Gabinet doktora Caligari

 
   Jest taki rodzaj strachu, który lubimy – kiedy siedząc bezpiecznie w miękkim fotelu w kinie lub we własnym domu, podgryzając ulubione przekąski, oglądamy bez tchu na ekranie sceny pokazujące nasze najgłębiej ukryte, często irracjonalne lęki: duchy, wszelkiej maści umarlaki i wilkołaki, mordercze laleczki, dziwne stukanie okiennic, wariatów z nożami, wielkie, pozornie puste domy, gdzie coś się kryje, wampiry, i naturalnie niewinne ofiary nie mające żadnych szans na ucieczkę... Zabawa w straszenie zaczyna się już w dzieciństwie, gdy na koloniach i wycieczkach szkolnych zawsze znajduje się ktoś, kto wysnuje opowieść o psychopacie, który uciekł z pobliskiego domu wariatów lub duchu, którego obecność znamionują dwie czerwone kulki zawieszone w powietrzu na wysokości oczu (wysnuje rzecz jasna, przy zgaszonym świetle, tuż przed zaśnięciem).

   Pierwotna ta potrzeba, straszenia i bycia straszonym, nie u wszystkich zanika w wieku dojrzalszym i w związku z tym – nie ma to, jak dobry horror czy thriller od czasu do czasu. Tyle, że o taki dziś raczej trudno, bo 90%  filmów tego gatunku to filmy B i C-klasowe, oscylujące raczej w kierunku Teksańskiej masakry piłą mechanicznąniż thilleru psychologicznego, czy chociaż najbardziej przerażającego filmu z mojego dzieciństwa – Koszmaru z ulicy Wiązów. Albo znów kręcone są niekończące się sequele i prequele filmów cieszących się jako-takim powodzeniem. Ciągle zdarzają się jednak chlubne wyjątki, czego przykładem jest film Ring (zwłaszcza w oryginalnej, japońskiej wersji), który sprawił, że zwykły telewizor stał się źródłem niebezpieczeństwa.


   Wszystko ma swój początek, a historia horrorów jest tak długa, jak historia samego kina. Zainteresowanym nią warto przypomnieć, że za pierwszy typowy film grozy uchodzi niemiecki Gabinet doktora Caligari (w oryginale Kabinett des Doktor Caligari) z 1919 r., oczywiście jeszcze niemy, wyreżyserowany przez Roberta Wiene. Mający swą premierę w Berlinie w 1920, film został uznany za przełomowy, artystyczny i wpisujący się w nurt tzw. ekspresjonistycznego kina niemieckiego.

   A  zaczyna się on tak...
   Do małego, sennego miasteczka przyjeżdża jarmarczny gabinet hipnotyzera Caligari i od tego momentu zaczynają w okolicy ginąć ludzie. Gabinet odwiedza także dwóch przyjaciół, Francis i Alan, a jednemu z nich lunatyk, którym posługuje się Dr Caligari, przepowiada rychłą śmierć. Kiedy słowa medium sprawdzają się, żyjący kolega zaczyna prowadzić śledztwo... Ostatnia scena filmu jest całkowicie zaskakująca – w każdym razie musiała być dla ówczesnych widzów (ciekawi reszty fabuły mogą ją przeczytać np. tutaj).

   "Do małego sennego miasteczka przybywa"...  brzmi znajomo, prawda? Ten, jak i inne motywy były powtarzane i przetwarzane na wiele sposobów w późniejszych produkcjach filmowych. Podobnie, jak i inne elementy właściwe temu gatunkowi, po raz pierwszy wykorzystane właśnie w Doktorze Caligari, np. nagłe przebudzenie "martwego", który gwałtownie wywraca białkami gałek ocznych, w filmach niemych dodatkowo efektownie obmalowanych czarnymi obwódkami. Nowatorski był też sposób prowadzenia narracji przez Francisa – głównego bohatera, który opowiada całą historię.
   Zresztą, sam pomysł scenariusza ma ciekawą historię – podobno jeden ze scenarzystów Hans Janowitz (drugim był Carl Mayer), zainspirowany został, gdy bawiąc się na imprezie karnawałowej zauważył dziwnego mężczyznę. Wkrótce potem zabito dziewczynę, a na jej pogrzebie obecny był znów ów tajemniczy człowiek (swoją drogą ciekawe, co robił tam scenarzysta).

   Nakręcony wśród scenerii stworzonej z pomalowanego papieru, film jest zaliczany obecnie do 25 klasyków kina (według magazynu Radio Times). Doczekał się kilku remake'ów (ostatni nakręcony rok temu), które jednak nie powtórzyły sukcesu swojego pierwowzoru i przeszły bez echa. Nic dziwnego, nie jest łatwo nakręcić dobry, sugestywny horror. Taki, po którym wrócimy z kina do domu główną, oświetloną ulicą, omijając ciemne zaułki i starannie zamkniemy za sobą drzwi...


Ilustrowała: Joanna Titeux/pinezka.pl

{jos_sb_discuss:24}

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl