Flaki mamusi


kuzyneczki
Po przeczytaniu "Kuzyneczek" odczuwam zdecydowany brak. Brak kuzyneczek we własnym życiu! Miałam całą watahę kuzynów – Wojtka, Zbyszka, Pawła. Miałam starszego brata i jego kumpli, i ich kumpli. Pamiętam takie opowiadanie o kocie, który dorastał wśród psów, aż zaczął myśleć, że jest psem. Kuzynki urodziły mi się kiedy już całkiem nieźle umiałam szczekać. Kolejne 40 lat zajęła mi dekonstrukcja nabytej tożsamości. Z kuzynką Anką przegadałyśmy całą noc dopiero po dzieciach i po przejściach.


Tak więc w mojej życiowej książce skarg i zażaleń jeden z punktów to: zdecydowanie każda kobieta powinna mieć kuzyneczkę, a najlepiej kilka. Dla konfrontacji na kuchennych taboretach, przy kawie lub herbacie, w duraleksie lub czymś bardziej szlachetnym w systemie wartości Reni Radzkiej.

Opowieści taboretowe włożone w powieść przez Monikę Teresę Rudzką stają się świetnym portretem psychologicznym całych pokoleń kobiet. Pierwsze poznajemy za Niemca, kolejne "za komuny", aż po te wyrosłe po Okrągłym Stole.

W powieści Moniki Rudzkiej dobro nie zostaje wynagrodzone, zło nie zostaje ukarane. Jedno jest pewne – i mamy to na piśmie: poczucie winy jest najsilniejszą siłą napędową w życiu kobiety. Do końca nie wiadomo czy ciężkie życie wielu rozgałęzień i doklejeń żeńskiej linii rodziny Radzkich jest winą ich mężczyzn, czy raczej są one ofiarami ról narzuconych przez własne matki sprytnie manipulującymi córkami, już to szantażem emocjonalnym, a już to okrutnym rozdzielnikiem matczynych uczuć. Aśka, samotna jedynaczka, nie ma wsparcia z coraz to boleśniejszą przegraną w grę zwaną codzienność z Żenią. Renata przegrywa w walce o uczucia z młodszą siostrą Marcelą. Oznaki buntu są tłumione, czasem wrzaskiem i rzucanymi talerzami, a czasem jękliwym: "to ja dla was flaki sobie wypruwam….". Nie ma jak wygrać z flakami własnej matki nawiniętymi na patyk i powiewającymi jak sztandar.

Moją pasją jest wyłuskiwanie spomiędzy wersów, czytanie brakującego.
Czego brakuje w "Kuzyneczkach"? Brakuje mężczyzn. Takich, jakimi powinni być.
Mężczyźni u Rudzkiej są jacyś nie tego – albo poszli na wódkę, albo do tej drugiej, albo ich zwyczajnie nie ma. Kobiety żyją w swoim hermetycznym świecie, oddzielone od świata męskiego czymś tak niepenetrowalnym jak gazeta przykrywająca drzemiącego na kanapie męża.

Widać jakąś nieprzenikalność tych światów; niby związane z tymi facetami na życie i śmierć i kredyty mieszkaniowe (co na jedno wychodzi), a jednak w "Kuzyneczkach" światy kobiet funkcjonują niezależnie od "półświatków" mężczyzn.
Mężczyźni, według pokolenia Żeni, Rysi, ale też Aśki, Marceli i Renaty, są ważni, mają dać kobiecie status. Ale to one utrzymują dom, dobre samopoczucie i często brzydkie nawyki mężów. One załatwiają pracę, połówkę świniaka, wyjazd za granicę.

Jeden Tymek, mąż Asi, ratuje odrobinę gatunek, ale też, zamiast huknąć na despotyczną teściową, to mruczy pod nosem, szasta nóżką, przynosi kwiaty, sam trochę jak przerośnięte dziecko, wraz z Aśką chowa się przed humorami rzucającej talerzami Pani na Trzech Pokojach z Kuchnią. A do tego na koniec umiera sobie i zostawia Aśkę na pastwę Żeni. Julek to pijak ograbiający rodzinę, Toluś na dzisiejsze standardy to pedofil. Antek Szczerbak to… Antek Szczerbak.

Czy te kobiety są ofiarami, czy sprawnymi instrumentariuszkami w sali operacyjnej zwanej życiem?

Mój feministyczny scyzoryk otwiera się do walki na noże z Antkiem Szczerbakiem, rozcinającym majtki świeżo poślubionej panny młodej by złożyć się pokornie przy scenie miłosnej na fortepianowym stołku. Najwyraźniej Żenia nie została tak straumatyzowana przez ponad dwukrotnie starszego męża, by zatracić ochotę na radosne piano forte z kochankiem kilka lat później.

Córki Asi i Renaty, Gizela i Nastia, to chyba pierwsze pokolenie wolne od poczucia winy. Czyżby ten szalony kołowrotek oskarżeń, zarzutów, wypruwanych żył i flaków, rąk urabianych do łokci, skończył przemielać ofiary na tym pokoleniu? Giza i Anastazja dorastają otoczone miłością, dopieszczane przez babki. Nie podcina im się skrzydeł, dorastają silne, piękne, z wiarą w swoje talenty. Odporne na straszne staruszki, pojękujące skatowanym głosem: "zabijacie mnie" i chwytające się ostatnim wysiłkiem za serce, po czym walące talerzami w ścianę.

Czytałam wcześniej krytyczne głosy wobec mnogości postaci i wydarzeń w "Kuzyneczkach". Czy też narracji przechodzącej w dialogi, przeskoki czasowe. A mnie się to właśnie podoba. Nie ma konkluzji – jak to w życiu. Jedyni, u których można liczyć na jakąś konsekwencję, to umarli. Gajcowa przychodzi do swoich kotów z konsekwencją nieboszczyka.

Bohaterowie wpadają sobie w słowo, w życie, wyskakują ze śmietników i z zaświatów, by przejść kilka chwil spokojnie i znów przeskoczyć dekadę lub dwie. Aśka i Renia nawigują w tej czasoprzestrzeni, czasem nieświadome, że już dawno zgubiły czytelniczkę głowiącą się po raz szósty, czy Rysia to siostra czy córka Danki. Jak w tych rozmowach przy kuchennym stole. I nie, żebym gloryfikowała miejsce kobiet w kuchni, ale w czasach przeludnionych M4, w czasach tzw. "komuny" jedynie w kuchni był jeszcze jako-taki stół, przy którym można było pogadać. Obiady w dużym pokoju jadło się na ławie przy wersalce, na której wieczorem spał już na niej, przykryty wspomnianą wcześniej gazetą jakiś Julek, czy Toluś, czy Hieronim.

Tak więc kuchnia – to tam właśnie przyciszonymi głosami omawiało się tzw. babskie sprawy, kto ma kochankę, a kto miał skrobankę (zadziwiające, że nie było w tamtych czasach pojęcia życia poczętego).

Z tych rozmów wyłuskuje się potem to, co nadaje "Kuzyneczkom" charakter kroniki czasów. Ten duralex, tureckie ciuchy, tandetne meblościanki, kartki na mięso i buty, wieloosobowe rodziny wciśnięte w mieszkania z wielkiej płyty. I zamknięty w tych mieszkaniach-klatkach ból.

W każdej rodzinie jest takie zdjęcie: wszyscy wpatrzeni z okolicznościowym uśmiechem w obiektyw aparatu, a gdzieś czyjaś zaciśnięta dłoń na czyimś ramieniu, jakieś oczy uciekające w bok od uroczystego landszafciku.
Jakieś dziecko, które przez ściśnięte gardło przełyka łzy i smarki, i myśli, jak strasznie nienawidzi mamusi i tatusia.


Teresa Monika Rudzka, Kuzyneczki Wydawnictwo 2 piętro, 2013


Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl