Wspomnienia dziadka Ignacego - cz. XIII

Spis treści
Wspomnienia dziadka Ignacego - cz. XIII
Page 2
Page 3
Wszystkie strony

MIĘDZY WOJNAMI

Będąc jeszcze w wojsku, w Krakowie, zapisałem się na kursy w Akademii Handlowej. Żołnierzom odchodzącym do cywila umożliwiano w ten sposób zdobycie zawodu.
W 1921 roku zaczęto w pierwszej kolejności demobilizować ochotników. A ja w ewidencji 20. pułku piechoty zapisany byłem jako ochotnik.

Po wyjściu z wojska podjąłem pracę w Dyrekcji Lasów Państwowych we Lwowie. Skierowano mnie do pracy jako kancelistę w Nadleśnictwie Starzawa koło Chyrowa. Było to dla mnie coś nowego. Musiałem własną pracą zdobywać doświadczenie i praktykę. Po dwóch latach praktyki, w 1923 przeniesiony zostałem do Nadleśnictwa Rafajłowa, w góry, w pobliże granicy słowackiej. Warunki życia były trudne. Pobory moje wynosiły wówczas tylko 600 marek i do tego niewielki dodatek. Wystarczało to jedynie na opłacenie obiadów. Aby dorobić do pensji w Starzawie, udzielałem korepetycji. Przeniesiony w góry straciłem możliwości dodatkowego zarobkowania. Żyłem bardzo skromnie. Dziennie mogłem sobie kupić litr mleka i bochenek chleba. I tak było co dzień.
  

 
Okolica była górska. Chaty rozproszone po górach. Był tylko jeden sklepik żydowski, w którym kupowało się podstawowe produkty żywnościowe i naftę. Do najbliższego miasta, Nadwórnej, było 30 km. Dostać się do miasta nie było trudno, gdyż na tej trasie jeździła kolejka leśna, dowożąca drewno do tartaku w Nadwórnej.
Dla rozrywki chodziliśmy (leśniczowie, nadleśniczy) na polowania.



Fot. 14. Rafajłowa. Polowanie w Maksymciu. Rok 1924. Autor drugi z prawej.

Pewnego razu wybrałem się w góry, na połoniny, do górali pasących owce. Po drodze wstąpiłem do gajówki, stojącej samotnie w odległości 6 km za wsią. Wracając z połonin wstąpiłem do gajowego. Nazywał się Lis. Żona gajowego ucieszyła się z mojego powrotu, bo od rana ani nie jadła, ani nie mogła się zająć żądną pracą, cały czas wypatrując mego powrotu. Okazało się, że kiedy rano przechodziłem koło gajówki, w chałupie siedziało  dwóch bandytów. Grasowali oni  w okolicy i w czasie napadów rabunkowych zabili już kilku ludzi. Gdy przechodziłem koło gajówki, bandyci porwali się z karabinami do okien. Żona gajowego uspokoiła ich, że jestem tylko urzędnikiem z nadleśnictwa. Po śniadaniu bandyci poszli w góry moim śladem. Ona z mężem przez cały dzień nadsłuchiwali, czy nie słychać gdzie strzałów.

Bandyci ci byli dezerterami z wojska. Ukrywali się po lasach. Zabili m.in. policjanta, który chciał ich wylegitymować. Zabili także jednego niewinnego studenta. Student ów, z Warszawy, przyjechał z kolegą w góry na wycieczkę. Założyli placówkę wysoko w górach. Badali przyrodę. Byli tam kilka dni. Pewnego dnia jeden  z nich wybrał się do wsi do sklepu po żywność. Na drodze natrafił na tych dwóch opryszków, którzy go zabili. Być może uznali go za przebranego po cywilnemu agenta policji, tym bardziej, że znaleziono u niego rewolwer.
   
Kiedyś nadleśniczy wysłał mnie na pocztę w Nadwórnej po pieniądze na wypłatę dla ludzi. Pieniądz był już wtedy bardzo zdewaluowany. Pobranymi pieniędzmi (około 50 milionów) wypełniłem plecak. Kolejka leśna nie docierała do samej Rafajłowej. Do nadleśnictwa było jeszcze 5 kilometrów drogą przez las. Szedłem sam. Prawie biegłem. Bałem się. Właśnie na tej drodze został zabity policjant. Do nadleśnictwa przyszedłem cały mokry ze strachu i wysiłku.



Fot. 15. Autor, ok. 1924 r.

Często chodziliśmy na polowania. Nadleśniczy miał dobre psy. Kupiono mi strzelbę.
Pewnego dnia w zimie do biura wpadła służąca z krzykiem, że przyszedł skądś wściekły pies i gryzie się z psami nadleśniczego. Pobiegliśmy z kolegą na ratunek. Odegnaliśmy napastnika. Pooglądaliśmy pozostałe. Na sierści jednego znalazłem krew. Zmierzchało już.
W nocy zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie zaraziłem się wścieklizną. Od razu poczułem  w głowie mrówki. Pewnie zarazki obsiadły mi już mózg. Poczułem gorąco w całym ciele. Wyobraziłem sobie, że już jestem ogarnięty wścieklizną. Wyskoczyłem z łóżka, przebiegłem przez sień i wypadłem na dwór. Niedaleko drzwi wejściowych była ogromna zaspa śniegu. Wskoczyłem do niej głową naprzód. Siedziałem prawie nagi w śniegu, i nie czułem zimna. To też brałem za objawy wścieklizny. Po pewnym czasie wróciłem do łóżka i zasnąłem. Do dnia dzisiejszego nie wściekłem się, a minęło od tego czasu już ponad 70 lat. 

Rafajłowa leżała w pięknej okolicy. Przez cały rok przyjeżdżali tam turyści pojedynczo i z wycieczkami. Często pojawiali się tam urzędnicy z firmy drzewnej z Nadwórnej. Jeden z nich, pan Gotfried Zimmer, przyjeżdżał tu z żoną, dwoma córeczkami  i dwoma panienkami. Były to bliźniaczki, Helena i Maria, siostry żony pana Zimmera. W 1936 r. Maria została moją żoną.

Po czterech latach, w 1927 roku, przeniesiono mnie do nadleśnictwa Petranka na nizinach koło Kałusza. Pełniłem tam funkcję sekretarza. Miałem zamiar polepszyć sobie warunki życia. Okazało się jednak, że nie było tam mieszkania służbowego. Za to było bardzo dużo pracy.
    Pracował tam jeden leśniczy, Rusin, ożeniony z Polką. Często bywałem u nich w gościnie. Razem z nimi chodziłem na przyjęcia do rodzin ruskich. Pewnego razu w sąsiedniej wsi był odpust w cerkwi. Święto takie trwało zazwyczaj 2 - 3 dni. Znajomy leśniczy zabrał mnie na ten odpust. Zabawa była dosyć przyjemna, a ruskie dziewczęta kokietowały mnie. Nie patrząc na to, że jestem Polakiem, chciały się za mnie wydać za mąż.

Pop w tej wsi nazywał się Bandera. Miał syna studiującego w Wiedniu. Rozmawialiśmy o różnych sprawach. Nie zajmowałem się specjalnie polityką. Okazało się potem, że syn jego jest członkiem ukraińskiej organizacji nacjonalistycznej i jako zamieszany w zabójstwo polskiego posła na Sejm, musiał uciekać do Czechosłowacji. Syn ten miał na imię Stefan. W okresie II wojny światowej był przywódcą ukraińskich nacjonalistów, której Ukraińska Armia Powstańcza zdobyła złą sławę wśród Polaków na wschodzie. Jest ona obciążona masowymi morderstwami niewinnej polskiej ludności.


 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl