Wyboista droga w trudny czas

Biblionezka

Francine Prose
Pierwsza miłość
oryg. Goldengrove
tłum. Paweł Laskowicz
Dom Wydawniczy REBIS
Poznań 2009, stron 294
Seria: Jej portret

[...] Śmierć Margaret wstrząsnęła nami trojgiem jak trzema kośćmi w kubeczku i wysypała na stół z nowymi twarzami w nierozpoznawalnych kombinacjach

Śmierć, podobnie jak narodziny, jest faktem bezspornym, któremu nie możemy się przeciwstawić. Skoro żyjemy, przeszliśmy kiedyś samotnie przez trudny etap narodzin. A to naznacza nasz byt w chwili pojawienia się na świecie niepodważalną cechą i prawdą, iż przyjdzie nam kiedyś, również samotnie, prędzej czy później, zmierzyć się  z kresem ziemskiego wędrowania.

Zważając na świat w którym żyjemy, śmierć może przyjść niespodziewanie i szybko. Może stać się też osobistym wyborem albo los pozwoli nam dożyć późnej starości – niestety w różnej kondycji fizycznej i psychicznej. Jak pisał Stachura, a pięknie śpiewa Stare Dobre Małżeństwo:
Wędrówką jedną życie jest człowieka;/Idzie wciąż, Dalej wciąż, Dokąd? Skąd? [...] / Jak chmura zwiewna życie jest człowieka! / Płynie wzwyż, Płynie w niż!/Śmierć go czeka? Śmierć go czeka!

Bez względu na okoliczności tej trudnej dla każdego chwili – dla osób, które pozostają, odejście kogoś bliskiego zawsze będzie ogromnym ciosem i szokiem, by później dojść do fazy ciężkiej próby zmagania się z żałobą i radzeniem sobie z powrotem do normalnego, codziennego życia. Choć każdy z nas w natłoku zwykłych spraw nosi w sobie mniej lub bardziej ukrytą myśl, że spotka to każdego, kogo kochamy, na co dzień staramy się o tym zapomnieć i łapiemy chwile, które trwają, chłonąc codzienne sprawy, oddając się błahym zajęciom; często zapominając, że pewne niedokończone rozmowy, niewypowiedziane myśli, niedookreślone uczucia, konflikty, rozczarowania mogą pozostać na zawsze w sferze planowania.
   Jedna niespodziewana sekunda potrafi brutalnie przerwać cienką nić ludzkiego istnienia. Tragiczne śmierci mają to do siebie, że nikt nie jest na nie gotowy – ani ofiara, ani tym bardziej jej najbliżsi. Jedno słowo prawdy zmienia na zawsze ich życie. Nic już potem nigdy nie będzie takie samo.

Współczesna pisarka amerykańska Francine Prose – autorka m.in. doskonałej powieści uniwersyteckiej Błękitny anioł oraz zbioru Żywoty muz, poświęconego kobietom, które natchnęły znanych artystów do tworzenia dzieł wielkich i wybitnych – tym razem za główny temat swojej nowej powieści obrała nagłą, tragiczną śmierć młodej, niezwykle uzdolnionej dziewczyny oraz analizę skutków, jakie wywołuje ten fakt w jej rodzinie. Temat jakich wiele w literaturze, pobudzający od zawsze wyobraźnię pisarzy, malarzy, kompozytorów czy filmowców. Mając w pamięci dobre wrażenie, jakie przed laty wywołała u mnie lektura Błękitnego anioła, z ciekawością i ogromnymi nadziejami zaczytałam się w początkowych  stronach Pierwszej miłości.

"Zaczytanie" to najtrafniejsze w moim przypadku określenie, bowiem powieść rzeczywiście pozwala, od otwierającego ją zdania, całkowicie się w niej zanurzyć i zatracić. Już na początku tej historii autorka urzeka nas stylem i sposobem opowiadania, jakby puszczała oko do czytelnika i obiecywała, że warto pójść za jej słowem, że będzie już tylko ciekawiej, choć bardzo mroczno, bez ulg w pokazywaniu ciemnych stron życia, po prostu prawdziwie. Poczułam się bardzo zaintrygowania tym prostym wprowadzającym zdaniem: Mieszkaliśmy nad brzegiem Jeziora Lustrzanego. Przez wiele lat nasze życie było równie ciche i przejrzyste jak jego wody.
   Mimo spokoju bijącego od narratorki czujemy podskórnie, że zmiany są na wyciągnięcie ręki i wkrótce coś strasznego zakłóci tą sielankę. Tym niespodziewanym ciosem okaże się nagła śmierć starszej córki Margaret, uczennicy szkoły średniej, dobrze zapowiadającej się piosenkarki, która już jako nastolatka potrafiła oczarować i zahipnotyzować słuchaczy swoim głosem. Od tego zdarzenia wszystko się zmienia. Cudowny zakątek z pierwszych stron zostaje zbrukany i traci swój czar, a poprawne i udane relacje rodzinne rozpadają się na tysiące odłamków, których nie udaje się łatwo poskładać, gdy w grę wchodzi taka tragedia.

Aby czytelnika przekonać do kunsztu literackiego Prose i wprawnie przeprowadzić go przez tornado nagłej śmierci niepełnoletniego dziecka i spustoszeń, jakie robi ono w psychice rodziców i rodzeństwa, nie ma znaczenia drobiazgowe przedstawianie fabuły tej książki. Historia Pierwszej miłości jest z pozoru banalna. Mamy w miarę typowych rodziców i dwie nastoletnie córki, szczęśliwie żyjących na amerykańskiej prowincji, w miasteczku Emersonvile. Córki uczęszczają do miejscowych szkół, rodzice pracują, a to, co robią, jest dla każdego z nich ogromną pasją.
   Ojciec prowadzi księgarnię "Goldengrove" (nota bene tak brzmi również oryginalny  tytuł tej powieści; zupełnie nie wiem dlaczego zmieniony przez wydawcę, gdyż księgarnia jest miejscem kluczowym dla akcji i więzi łączących bohaterów), gdzie w trakcie pracy i po godzinach pisze swoje wiekopomne dzieło eschatologiczne o końcu świata w różnych religiach i kulturach. Matka – średnio uzdolniony muzyk – godzinami ćwiczy utwory Bacha i innych wielkich kompozytorów, a jej udane i te mniej cieszące uszy wpadki niosą się echem nad wodami jeziora, nad którymi stoi ich rodzinna posiadłość. Niestety, to piękne otoczenie i bliskość wody stanie się ich zgubą. Margaret tonie w Lustrzanym Jeziorze, przez co okolica już nigdy nie będzie odbierana w sposób, w jaki była przed wypadkiem.
   Śmierć starszej córki to niemal prolog tej powieści. Tragedia staje się punktem wyjścia do szczegółowego pokazania tego, co wydarza się potem − w życiu rodziny i we wnętrzu każdego z jej członków. Te dwa światy będą nieustannie się ze sobą ścierać. Próby tuszowania tego, co naprawdę czujemy w stosunku do innych osób, w przypadku żałoby prawie nigdy nie udają się na dłuższą metę. Nowe, prawdziwe oblicza co jakiś czas ujawniają wszyscy bohaterowie tego dramatu. I nie są to jasne strony ich duszy.

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką Pierwszej miłości jest Nico − nazwana przez rodziców na cześć słynnej niemieckiej wokalistki, która nagrała album z grupą Velvet Underground (na okładce tego albumu znalazła się słynna grafika z bananem autorstwa Andy'ego Warhola). To z jej punktu widzenia będziemy podpatrywać, jak radzi sobie z żałobą każda z osób bardziej czy mniej związana z Margaret.
   Autentyzm tej historii wyczuwa się od samego początku. To bardzo mocny atut książki. Francine Prose niczego nie udaje i nie teoretyzuje. Z każdej strony bije szczerość i rozpacz życia po tak dotkliwej stracie. Każda fałszywa nuta od razu zniechęciłaby czytelnika. W tym przypadku nie miałam takich odczuć – wręcz przeciwnie. Czuć, że pisarka sama musiała doświadczyć straty, żeby tak dobrze i trafnie  pisać o rzeczach najważniejszych, ale jednocześnie tak potwornie trudnych. Łatwo coś przerysować, jeśli nie zna się tego z autopsji.
   Prose radzi sobie z tematem wspaniale. Ogromnemu ładunkowi  emocjonalnemu towarzyszy przepiękny styl, a chwilami wręcz poetyckość scen czy opisów. Prose wypełnia zdarzenia codziennego życia rodziny pogrążonej w żałobie tak celnymi detalami zachowań czy myśli, że chwilami czujemy się wręcz niezręcznie − jakbyśmy byli intruzami czy podglądaczami i niechciani ingerowali w czyjeś życie i osobiste dramaty.

Bardzo mocną stroną tej historii jest ukazywanie różnych dróg, którymi kroczą zrozpaczeni bohaterowie. Każdy inaczej przeżywa śmierć Margaret, każdy znajduje ukojenie w czymś innym. Śmierć siostry staje się dla Nico przyspieszonym okresem dojrzewania. Dziewczyna  nie potrafi o niej  zapomnieć, gdyż obie były bardzo ze sobą związane; Nico była powierniczką  tajemnic Margaret, również tych dotyczcących jej związku uczuciowego z Aaronem. Na dodatek, w tak trudnym dla wszystkich okresie, były chłopak Margaret dostrzega w Nico coraz więcej cech zmarłej i zaczyna się na poważnie interesować jej osobą.
   Ta relacja, mająca początkowo pomóc mu w oswojeniu się z rzeczywistością, przeradza się w coraz bardziej chory układ, w którym możliwość obcowania z żyjącą siostrą ma przywracać więź z kimś, kto już nie żyje. Spotkania z Nico są próbami wskrzeszania na siłę Margaret, a towarzyszą im prośby, aby Nico ubierała się w rzeczy siostry, perfumowała jej zapachem, robiła określone gesty. Takie wymagania nie łagodzą jednak bólu straty i nic nie wnoszą w dawne uczucie. Realia pokazują, że spotkania we dwoje są tak naprawdę dziwacznym trójkątem, w którym oboje próbują poczuć między nimi obecność osoby im kiedyś najbliższej. Im dalej Nico w to brnie, tym bardziej zaczyna odczuwać zło czające się w tym dziwacznym układzie ich tajemniczych randek, zwłaszcza że zaczyna czuć coś poważniejszego do Aarona i liczy na podobne zaangażowanie z jego strony.

Francine Prose bardzo ciekawie rozwija wątek zbliżania się do siebie Nico i dawnego chłopaka jej siostry. On chce w niej za wszelką cenę widzieć swoją Margaret i wymusza odpowiednie wizualne oprawy ich spotkań. Nico natomiast poprzez bliższe poznawanie Aarona chce dowiedzieć się czegoś więcej o swojej siostrze – to wszystko, co zataiła jeszcze za życia, a co teraz pomogłoby jej stworzyć pełniejszy obraz bliskiej osoby. Trudne i narastające uczucia wiodą oboje ku zatraceniu i życiu w fałszywie realnym, sztucznie kreowanym świecie, w którym dla nich obojga nie istnieje świadomość utraty Margaret.
   Epilog Pierwszej miłości nie przynosi rozczarowania. Poznajemy w nim skrótowo drogę życiową Nico ku pełnej dorosłości i chwili założenia własnej rodziny. W ostatnich scenach – bardzo symbolicznych – znajduje się ona wraz z bliskimi w sali muzeum, gdzie zatraci się duchowo w odbiorze nieznanego sobie realistycznego obrazu francuskiego malarza, który ukazał cztery niewyraźne sylwetki nad brzegiem jeziora. Scena ta ma silny wymiar emocjonalny i symbolizuje okres dzieciństwa bohaterki, kiedy wraz z siostrą i rodzicami byli takimi postaciami zamieszkującymi uroczy zakątek nad Lustrzanym Jeziorem. Jednocześnie podkreśla ważną życiową prawdę, że żałoba nigdy się tak naprawdę nie kończy – różne jest tylko natężenie bólu. Tak samo jak śmierć nie kończy miłości do kogoś  bliskiego. Ta osoba nie istnieje już w sensie fizycznym, namacalnym, ale uczucie w nas pozostaje, w różnym stopniu emocjonalnego zaangażowania.

Francine Prose, podobnie jak w innych swoich książkach, przemyca w treści postaci i wątki związane ze środowiskami twórczymi – w tym przypadku z muzyką i malarstwem. Nieodłącznie lubuje się też we wplataniu w akcję klasyki filmowej. Najczęściej  jej bohaterowie mają słabość do jakiegoś filmu, reżysera czy gatunku. To taki znak rozpoznawczy pisarki, której styl  można było poznać po raz pierwszy przy okazji polskiego wydania Błękitnego anioła. Już wtedy zapadła mi w pamięć dzięki świetnemu wpasowaniu się w kanony tzw. prozy uniwersyteckiej (akademickiej). Z niecierpliwością czekałam na jej kolejne powieści i ta ostatnia nie zawiodła mnie.
   Prose (urodzona na Brooklynie – Nowy Jork, rocznik 1947) udowodniła z nawiązką, że jest wspaniałym pisarzem, znawcą ludzkiej psychiki i świetnym obserwatorem. Ma zatem wszystkie cechy, które w przypadku tego zawodu gwarantują doskonałe efekty. Jej proza może chwilami nawet bawić, ale przede wszystkim pomaga uporządkować emocje i myśli związane z rzeczami najważniejszymi, takimi jak rodzina, miłość, śmierć, choroba, zdrada. A ponieważ pisze pięknie i mądrze, zaliczam ją w poczet tych kobiet pióra, które mają naprawdę coś ciekawego do powiedzenia i potrafią poprzez tworzone historie dyskretnie, ale rzeczowo radzić jak żyć, jak nie upadać, jak znaleźć sens, by chcieć podnieść się nawet po najbardziej bolesnej stracie. Literatura, jaką tworzy, daje nam – poza samą przyjemnością obcowania z wartościową książką – także  szeroki obraz zachowań ludzkich wobec tragedii. W to wpisuje Prose bardzo mądrą radę: cierpimy indywidualnie i każda rozpacz jest osobnym wszechświatem, który przybiera wiele twarzy. Z bólem radzimy sobie na setki sposobów. Nie ma wyznaczników, że pewne rzeczy są dopuszczalne, a inne nie. To nasz ból i musimy się z nim dogadać. Wszystko jest dozwolone, bo prowadzi nas ku chwili pogodzenia, akceptacji i wyciszenia rozpaczy. To wielka życiowa lekcja, która wzmacnia i pozwala pomóc przejść przez trudny czas. 

Nie wiem, czy główną motywacją do napisania Pierwszej miłości była chęć udzielenia wsparcia wszystkim cierpiącym po utracie kogoś bliskiego, ale Prose pomaga tą historią doświadczyć straty w taki sposób, żeby zobaczyć, iż na końcu tego bólu czeka nas wyzwolenie od całego koszmaru przeżyć ostatnich dni, miesięcy czy lat. To dar, którego nie wypada nie przyjąć. Mądrych książek nigdy nie jest zbyt wiele.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl