Wspomnienia dziadka Ignacego - część VI

Spis treści
Wspomnienia dziadka Ignacego - część VI
Page 2
Page 3
Page 4
Page 5
Page 6
Page 7
Wszystkie strony

PIERWSZA WOJNA ŚWIATOWA

Rok 1914

Na wakacje przyjechałem, jak co roku. Miałem już złote odznaki ucznia V-tej klasy. Należałem do starszych studentów. Od studentów starszych klas odkupiłem wszystkie potrzebne książki. Wakacje, jak wszystkie poprzednie, spędzałem przy pracach gospodarskich. Brat powrócił po raz drugi z Ameryki  i kończył budowę domu. W sierpniu zacząłem przygotowywać się do szkoły.

Już od początku roku zaczęto dużo mówić o wojnie.
W niedzielę 28 czerwca 1914 roku  w Sarajewie - stolicy anektowanej przez Austrię w 1908 r. Bośni i Hercegowiny - został zabity przez zamachowca następca tronu monarchii austro-węgierskiej, arcyksiążę Franciszek Ferdynand, a z nim zginęła jego żona księżna Zofia Hohenberg.
Zamach sarajewski stał się dla Austro-Węgier znakomitym pretekstem do rozprawienia się z Serbią. Dążenia austrowęgierskie popierał cesarz niemiecki, Wihelm II. Mimo, że Serbia przyjęła narzucone jej ultimatum, Wiedeń nie przyjął odpowiedzi i 28 lipca 1914 roku rozpoczął skierowane przeciwko niej działania zbrojne.
W dniu 29 lipca, w odpowiedzi na austriacką agresję, car Mikołaj II podpisał rozkaz o częściowej mobilizacji, a w dniu następnym - rozkaz o mobilizacji powszechnej. Jednocześnie ogłoszona została mobilizacja powszechna w Austrii. 1 sierpnia zarządzono powszechną mobilizację w Niemczech i Francji. Tegoż dnia Niemcy o godzinie szóstej po południu  wypowiedziały wojnę Rosji, 3 sierpnia - Francji, jednocześnie wkraczając na terytorium Belgii, co z kolei  spowodowało przystąpienie do wojny Anglii przeciwko Niemcom.
W dniu 6 sierpnia Austrio-Węgry wypowiedziały wojnę Rosji. Tak więc w ciągu kilku dni 3/4 Europy stanęło w ogniu wojny.

Do wojny najlepiej były przygotowane Niemcy, toteż od pierwszego dnia zaczęły odnosić sukcesy na frontach.
Rosja, nie mając na czas zmobilizowanych wojsk, oddała prawie bez walk nadgranicze, w czasie zaborów zabrane ziemie polskie, by dopiero po koncentracji swych wojsk przystąpić do kontruderzenia. W 1914 roku rosyjska armia polowa miała do dyspozycji zaledwie półtora miliona bagnetów, 150 tys. szabel i 7 tys. dział. W pełni zmobilizowana Rosja mogła te liczby podwoić, podczas gdy Niemcy mogli wystawić 3 miliony, Austro-Węgry półtora miliona żołnierzy.

Mobilizacja we wsi - niektórzy chłopcy wzięci do wojska.
Na dzień 8 sierpnia ogłoszono całkowitą mobilizację.
Wielki lament. Każdy chodził zadumany. Ludzie mało co do siebie mówili.
Do wojska zaczęli powoływać  mężczyzn, którzy odbyli służbę wojskową. Kobiety mężów wojskowych zazdrościły tym, których mężowie nie służyli w armii. Oni pozostawali w domu. W powietrzu czuło się  grozę. Jeden pytał drugiego - co to będzie? Powołani do wojska chodzili po wsi i żegnali się ze swymi rodzinami  i znajomymi. Tatuś w tym czasie nic nie widział (katarakta). Trzeba mu było opowiadać co się dzieje na świecie.

Nastał dzień 8 sierpnia 1914 roku. Od wczesnego ranka koło karczmy gromadzili się zmobilizowani, przygotowując się do odjazdu. Po całej wsi rozlegały się krzyki i lamenty. Psy, jakby wyczuwając grozę chwili, wyły opętańczo. Koniec świata. Niektóre odprowadzały swych gospodarzy, aż do punktu zbornego. Zauważyłem coś dziwnego. Psy, które zawsze żyły ze sobą we wrogości, po odprowadzeniu swych gospodarzy siadały po boku z podwiniętymi pod siebie ogonami. Siedziały tak pospołu w absolutnej zgodzie, nie spuszczając oka ze swych panów. Nie dochodziło między nimi do najmniejszej awantury.
Z wojskowymi poprzychodziły całe rodziny. Kiedy wojskowi wsiedli na furmanki rozległ się naraz ogromny płacz i krzyk. Psy zaczęły przejmująco wyć. Po ziemi tarzały się opuszczone matki i żony. Zawodzenie ich odbijało echem od lasu. Mróz człowieka przenikał.
Ja zostałem wyznaczony na podwodę do odwiezienia poborowych do kolei. Ale się schowałem i pozostałem.

Następnym wojennym zarządzeniem władz austriackich było ogłoszenie poboru koni, wcześniej wyznaczonych przez komisję. Każdego roku odbywały się komisje wojskowe weterynaryjne, które kwalifikowały konie jako zdolne do kawalerii (konnica) albo do artylerii (ciągnięcie armat). Do odprowadzenia koni wyznaczono mężczyzn w wieku poborowym. Znów krzyk i lament. Mówiono, iż oni już nie wrócą.
Z tymi końmi pójdą na front.
Z każdej rodziny ktoś poszedł na wojnę. Od nas poszli: szwagier Tomek Częczek - mąż Tekli, szwagier Wawrzek Pinderski - mąż Maryśki i brat Maciek. Ze wszystkich kobiet, bratowa najbardziej rozpaczała, tak jakby czuła nieszczęście.

Co parę dni wyjeżdżała grupa wozów. Każdy wóz musiał być zaprzęgnięty w parę koni. Na wozie musiała być buda z płótna, celem ochrony przed deszczem. Podwody te służyły do przewozu żywności dla wojska, amunicji a czasami rannych. Od nas wzięli jednego konia i pół wozu. Drugiego konia i drugie pół wozu musiał dać stryjeczny brat Marcin. Tak zorganizowanym wozem na forszpan (podwodę) pojechał Marcin.
Oba konie były dobrane nieprzypadkowo. Oba były niskie i krępe, koloru siwo - żelaznego. To prawie nieprawdopodobne, oba przetrwały całą wojnę.

Następnie władze wyznaczyły gospodarzy, którzy byli zobowiązani oddać po jednej krowie. Krowy spędzili na plac koło karczmy. Zwierzęta odczuwały rozstanie z gospodarzami i chyba zbliżający się koniec, bo żałośnie ryczały. Od nas też wzięto jedną krowę. Pędzili je wydelegowani mężczyźni. Gdy wrócili opowiadali, że w ostatnim tygodniu sierpnia Austriacy przeprowadzili wielką ofensywę i odnieśli nad Rosjanami zwycięstwa pod Kraśnikiem, Zamościem i Komarowem.
Wszystko to szło na wschód. Front zaczynał się pod Lwowem, który Austriacy po ciężkich walkach 3 września musieli oddać Rosjanom. Austriacka kontrofensywa o Lwów od 8 do 12 września nie powiodła się i Rosjanie po krwawych bojach utrzymali go w swym ręku i wkroczyli do Galicji Środkowej.

Co tydzień jakaś grupa chłopców odchodziła na front.
Nagle okazało się, że we wsi brakło chłopów do prac polowych. Kobiety musiały zastąpić mężczyzn we wszystkich robotach. Uczyły się powozić końmi i wykonywać prace, których dotąd nigdy nie wykonywały.
Z konieczności, jako nieliczny z rodu męskiego, musiałem pomagać sąsiadom w zwożeniu zboża do stodół. Pomagałem siostrom Maryśce i Tekli, bo one miały małe dzieci.

Nadchodził wrzesień, miałem zamiar wybrać się do szkoły.
Rozeszła się wieść, że tworzy się wojsko polskie - legiony.
Jak dotąd wojska niemieckie i austriackie wkraczały w głąb terytorium rosyjskiego prawie bez oporu. Armie rosyjskie planowo wycofywały się na wschód do miejsc koncentracji. Pierwszy poważniejszy opór Rosjanie stawili pod Kraśnikiem, w dniu 3 sierpnia 1914 roku broniąc dostępu do Lublina i zostali pokonani, jak też 1 września pod Komorowem.
Jednak to był, jak na razie, koniec błyskotliwych zwycięstw Austriaków, bo na pole walki spieszyły już  zmobilizowane rosyjskie armie Ruzskiego i Brusiłowa.
3 września rozpoczęła się ofensywa rosyjska od zajęcia Lwowa. Austriakom nie pomogły żadne kontruderzenia. Dla ratowania frontu wschodniego, po przegranych bitwach pod Magierowem i Rawą Ruską Naczelne Dowództwo austriackie zarządziło rozkazem z dnia 11 września 1914 roku odwrót wszystkich armii za San.

Do tej pory wojna nas omijała, ale teraz zaczęła się do nas zbliżać milowymi krokami, i to od wschodu. Austriacy cofali się. 16 września Rosjanie okrążyli Przemyśl. Aż u nas było słychać dudnienie armat, a nocami widać było łuny.
280 tysięcy Rosjan okrążyło w twierdzy przemyskiej 128 tysięcy Austriaków. Dalsze dwie armie rosyjskie zajęły stanowiska w Karpatach, na wypadek ewentualnej odsieczy z południa. Mimo ogromnych strat (ok. 40 000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli), Rosjanie w dniu 9 października 1914 r. odstąpili od Przemyśla.

Przyszły powołania do wojska młodszych roczników. Chłopcy winni byli stawić się do przeglądu, a równocześnie przygotować do  poboru prosto z komisji. Po asenterunku nie powracali już do domów, lecz byli odwożeni do koszar w Przemyślu, Sanoku lub innych miastach garnizonowych. Było polecenie zabrania ze sobą jedzenia na 5 dni. Zwalniano tylko rzeczywiste kaleki, niewidomych.
Józef Pęcherek dostał wezwanie do asenterunku. Zmówiliśmy się i obaj poszli do Rzeszowa zgłosić się do Legionu. Miałem osiemnasty rok życia. Zostałem w Rzeszowie i przydzielono mnie do „Drużyny Bartoszowej". Józef pojechał do Krakowa. Tam wojsko polskie tworzył Józef Piłsudski.
Na terenie całej Galicji, za zezwoleniem władz austriackich istniały polskie oddziały wojskowe: Związek Walki Czynnej, Związek Strzelecki, Drużyny Bartoszowe, skupiające przede wszystkim młodzież polską, która uciekała z Królestwa.

Austriacy wycofywali się pod naporem Moskali (Rosjan).
Tylko parę dni nas podszkolono (zresztą, przysposobienie wojskowe mieliśmy już w gimnazjum) i wysłano na front, gdzieś pod Tarnobrzeg, bo Moskale atakowali od swej strony granicę na Wiśle.
Wprowadzono nas do okopów opuszczonych przez wojska frontowe. Nie bardzo wiem gdzie to było, ale Wisłę widziałem jak na dłoni. Wieczorem zaczął padać deszcz. W nocy rozpadało się na dobre. Ja, jak i wielu innych, byliśmy bez płaszczy, które pozostawiliśmy na kwaterach we wsi. Ni stąd, ni zowąd rozpoczęła się bezładna strzelanina. Nie wiadomo kto, nie wiadomo skąd. Nasz komendant nic nie wiedział, ale kazał nam strzelać. Tak chyba ze strachu, czy dla postrachu. Deszcz lał, a myśmy strzelali, aż do wyczerpania zapasu amunicji.
Teraz dopiero ogarnął nas prawdziwy strach. Co będzie, gdy wpadną na nas Moskale, a my nie mamy czym się bronić? Karabiny mieliśmy starego typy, ładowane po jednym naboju. Razem z nami byli żołnierze austriaccy, chodzący w czarnych płaszczach. Deszcz nie ustawał. Przemokliśmy tak, że nie było na nas suchej nitki, każdy dygotał. To nie było wojsko, to były jeszcze dzieci: uczniowie gimnazjalni, czeladnicy od rzemieślników itp.

Wreszcie zabrali nas z tych okopów i przeprowadzili w okolice Sandomierza za Wisłę. Przyłączyli nas do grupy legionistów przybyłych z Krakowa. Tu spotkałem się z kolegą gimnazjalnym Kulą, który przybrał  później pseudonim Lisa. Historia Rzeszowa zna go jako Lisa - Kulę. Był tu też Józef Pęcherek.
Tu dopiero przerobiono nas w prawdziwe wojsko, umundurowano i dano prawdziwą, nowoczesną broń.

W okolice Częstochowy i Kielc nadciągali Moskale, i to wielką siłą. Tu weszliśmy do walki i przeszli prawdziwy chrzest bojowy. Walczyliśmy uparcie przez dwa dni. Tu zostałem ranny w nogę, a Józef w głowę - urwało mu czubek nosa i uszkodziło do końca życia oko. Rannych znoszono do tymczasowego punktu sanitarnego. Bardziej okaleczonych zabierali furmankami. Lżej rannych pozostawiano, obiecując wywieźć ich z nadejściem nocy.


 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl