W matni wyrzutów sumienia

Biblionezka

Jak być niewinnymFlorian Illies
Jak być niewinnym. Książka ćwiczeń nieczystego sumienia
(oryg. Anleitung zum Unschuldigsein
tłum. Krzysztof Jachimczak
Wydawnictwo Literackie, str. 216, Kraków 2003
Seria: Pisarze języka niemieckiego

Nie znam się na współczesnej prozie niemieckiej i trudno mi czynić porówania oraz przywoływać skojarzenia, bo jak dotąd nie sięgałam często po literaturę z tego regionu. Do książki pana Illiesa nakłoniła mnie krótka informacja z okładki, zapowiadająca dużą dawkę humoru.

Oczywiście, nie zawsze się to sprawdza i to, co wydawca uważa niemal za pewnik, okazuje się dla pewnej grupy czytelników zupełnie niezabawne. Mimo drzemiących i we mnie obaw postanowiłam zaryzykować i oddałam się lekturze tej niecodziennej książeczki.

Jak być niewinnym
nie jest powieścią. To raczej zbiór krótkich felietonów o różnych aspektach życia każdego z nas, ale w kontekście poczucia winy. Pomysł ciekawy, a co najważniejsze – doskonale przemyślany i do końca dobrze zrealizowany. Struktura książki jest taka, aby w niezbyt długim tekście pokazać, czy też uzmysłowić/przypomnieć czytelnikowi, jak wielkie wyrzuty sumienia odczuwamy z powodu... No właśnie! Tych powodów są setki, jeśli nie tysiące. Illies zebrał w 23 rozdziałach tylko te najważniejsze. Musiał dokonać pewnej selekcji i zaprezentował tematy, które wydawały mu się najbliższe, choć dla każdego z nas tematyka tej książki mogłaby być nieco inna, albo grupa domniemanych  przewinień zaprezentowana w zupełnie innej kolejności. Tak czy inaczej, różnorodność tematów spina jedno oczywiste stwierdzenie – że miewamy nieczyste sumienia, a na dodatek borykamy się z tymi uczuciami, niestety, na co dzień. I to z wielką częstotliwością.

Autor wprowadza nas w swój dekalog wyrzutów sumienia od opowieści o anonimowym kierowcy. Tak naprawdę wystarczy wsiąść za kółko, aby poczuć winę z  powodu nieprzepuszczonego przechodnia, przejechania na czerwonym świetle, złego zaparkowania, niszczenia środowiska naturalnego spalinami, wyrzucenia niedopałka za okno, niepojechania do warsztatu na obowiązkowy przegląd, zabrudzenia tapicerki majonezem z kanapki z McDonaldsa itp. itd. Listę można by ciągnąć bez końca. Tak samo działa to w każdym innym temacie, który omówiony został w kolejnych rozdziałach.

Można by zapytać: po co to wszystko? Czy to takie odkrywcze? Czy warto pisać o tym książkę i czerpać z niej korzyści? Przecież to, o czym mówi do nas Illies, wszyscy wiemy. Co chwilę doświadczamy tych natrętnych myśli, że coś poszło nie tak, że mogło być lepiej, że może kogoś zraniliśmy myślą, słowem, gestem i tak naprawdę jak najszybciej chcemy od tego uciec.
   Moja odpowiedź brzmi – napisać warto. Ale powodzenie tego przedsięwzięcia leży w jakości tekstu i doborze przykładów oraz własnych argumentów. Illis wychodzi z tej potyczki z tematem obronną ręką. Oczywiście może znużyć czytanie ciągiem tak podobnie skomponowanych rozdziałów, zatem zalecałabym dawkowanie sobie np. po jednym rozdziale na dzień i to najlepiej do południa, aby do końca dnia móc przemyśleć swoje  reakcje i ewentualne pojawianie się poczucia winy w danej kwestii.

Autor porusza w kolejnych felietonach między innymi problem segregacji śmieci, podwożenia autostopowiczów, noszenia markowych ubrań, zdrowego stylu życia, odżywiania i diet, wypoczynku za granicą, bycia majętnym, palenia papierosów, wizyt u dentysty itp. itd. Każdą taką historyjkę kończy ćwiczenie – propozycja wzorca zachowania – które wykonane w określonym czasie i miejscu wobec konkretnych osób ma nam pomóc pozbyć się wyrzutów sumienia w tej konkretnej sytuacji. Oczywiście są to dość drastyczne i ekstremalne propozycje, które bardziej śmieszą niż chcą być brane na serio, bo nie wierzę żeby znalazło się sporo osób chcących wcielić je w życie. To by się mogło dla nich nie zawsze dobrze skończyć. Chyba, że trafilibyśmy na swej drodze na wyjątkowo spokojną i wyrozumiałą jednostkę.
   Cztery rozdziały zawierają wyłącznie tytuły. Autor zrezygnował z części opisowej, gdyż ich przekaz jest tak wymowny, że nie można już tutaj nic więcej dopowiedzieć.

Co ciekawe, książka Illiesa to typowo niemiecki punkt spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Mam na myśli to, że pisarz reprezentuje naród, który postrzegany jest jako bardzo uporządkowany, maniakalnie wręcz nastawiony na życie zgodne z pewnymi normami i regułami, przestrzegający określonych przepisów, bo skoro je stworzono, to po to, by się ich trzymać. Gdzieś między wersami czuć ten przysłowiony niemiecki Ordnung. A jednak z drugiej strony to wciąż społeczeństwo żyjące w traumie powojennej, bo w krajach europejskich Niemiec nadal kojarzyć się będzie ze zbrodniami II wojny światowej i osobą Hitlera. Illies próbuje te wątki ubrać w zabawne teksty i całkiem dobrze mu to wychodzi.

Spojrzenie na kwestie codziennych wyrzutów sumienia to w przypadku autora tej książki również religijny punkt widzenia – spojrzenie na relacje międzyludzkie oczyma niemieckiego protestanta. Dawka humoru – zgodnie z okładkową zapowiedzią – jest naprawdę spora.  Illies jest w swych spostrzeżeniach bardzo trafny i godzi słowami w nasze najsłabsze punkty, ale te rany są tylko powierzchowne. Nie są to tak cięte satyry, aby mogły kogoś urazić. Doskonałym podsumowaniem tej lektury jest kończące książkę posłowie Michała Ogórka – świetny satyryczny tekst, z równie błyskotliwymi puentami i grą słów.

Atutem tej publikacji jest fakt, że obraz codzienności niemieckiego społeczeństwa został zarysowany przez głos jego młodego pokolenia (Illies to rocznik 1971). Ukazanie się tej publikacji w naszym kraju właśnie dziś ma wyjątkowy sens. Jeszcze 25 lat temu polski czytelnik nie miałby szans w pełni zrozumieć realiów tych felietonów, ponieważ życie przeciętnego obywatela na zachodzie Europy było skrajnie różne od tego, czego doświadczaliśmy w krajach za żelazną kurtyną. Obecnie, kiedy czytamy o perypetiach współczesnego Niemca, w pełni możemy się z nim identyfikować w większości poruszanych kwestii. Życie tam i tu zostało niemal zrównane na poziomie konsumpcjonizmu, jak i dostępności oraz wolności mediów. Dzieli nas jedynie historia, ale ona – co wyczytamy w kilku tekstach – wciąż jest dla autora i jego pokolenia jednym wielkim wyrzutem sumienia, z którym musi sobie na każdym kroku radzić.

Jak być niewinnym nie podsunie nam gotowej odpowiedzi na postawione w tytule pytanie. Myślę, że zupełne wyeliminowanie z naszego życia poczucia winy nie było nadrzędnym celem tej książki. Illies uczy, jak poczuć się mniej odpowiedzialnym za wiele spraw i czyni to z wyjątkową lekkością pióra i wielką dawką humoru. Co ważne, potrafi śmiać się z siebie i całego społeczeństwa, co jest wyjątkowo cenną cechą. Jeśli dzięki tej lekturze każdy z nas choć przez chwilę poczuje się lepiej, będzie to wielka nagroda i ulga dla pogrążonej w poczuciu winy duszy.

Na koniec muszę się podzielić pewnym osobistym spostrzeżeniem. Myślę, że w książce Jak być niewinnym zabrakło jednego ważnego rozdziału na temat poczucia winy, z którym autor, jako osoba zarabiająca pisaniem, zapewne niejednokrotkie się boryka. Otóż wielkim wyrzutem sumienia osób piszących jest niedostarczenie do redakcji czy wydawcy tekstu na czas. Sama też coś wiem na ten temat, toteż z tym większą ulgą i radością kończę pisać ten tekst mając na sumieniu o jedno poczucie winy mniej. Jakie to przyjemnie!

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl