Jesienna olimpiada

Jesienna olimpiada

    Jesień tego roku to czas biennalnej 36. olimpiady szachowej. Szachiści nie mogą narzekać na słabe warunki gry, ponieważ rozgrywki odbywają się w Calvii na Majorce. Dwa lata temu również nie było źle, bo grano w słoweńskim Bledzie, znanej i pięknej miejscowości wypoczynkowej. Olimpiady szachowe nie tylko z nazwy kojarzą się z tradycyjnymi igrzyskami sportowymi. Ich historia sięga 80 lat i tak jak na olimpiadach nieszachowych rywalizują ze sobą państwa. Na olimpiadach szachowych do rozdania jest jednak tylko jeden komplet medali - za wynik drużynowy.

    Gracze rywalizują w czteropartiowych meczach (w turnieju kobiecym mecz składa się z 3 partii, najlepsze kobiety grają jednak razem z mężczyznami). Całkowity wynik drużyny to suma punktów zdobytych przez poszczególnych graczy. Każdy z graczy ma do namysłu 90 minut, z tym, że po każdym ruchu czas jego zwiększa się o 30 sekund. Wbrew pozorom to bardzo szybkie tempo. W dawnych czasach partie trwały 7-8, a nierzadko i ponad 10 godzin. Dziś ich długość nie przekracza 5 godzin. Dlatego mniejsze znaczenie mają głęboka wiedza i subtelne idee. Liczy się dobra pamięć, refleks oraz cechy wolicjonalne, gdyż większość partii kończy się w sytuacji, gdy obaj gracze zużyli już swe 90 minut do namysłu i na dokończenie skomplikowanej rozgrywki musi im wystarczać tylko wspomniane wyżej 30 sekund na ruch. Jest to ogromne napięcie, gdy ma się świadomość, że od wyniku partii może wiele zależeć.

    Współczesne szachy są w trudnej sytuacji. Najlepsi gracze z Garri Kasparowem na czele zorganizowali własne mistrzostwa świata, nie mogąc dogadać się w sprawach finansowych z FIDE (międzynarodową organizacją szachową). Obecnie mistrzem świata jest rosyjski szachista Władimir Kramnik, który w 2000 roku pokonał Garri Kasparowa, a tydzień temu obronił tytuł, remisując z Węgrem Peterem Leko. FIDE organizuje własne mistrzostwa, ale ze względu na słabszą obsadę (mistrzem świata FIDE jest obecnie 50. szachista świata wg rankingu) oraz małą liczbę partii potrzebną do zdobycia tytułu i tym samym przypadkowość (gra się po 2 partie systemem pucharowym, finał ma 6 partii; klasyczne mecze mają 16 lub 24 partie) jego prestiż jest niski. Dlatego olimpiady są jedynym spoiwem skupiającym wszystkich najlepszych szachistów. W tym roku kilku silnych graczy zrezygnowało z podróży na Baleary. Kasparow uznał, że i bez niego Rosja obroni pierwsze miejsce (chyba się pomyli!), wspomniani już Kramnik i Leko odpoczywają po ciężkim meczu, węgierska gwiazda Judit Polgar, o której pisaliśmy jakiś czas temu, urodziła dziecko i wycofała się na pewien czas z gry wyczynowej (jej siostra Zsuzsa za to prowadzi kobiecą drużynę USA do medalu, lecz nie ma szans na złoto w walce z dream teamem z Chin).

    Polska ma wielkie i piękne tradycje. Zdobyliśmy 6 medali, w tym złoty w 1930 roku w Hamburgu. Niestety, od 1939 roku nie odnotowaliśmy poważniejszych sukcesów. Jednak nasi gracze są coraz lepsi. Liderem drużyny jest naturalizowany Rosjanin, 41-letni Michał Krasenkow. Myliłby się ten, kto uznałby go za gastarbeitera. Od wielu lat mieszka wraz z rodziną w Polsce i naszą mową włada znacznie lepiej niż większość rodaków. Jego profesjonalizm i pracowitość postawiły go za wzór dla polskiej młodzieży. Pozostali gracze to rdzenni Polacy, pomimo młodego (22-27 lat) wieku już silni i doświadczeni. Najlepszy z nich to arcymistrz Bartłomiej Macieja, mistrz Polski z tego roku. Pełen skład reprezentacji polskiej: Bartłomiej Macieja, Michał Krasenkow, Robert Kempiński, Kamil Mitoń, Bartosz Soćko, Łukasz Cyborowski; Iweta Radziewicz, Monika Soćko, Joanna Dworakowska, Marta Zielińska.

    Sporo mówiło się o włączeniu olimpiad szachowych do programu Igrzysk Olimpijskich. Co prawda, FIDE została afiliowana przy MKOlu, ale szanse na symbiozę są raczej nikłe. Chodzi nie tylko o różne interwały (2 oraz 4 lata), ale przede wszystkim o gigantyczny rozmiar olimpiad szachowych. Każdy zespół to 10 graczy (6 mężczyzn i 4 kobiety) oraz trenerzy i działacze. Gra około 130 państw świata. Łącznie organizatorzy muszą ugościć blisko 2000 osób, a więc liczbę ogromną, zaledwie 4-5 razy mniejszą od liczby uczestników Igrzysk, które wymagają horrendalnych nakładów finansowych, stanowiących problem nawet na szczeblu rządowym. Nic dziwnego, że MKOl nie chce wziąć na siebie tak ogromnego ciężaru. Ograniczenie liczby uczestników i wprowadzenie systemu kwalifikacji nie wchodzi w grę ze względu na świętą, szachową tradycję, która nakazuje nie dzielić szachistów na lepszych i gorszych. Na olimpiadach stolik obok stolika grają obok siebie superarcymistrzowie – profesjonaliści oraz amatorzy z krajów takich jak Wyspy Dziewicze, Rwanda czy Seszele – tak słabi, że zwyciężyć z nimi miałby szansę szary człowiek z ulicy, grający dla przyjemności z kolegami raz na pół roku.

    Nie na darmo dewiza świata szachistów to Gens una sumus – „Jesteśmy jedną rodziną”.
 
{jos_sb_discuss:24}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl