W stronę kota

W stronę kota
   Wiadomo, że koty chadzają własnymi drogami. Ponieważ żywy kot to zupełnie coś innego niż kot uwieczniony w obrazku, fotografii czy rysunku, ciekawe, jakimi drogami chadzają kocie duchy – koty przedstawione na obrazach i niekiedy naprawdę bardzo wiekowe?

   Ponieważ ostatnio bardzo się spieszę, a mój kalendarz puchnie od notatek i zapisków, jak ulał pasuje tu inne przysłowie "latać jak kot z pęcherzem". Skąd się wzięło to powiedzonko? Czy chodzi o pełen koci pęcherz (!)? Hm, nie – jak się okazuje, pęcherz najpewniej był rybi, a cały zwrot opisuje niecną zabawę chuliganów, zwaną też "brać koty w leszczoty". Dręczyli oni niegdyś (?) koty następująco: "Drewno rozszczypane i zaciśnione kotowi w ogon zowią przysłowiem [!] brać koty w leszczoty – i dlatego tak rozpustne i zabobonne chłopaki robią, aby z kota diabła wypędzić lub żeby z diabłem przepadł z bólu uciekając zapewne też czasem on z tego w przepaść, czyli zaginąć musi" (za Oskarem Kolbergiem). Pisze dalej Julian Krzyżanowski: "Odmianą zakładania leszczoty jest przywiązywanie kotu do ogona pęcherza z garścią grochu wewnątrz; stuk grochu w wysuszonym pęcherzu wywołuje panikę u biednego zwierzęcia". A jeszcze dawniej schodząc – chodziło o satyrę i o grzechotanie grzechotki błazna, który przywiązuje ją  kotu do ogona (scenka z 1506 r.) dla zabawy...

   Jeśli Czytelnik kiedyś może odniósł wrażenie, że redaktora Wiadromości spędza wolny czas jedynie przy komputerze, to właśnie jest okazja, by to wrażenie rozwiać. Gdy ma ona więcej wolnego czasu, spaceruje, przegląda czasopisma (niejako z obowiązku), bywa też czasem na popularnonaukowych wykładach i odczytach. To sprawia redaktorze wiele radości, a w ciężkich dniach, całych wypełnionych zadaniami, wyzwaniami i zobowiązaniami, wraca pamięcią do tych chwil jakże beztroskich, jakże szczęśliwie marnowanego czasu.

   Jednego takiego wieczoru poznałam w Zachęcie kota rosyjskiego, bohatera łubek (ulotnych druków, popularnych w dziewiętnastowiecznej Rosji – powielanych na drewnianych lub miedzianych tabliczkach). Niestety, nie udało mi się znaleźć odpowiedniej ilustracji łubki w Internecie, ale historia tych unikatowych wydawnictw-efemerydów ma w sztuce rosyjskiej, a konkretnie w awangardzie początku XX w., rozwijającej się jako bunt przeciwko wciąż "obowiązkowemu" akademizmowi, swój ciąg dalszy. Na głośnej wystawie Warszawa Moskwa/Moskwa Warszawa (która być może teraz jeszcze jest do obejrzenia w Moskwie) obejrzałam m.in. ten piękny obraz Michaia Łarionowa.M. Łarionow, Kacapska Wenus
Kot "siedzący" na oparciu kanapy (a może po prostu myślany przez modelkę lub malarza, niczym tajemniczy talizman?) jest prawdopodobnie (jak twierdzą znawcy!) kotem z drzeworytu, wziętym wprost z rosyjskich bajek i drukowanej łubki, wędrującej polnymi drogami od wsi do wsi. Łubka i kot są przykładem nawiązań do ludowego, ale też tzw. miejskiego folkloru oraz etnograficznych podróży na Syberię (np. Wassily Kandinsky był zapalonym etnografem!), które stanowiły mocne inspiracje dla tej sztuki.

   Egipskie kocie mumie wotywne spełniały rolę talizmanu – kot, zwierzę-wcielenie bogini Bastet, był bogiem miłości i płodności. Koty darzono wielkim szacunkiem i grzebano jak członków rodziny. Z czasem, czczony jako święte zwierzę, kot stał się podarkiem wotywnym; przypuszcza się, że istniały nawet specjalne hodowle różnych zwierząt – nie tylko kotów – przeznaczanych na złożenie w ofierze bogom, po uprzednim zabalsamowaniu zwłok. "Nie ulega wątpliwości, że sposób mumifikacji egipskich zwierząt zależał od roli, jaką odgrywały w życiu mieszkańców kraju nad Nilem. Zapewne najlepiej konserwowano ciała domowych ulubieńców: psów, kotów i oswojonych gazeli (...) Kiedy umierały, grzebano je w grobowcu ich pana lub pani, by mogły z nimi dzielić życie w zaświatach. Pewien pochowany w Abydos zamożny człowiek nakazał nawet, by zmumifikowane ciało jego ukochanego ogara włożono mu do trumny". To tylko cytat z interesującego tekstu, relacjonującego nowe hipotezy archeologów, dotyczące szczegółów tych przedśmiertnych przygotowań do podróży i odrodzenia się w swoim ciele, o obliczach złożonego stosunku Egipcjan do zwierząt, nie tylko do kotów; odsyłam do artykułu, ilustrowanego dobrymi zdjęciami, Kocura żywot wieczny Anny Piotrowskiej (Wiedza i Życie, marzec 2005).
Ciekawe swoja drogą, czy Sardanapal uśmiercił także (jeśli posiadał) swoje koty?

   Zakończę także przysłowiem, gdyż, jak wiadomo Mądrej głowie dość dwie słowie. O tym, jak zmieniło się znaczenie określenia (gdyż nie jest to typowe przysłowie) "kot w butach" świadczy następujący opis Krzyżanowskiego: "Przysłowie ‘wygląda jak kot w butach’ (...), żywe do dzisiaj i stosowane do osób, zwłaszcza młodych kobiet noszących niezgrabne obuwie, w samym zestawieniu kota i butów zawiera pierwiastek komiczny, wszyscy bowiem znamy sprężyste ruchy zwierzątka i wyobrażamy sobie, jak byłoby skrępowane, gdyby je obuć". A może to tylko skojarzenie – trafne, ale chyba zupełnie nieobecne w naszym języku potocznym – samego badacza przysłów? Wydaje mi się, że nam kojarzy się ono już tylko ze swoim pierwotnym przedstawieniem z bajki Karola Perrault o "kocie obutym", którą tak zilustrował Gustav Doré (ilustracja w pierwszym rzędzie na tej stronie).
   Nawiasem mówiąc, czy kot w butach Doré nie przypomina wam do złudzenia zupełnie innego "uczłowieczonego" wielkookiego kota – bohatera animowanego Shreka, cz. II? Ach, ta sztuka animacji: on porusza się tak zgrabnie...

Ilustracja: Michał Łarionow, Kacapska Wenus, 1912, Państowe Muzeum Sztuk Pięknych w Niżnym Nowogrodzie


{jos_sb_discuss:24}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl