, pudełek i pudełeczek. Nawet jeśli uznać, że biżuteria w najmniejszym z opakowań została kunsztownie wykonana, to proces rozpakowywania jest na tyle nużący, że walory pierścionka zdecydowanie bledną. 23 czerwca... jest wprawdzie napisany sprawnym piórem, charakteryzuje się sporą autorską werwą, to jednak męczy. Za wiele tu (skądinąd interesujących) dygresji, za wiele spiralnego krążenia wokół głównego tematu.
   Na domiar złego, najlepszymi partiami książki są właśnie te z jej rozdziałów, które z powodzeniem mogły się znaleźć w książce poprzedniej, traktującej o niewiarygodnych rozmiarów rozsypce radzieckiej armii. I tutaj Sołonin opierając się na dokumentach sztabowych oraz wspomnieniach żołnierzy obu walczących stron roztacza fascynującą wizję rozpadu kolosalnej armii Stalina. I tutaj wysnuwa wiarygodne wnioski w kwestii przyczyn katastrofy. Problem w tym, że (jeśli wierzyć tytułowi) książka opowiadać miała o planie agresji Rosjan na Niemcy, a nie odwrotnie. Tymczasem czytelnik ponownie czyta dziesiątki stronic poświęconych radzieckiej klęsce kilku pierwszych dni wojny.
   Oczywiście, tym razem Sołonin cytuje inne źródła niż poprzednio. Równie doskonale analizuje stosunek sił przeciwników, walory techniczne ich uzbrojenia. Jest jednak tak, że właśnie te wywody zapamiętuje się na koniec lektury, a nie temat główny, tonący głęboko w otchłani (nadmiernie chwilami szczegółowego) wywodu na tematy − w tym wypadku − poboczne.

Sporym minusem 23 czerwca...jest to, że w odróżnieniu od książki poprzedniej, Mark Sołonin niebezpiecznie kilkakroć upodabnia się do Suworowa, stosując wypróbowaną przez tamtego metodę snucia karkołomnych często hipotez i dowodzenia ich słuszności w oparciu o część źródeł, zapominając jednocześnie o innych. Doskonale sugestywne pióro autora sprawia, że wywód taki robi wrażenie logicznego. Problem pojawia się, gdy przypomnieć sobie źródła skłaniające do odmiennych wniosków.
   Doskonałą ilustracją wydaje się tu być fragment, w którym Sołonin za niemieckie zbrodnie na radzieckiej ludności cywilnej odpowiedzialnością obarcza NKWD. Według autora, Stalin, by wybić z głów "ludziom radzieckim" z terenów okupowanych przez Wehrmacht chęć poparcia agresora, nakazał lotnym oddziałom NKWD, operującym w strefie przyfrontowej, brutalnie mordować, a wcześniej okaleczać, niemieckich jeńców, by u ich towarzyszy broni wzbudzać chęć krwawej i równie brutalnej zemsty. Rzekomo dopiero w efekcie tych prowokacji rozpoczęły się rzezie, które z czasem pchnęły Ukraińców i Białorusinów z powrotem w objęcia władzy radzieckiej. W ten sposób klęska wojny w obronie granic przeistoczyła się w rokującą sukces Wielką Wojnę Ojczyźnianą.

Brzmi to makabrycznie, ale znając prawdę o mistrzostwie Stalina w stosowaniu prowokacji, znając prawdę o jego nieludzkim systemie, można w to uwierzyć. Oczywiście, jeśli zapomni się o biologicznym wręcz antyslawizmie Hitlera, o planach kolonizacji Wschodu, które naziści opracowali na długo przedtem, nim NKWD pierwszego niemieckiego jeńca dostało w swe łapska. Wiedząc to wszystko, trudno już wierzyć w rycerski Wehrmacht, dopiero bestialstwami NKWD sprowokowany do zbrodni.

Nawiasem mówiąc, i ten przytoczony wywód Sołonina nie dotyczy głównego tematu książki. Podobnie jak i większość pozostałych. Prowadzić to musi do wniosku, że kiedy już się zna poprzednią pracę Marka Sołonina (22 czerwca 1941, czyli jak zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana), wcale nie trzeba sięgać po kolejną. Obie książki są oczywiście wartościowe (pierwsza w stopniu większym), ale wcale nie ma konieczności czytania obu. Wystarczy wybrać jedną z dwóch.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl