Exegi monumentum... czyli pożytki z doktoratu

    Exegi monumentum aere perennius? Pewien promotor jest zdania, że praca włożona we własną stronę w Internecie, zawierającą owoce naszych zainteresowań badawczych, teksty, interesujące artykuły innych  - świadectwo życia naukowego - jest cennym doświadczeniem, a wysiłek włożony w jej aktualizację opłaca się z nawiązką. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy wyszukiwarka wyrzuci link do naszej strony komuś, kto na przykład organizuje konferencję w egzotycznym zakątku świata i szuka potencjalnych referentów takiej właśnie tematyki.  

    W lutym mamy dwie wiadromości. Obydwie to w pewnym sensie doniesienia z podróży "po pomnik" oraz z interesującej wyprawy pisarza w przeszłość historii sztuki.

    Pokolenie Jana Pawła II? Nie chodzi o rówieśników wielkiego Polaka. "Nie pamiętamy świata bez Papieża" - usłyszałam niedawno w radiowej rozmowie z młodymi poetami urodzonymi w roku początku pontyfikatu Karola Wojtyły. 

    Autor strony Pomniki Papieża w Polsce także urodził się w pamiętnym A. D. 1978. Zajmuje się nauczaniem plastyki w szkole oraz zbieraniem materiałów do swej pracy doktorskiej poświęconej pomnikom Jana Pawła II. Jest także zapalonym fotografem.
    Każdy "odwiedzony" przez Kazimierza S. Ożoga (lub riliana, bo tak brzmi sieciowy nick autora) pomnik jest mierzony, fotografowany. Ponadto badacz zbiera szczegółowe dane do metryczki na podstawie wywiadu z proboszczem parafii, na terenie której pomnik stoi, z fundatorem i z twórcą pomnika. Metryczka taka później znajdzie się na stronie.
    Podobają mi się drobne komentarze odautorskie, jakie widnieją pod opisami pomników (autor zastrzega sobie prawo do sympatii estetycznych; prosi, by zwrócić uwagę, że treści strony nie należy traktować jak zawartości pracy doktorskiej). Np. opis jednego z pomników papieskich w Nagasaki mówi, że na jego postumencie widnieje "dłuższy fragment kazania [papieża]". Autokometarz: "to ciekawe! na jakim polskim pomniku znajdują się więcej niż 2-3 zdania?"
    Na stronie znajduje się wszystko, co - jak się wydaje - autorowi udało się zgromadzić przez kilka lat badań i poszukiwań oraz ślady tego, co go w związku z pomnikami spotkało..., m.in.: "podróże pomnikowe", statystyki, lista osób pomagających badaczowi (możemy przekonać się, ile pomocy przy dokumentowaniu, wyszukiwaniu danych trzeba, by takie przedsięwzięcie nabierało rozmachu), krótka historia pomnika w ogóle, a także miniankieta z 2000 r. dotyczaca społecznego odbioru pomników papieża w Polsce. W części zawierającej wybrane teksty możemy na przykład wreszcie dowiedzieć się, dlaczego papież na pomnikach jest taki brzydki (i spawdzić, czy przekonuje nas odpowiedź riliana na to pytanie).
    To tylko fragment zawartości tej uporządkowanej i przejrzystej strony. Autor nie unika trudnych pytań związaych z kontrowersyjnym zjawiskiem jakim jest pomnikomania. Nie kryje też jednak swoich sympatii i wzruszeń doznawanych w spotkaniach z pomnikami i ich twórcami. Czytelnik strony ma szanse dowiedzieć się, jakie słowa i postawy są autorowi bliskie, jaka jest jego motywacja w tej "podróży pomnikowej".

    Angielskojęzyczna strona z charakterystycznym motywem pszczół, À la recherche du temps perdu, znana jest z pewnością każdemu miłośnikowi tej wielkiej powieści Marcela Prousta. Jej autorem jest Mark Calkins (od 1997 roku z tytułem PhD, czyli anglosaskim odpowiednikiem polskiego tytułu doktorskiego). Doktorat ma już za sobą, jednak dzieło - rodzaj katalogu rozmaitych tropów bibliograficznych, malarskich, muzycznych a także obecności W poszukiwaniu straconego czasu w kulturze popularnej - w postaci strony wciąż istnieje i rozwija się.
    Strona ma charakter leksykonu, czy też miniencyklopedii, motywów i postaci proustowskich. Zawiera krótkie recenzje prac i książek poświęconych autorowi i samej powieści. Jest znakomitym przewodnikiem po książce i jest tez czymś więcej: rodzajem imaginacyjnego indeksu powieści.
    Narrator W poszukiwaniu straconego czasu opisuje często postacie występujące w opowiadaniu, zwracając uwagę na rys charakterystyczny - uderzające podobieństwo do jakiegoś znanego przedstawienia w historii europejskiego malarstwa. Proust uważał, że w całym naszym życiu mamy do czynienia z typami ludzkimi - możemy odkryć, że twarze naszych bliskich i znajomych ktoś kiedyś wymyślił i uwiecznił... Albo też my, oglądając obraz w muzeum czy w albumie, odkrywamy nagle, że znamy tę egzotycznie ubraną postać sprzed stuleci.
    Alain de Botton, inny proustolog, autor znakomitego i niemal popularnego "poradnika" pt. Jak Proust może zmienić twoje życie tak objaśnia powyższe przekonanie estetyczne Prousta: Możliwość odkrywania takich podobieństw wizualnych między ludźmi żyjącymi w całkowicie odmiennych od siebie światach, uzasadnia przekonanie Prousta, iż z "estetycznego punktu widzenia liczba typów ludzkich jest tak ograniczona, że gdziekolwiek się znajdziemy, ustawicznie doznajemy wrażenia, iż mieliśmy już przyjemność poznać tych ludzi". Botton pisze dalej, opowiadając jak on sam spotkał w świecie "zakwitających dziewcząt" kogoś, kogo znał. Na przykład, w drugim tomie powieści Prousta, narrator wybiera się do Balbec (...), gdzie spotyka osobę, którą ja znam, obdarzoną wspaniale lśniącymi oczyma, pulchnymi policzkami i upodobaniem do czarnych czapeczek noszonych przez graczy w polo. Botton nazywa to zjawisko "fenomenem markiza de Lau" (w skrócie FML) - nazwa bierze się stąd, że wedle anegdoty przytoczonej w "poradniku" przez francuskiego eseistę, pewnego razu Proust, patrząc w galerii na portret pędzla Ghirlandaio Starzec z wnukiem, odkrył w starcu podobieństwo do arystokraty i bywalca salonów paryskich markiza de Lau. Jak się już domyślamy, starzec w czerwonym ubraniu w powieści jest  portretem  jednej z postaci, markiza de Palancy... 
    Nieco zawiłą drogą powracamy na stronę z pszczołami. Calkins wydobył chyba wszystkie świadectwa FML w Poszukiwaniu... (Proust był wszak wielkim milośnikiem malarstwa) i umieścił je w katalogu The Novel & Visual Art

    Na koniec anegdota. Na stronie znaleźć możemy także link do oryginalnej wersji kwestionariusza Prousta. Od kilku lat przeżywa on drugą młodość (drukowany w latach 90. w Vanity Fair, a także na stronach Wysokich Obcasów). W przygotowaniach edycji kwestionariusza dla Vanity Fair brał udział uznany proustolog prof. Johnson. Mark Calkins wspomina swoją rozmowę z jedną z redaktorek magazynu: I mentioned to Ms. Bell that I had not dared to contact Professor Johnson, or any of the other university Proustians, because my own work was so unacademic. Why? she said, Proust would have liked it. (Wspomniałem pani Bell, że nie śmiałem zwrócić się do prof. Johnsona, ani do żadnego innego uniwersyteckiego proustologa, ponieważ moja własna praca była tak nieakademicka. Dlaczego? zapytała. Proustowi podobałaby się.)
    Myślę, że Ms. Bell miała rację.



Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl